Krzywcza - Trzy Kultury

Krzywcza - pełna wspomnień...

  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size
Polish English French German Irish Russian Ukrainian
Krzywcza.eu - Dla wszystkich, którzy dobrze wspominają lata spędzone w Krzywczy.

Żegnaj Mistrzu

Email Drukuj PDF

Z wielkim żalem i niedowierzaniem dowiedziałem się, że 15 kwietnia 2013 r. zmarł ks. dr Henryk Hazik mój katecheta i nauczyciel Historii Kościoła, opiekun duchowy i recenzent moich opracowań historycznych, zapalony tłumacz łaciny i historii regionu. To on mnie nauczył ile hektarów ma łan, czym różnił się komendarz do altarysty, jak czytać i rozumieć teksty staropolskie i wiele innych rzeczy o których nie miałem zielonego pojęcia.

Ale od początku. Ks. Henryka poznałem w 1982 r. kiedy jako uczeń I LO im. Juliusza Słowackiego zacząłem uczęszczać na katechezę. W tych trudnych czasach, gdy religia była poza szkołą na zajęcia chodziliśmy do salki na I piętrze przy dawnym Kolegium jezuickim przy placu Czackiego. Chodziliśmy w siedmiu, dziewczyny miały katechezę osobno. Zawsze przychodził trochę wcześniej, aby pomoc nam w tłumaczeniu czytanek z łaciny. Pamiętam, że zawsze włączał nas w tłumaczenie: a znajdź tam w słowniku to słowo… chociaż dobrze znał odpowiedź - chciał byśmy też rozmiłowali się w łacinie. Do dziś pamiętam katechezę na temat istnienia Boga i te końcowe słowa: Jeżeli nawet mimo tych wszystkich dowodów Boga nie ma, to wierząc w niego nic nie tracisz, a jeżeli jest to zyskujesz wszystko. Te słowa utwierdziły mnie, że jestem na dobrej drodze. W czwartej klasie uczył nas już inny ksiądz, którego twarz pamięta, ale nazwiska już nie, a nasz katecheta poszedł z Przemyśla w świat.

alt

ŚP. Ks. dr Henryk Hazik w Krzywczy - 1998 r.

Następne nasze spotkanie to rok 1997 kiedy zbierałem materiały do monografii krzywieckiej parafii. Spotkałem go w Archiwum Diecezjalnym, gdzie zbierał materiały do następnego artykułu. Wtedy dość często pisywał do Przemyskiej Niedzieli. Przypomniałem mu, że jestem jego uczniem. Przypomniał sobie mnie i tych zawodników, których uczył. Zainteresował się moją pracą i zaczął pomagać, ukierunkowywać, tłumaczyć teksty z łaciny. Przyjeżdżał do mnie do Krzywczy, aby przez pół dnia tłumaczyć materiały źródłowe z języka łacińskiego. To było jego pasją, wgłębiał się w tekst, tłumaczył mi kontekst historyczny. Przez to poznawałem Historię Kościoła. Później wielokrotnie przeglądaliśmy tekst monografii i poprawialiśmy błędy, rozwiewali wątpliwości, by się nie pomyli o całe 100 złotych. Również promocja mojej książki odbyła się z jego udziałem. Odprawił w plenerze mszę św. i wygłosił piękną homilię. Przez okres pisania publikacji, zawsze mnie wspierał duchowo, kształtował moją pasję, pogłębiał ją. Możliwe, że bez niego nie byłoby portalu Krzywcza Trzy Kultury.

Później przyjeżdżałem do niego do Skołoszowa, gdzie był proboszczem, by tłumaczyć teksty. Dziś słucham tych tłumaczeń z kaset. Jego głęboki, ale wyraźny głos brzmi dostojnie, a wtrącenia między tekst tłumaczenia wyjaśnień obrazują ogrom wiedzy historycznej jaką posiadał.

Pozostały kasety, jeszcze w większości nie opracowane: Akta Grodzkie i Ziemski dotyczące Krzywczy, wiele dokumentów kościelnych z parafii Krzywcza i Babice. Ostani raz spotkaliśmy się w 2010. Przygotowywałem odczyt do Towarzystwa Przyjaciół Nauk dotyczący Rodu Pinińskich. Zainteresowały mnie napisy łaciński na obrazie św. Floriana z babickiej świątyni. Siedzieliśmy kilka godzin. Jak się później okazało w większości napis został odszyfrowany prawidłowo i uzupełniony kontekstem przez innego tłumacza.

Jak bardzo umiłował historię zaświadczy Skołoszowska parafia, gdzie wkoło kościoła i plebani liczne tablice pamiątkowe, pomniki i ten ostatni, którego odsłonięcia nie doczekał z okazji 150  rocznicy Powstania Styczniowego.

Wiem, że Ksiądz dr Henryk Hazik był na mojej drodze historycznej pasji osobą najważniejszą, wspierającą moje działania, zawsze życzliwy i pomocny. Ale nie tylko dla mnie. Historia ziemi przemyskiej poniosła wielka stratę. Także Towarzystwo Przyjaciół Nauk, którego był wieloletnim członkiem, pracował również w Zarządzie TPN. Ja osobiście straciłem przyjaciela, na którego zawsze mogłem liczyć. Dziękuję księże Henryku – daj Ci Boże niebo.

Piotr Haszczyn

WSPOMNIENIE ODBITE W ZWIERCIADLE

KS. DR HENRYK HAZIK (1948-2013)

Moje wspomnienie o śp. ks. dr Henryku Haziku może być tylko takie - albowiem nigdy osobiście nie mieliśmy się spotkać. Zamiar uczestnictwa   15 kwietnia w Skołoszowie k/Radymna w konferencji i uroczystości 150 rocznicy Powstania Styczniowego, przygotowanej staraniem Księdza, społeczności skołoszowskiej i rekonstruktorów z Przemyśla i przy okazji poznania Księdza – mógł udać się tylko częściowo.   Konferencji z udziałem prawdziwych pasjonatów nie tylko lokalnej historii, już bez Księdza, trwała tylko do momentu wiadomości o Jego śmierci, a zakończona została przysięgą powstańczą, poświęceniem z tej okazji symbolicznego pomnika oraz aktem bierzmowania z udziałem Biskupa Adama Szala.

Ks. dr Henryk Hazik był członkiem Towarzystwa  Przyjaciół Nauk w Przemyślu od 17 marca 2000 roku, a w latach 2002-2008 członkiem jego zarządu. Jako późniejszy działacz Towarzystwa, zastanawiałem się kiedyś dlaczego nadal nie działa w zarządzie , ale   wytłumaczenie było jasne - gdy śledziło się doniesienia w mediach o jego nadzwyczajnej aktywności w Skołoszowie, gdzie proboszczem był przez 17 lat oraz  działalności naukowej, w tym także jako wykładowcy w Państwowej Wyższej Szkole Wschodnioeuropejskiej w Przemyślu. Docierały do mnie także opinie ludzi, którzy mieli okazję uczestniczyć w inicjowanych przez niego uroczystościach, pielgrzymkach, słuchali jego kazań. Nie da się ukryć, że były to opinie różne – to utwierdzało mnie tylko w tym, że jest także nietuzinkowym duszpasterzem. Poświęcał się nie tylko swojej pasji, która ze swej natury ma charakter kameralny ale był także prawdziwym autorytetem parafii i społeczności lokalnej. Robił po prostu swoje a ile trudu to kosztowało mógł tylko powiedzieć On sam, ale zapewne także sołtys, wójt, rada parafialna… Zresztą społeczność skołoszowska, licząca ok. tysiąc siedemset mieszkańców i chociaż miejscowość przedzielona obwodnicą Radymna, wyróżniająca  się w okolicy aktywnością, gospodarnością- zasługiwałaby na osobną uwagę. 

Przed Skołoszowem była wszak także parafia w Rozwadowie k/ Stalowej Woli: budowa kościoła w Pilchowie i pomnika Jana III Sobieskiego na rynku w Rozwadowie.  To także publikacje m.in. na łamach „Dziejów Żurawicy”: „Proboszczowie żurawiccy w okresu staropolskiego” i „Ks. Fryderyk Alembek (1598-1672)”.

 Ostatnia droga Księdza Doktora w bogatej w dzieje Skołoszowie chyba  nigdy do tej pory nie zgromadziła tak wielu uczestników, z wojskową asystą i honorami, przedstawicielami władz uczelni w gronostajach, strażą pożarną, młodzieżą szkolną…

Być może zakończeniem tej refleksji powinno być przytoczenie popularnej frazy z wiersza ks. Twardowskiego. Może jednak lepszą będzie informacja,   że Ksiądz Doktor pracował nad bibliografią zeszytów „Rocznika Przemyskiego” za okres od 1995 roku, co pozostanie niewypełnionym prezentem na stu lecie tego periodyku naukowego i świadectwem jego niezwykłej pracowitości. Pozostanie także nadzieja, że jego  cenny księgozbiór trafi we właściwe ręce i będzie przypominał o jego przerwanej pasji historyka Kościoła i małej ojczyzny.

Cześć Jego pamięci.

 

Waldemar Wiglusz

Wiceprezes TPN

Dobrze ukończone zawody

Kilka osobistych refleksji

 

Św. Paweł pisze o życiu jako o swoistego rodzaju zawodach, w których uczestniczymy i których bieg wcześniej czy później skończymy. Każdy z nas, bez względu na to, czy zgadza się na taką metaforę swojej egzystencji, tym co robi, świadczy o sobie. Dziś, kiedy tak niewielu kapłanów żyje wartościami, o których mówi i swoim życiem potwierdza nowy papież, każde odejście księdza mądrego i prawego stanowi dużą stratę. A w takich słowach określiłbym zmarłego 15 kwietnia br. ks. dra Henryka Hazika.

Na pewno jest dużo więcej ludzi, którzy znali Go lepiej. Ja miałem okazję przy kilku sposobnościach z Nim współpracować i co mnie niezwykle urzekło – wielka kultura bycia, mądrość życiowa, rzadki jak na księży intelekt w połączeniu z autentyczną miłością Chrystusa. Bo spotkać księdza-uczonego, a przy tym proboszcza i człowieka życzliwego i skromnego, to tak niezwykłe, że prawie nie do uwierzenia. A jednak są i tacy wśród nas. W moich oczach do nich należał zmarły ksiądz Henryk. Tak bowiem w kręgu Towarzystwa Przyjaciół Nauk nazywaliśmy Go na co dzień.

Osobiście poznałem ks. Henryka jako świeżo upieczony student. Najpierw na wspólnej wyprawie po Kresach, organizowanej przez TPN i mgra L. Faca (wychowanka ks. Henryka), a potem przy pracy nad dwoma tekstami, które Zmarły zamieścił na łamach „Rocznika Gimnazjalnego”. I po raz pierwszy miałem okazję doświadczyć bliżej Jego wielkiego taktu i klasy – wszelkie moje uwagi, początkującego studenta, które miałem do Jego artykułów, przyjmował życzliwie i cierpliwie wyjaśniał, gdy się zagalopowałem lub też przyjmował „cięgi”, gdy miałem rację. To samo było przy pracy nad rozprawą do Dziejów Żurawicy, które przeglądałem na życzenie redaktora tomu. To on był księdzem doktorem, nie ja; jak wielu innych, mógł zbyć uwagi lub unieść się dumą – zamiast tego zawsze mówił swoim lekko „kresowym”, głębokim tonem głosu, uśmiechając się życzliwie. Z jaką wielką mądrością i wyczuciem prowadził raz przed laty warsztaty studentów historii UJ w TPN dla przemyskich licealistów – nawet gdy studenci ostro wypowiadali się o ciemnych stronach historii Kościoła (a spotkanie dotyczyło historii średniowiecza, więc takich było sporo) ks. Henryk nie krygował się, nie przemilczał niewygodnej interpretacji, ale z wielkim taktem odnosił się do słów młodych ludzi, umiejętnie prostując tylko te z wypowiedzi, których argumentacja w niczym nie miała pokrycia. Wiem, że zawsze służył kolegom z TPN w problemach z tłumaczeniem z języka łacińskiego i nie spoczął, póki nie znalazł właściwego określenia, umiejętnie wyjaśniającego kontekst danego słowa w danej epoce. To była jego cicha, naukowa pomoc. Dlatego niesamowicie ucieszyliśmy się, gdy uczestniczył w obchodach stulecia powołania Towarzystwa (w 2009 r.), nie jako były członek Zarządu, ale jako przyjaciel nauk – a tych wśród księży, niestety, niewielu. Najczęściej jednak wpadał do TPN, aby chwilę popracować, zakupić nowości, albo zorientować się, co nowego „w trawie piszczy”, ale o tym na pewno więcej powie dr M. Waltoś, który jak każdy w TPN bardzo mocno przeżył śmierć ks. Henryka. Ja po raz ostatni miałem z nim więcej do czynienia, gdy potrzebowałem recenzentów do zeszytu Historia, tegorocznego „Rocznika Przemyskiego”. Spędziliśmy wtedy długie chwile na telefonie, omawiając szczegóły pewnego artykułu…, którego ostatecznie nie zakwalifikowaliśmy do druku. I to właśnie autor tego artykułu opowiadał mi ze łzami przez telefon o śmierci swego proboszcza.

Nie mogłem uczestniczyć w Jego pogrzebie, ale choć nikt z TPN nie zabrał oficjalnie głosu, to członków Towarzystwa nie zabrakło. Wśród nich byli panowie: W. Wiglusz (zastępca prezesa) i L. Fac (długoletni były wiceprezes). Gdy wypytywałem ich o szczegóły tej uroczystości zgodnie stwierdzili, że ze wzruszenia nie byli w stanie niczego powiedzieć. A piszę o osobach, które znane są w Przemyślu ze swego krasomówstwa. Ale nie dziwię się im – dla mnie ks. dr Henryk Hazik był rzadkim połączeniem mądrości, skromności i kultury, zapewne więc i mnie zabrakłoby słów na pożegnanie. W pamięci pozostają mi za to piękne krajobrazy Podola, gdzie przed laty poznałem go po raz pierwszy, będąc wśród grupy młodzieży urzeczonej ciepłem głębokiego głosu nieznanego nam wtedy kapłana; kapłana, który swoim codziennym, szarym życiem świadczył o tym, że można w życiu spotkać dobrego księdza, który nie zapomniał być człowiekiem. Wtedy zaś pociągał nas swoją rozległą wiedzą z historii, geografii i teologii, którą w rzadki dla księży sposób, potrafił przedstawić w interesujący i bezstronny sposób.

 

dr Tomasz Pudłocki

Zapraszamy na blog  - http://krzywcza.blogspot.com/

Facebook Google Twitter Myspace Yahoo Blogger Digg Live Reddit Linkedin Icio Furl Techno Poleć na Gadu-Gadu Wykop Śledzik 7821217