Krzywcza.eu - Dla wszystkich, którzy dobrze wspominają lata spędzone w Krzywczy.

altKilka tygodni temu na przemyskim rynku wydawniczym ukazała się książka autorstwa Jacka Błońskiego pod tytułem „Przemyśl Twierdza niezdobyta”. Jest to kolejna książka opisująca wydarzenia z okresu I wojny światowej i jak wskazuje tytuł dotyczy Twierdzy Przemyśl. Jednak czytelnik nie znajdzie tam informacji encyklopedycznych i wiedzy z zakresu historii wojskowość lecz przede wszystkim losy i historie zwykłych, a zarazem niezwykłych ludzi: żołnierzy, szpiegów, obrońców i atakujących Twierdzę.

Publikacja składa się z dwóch części, a każda z nich podzielona jest na autonomiczne opowiadania, historie, niezwykłe wydarzenia z okresu I i II oblężenia Przemyśla przez Rosjan. Autor stosując specyficzną narrację wciąga czytelnika w wydarzenia sprzed prawie wieku. Książkę czyta się świetnie w czym pomaga odpowiedniej wielkości czcionka.

Po publikację trzeba i należy sięgnąć z dwóch powodów. Po pierwsze Jacek Błoński jest wnukiem Henryka Błońskiego, dyrektora babickiej podstawówki, a więc można powiedzieć, że „ziomal”. Po drugie w książce znalazło się opowiadanie pt. „Zwycięska bitwa wachmistrza”, którego akcja toczy się w Krzywczy. Jak wynika z tekstu to właśnie w naszej miejscowości doszło do jednej z pierwszych potyczek pomiędzy wojskami austriackimi, a Rosjanami. Pozycja do nabycia w przemyskich księgarniach. Poniżej prezentuję fragment cytowanego wyżej opowiadania.

 

Piotr Haszczyn

alt

Jacek Błoński

„Przemyśl Twierdza niezdobyta”

Wydawnictwo Projekt Plus Publishrer

 

Opublikowano za zgodą autora, za co składam serdeczne podziękowanie.

 

(...) Tego pamiętnego dnia rankiem dzielny pan Kosiński załadował kilkanaście worków mieszczących, oprócz przesyłek urzędowych i wojskowych, także listy zawierające słowa pocieszenia, tęsknoty i miłości od żołnierzy i przemyślan do rodzin. Po wysłuchaniu ostatnich wskazówek i wiadomości na temat ruchu wojsk rosyjskich wyruszył ciężarówką w drogę w kierunku Dynowa. Z początku podróż przebiegała bez żadnych niespodzianek. Kiedy wojskowy automobil dojeżdżał do Krzywczy położonej około dwudziestu kilometrów od Przemyśla, został niespodziewanie zaatakowany.

Nagle na drodze pojawili się jeźdźcy w wysokich futrzanych czapkach. Kosiński z przerażeniem w oczach wpatrywał się w sześciu groźnie wyglądających Kozaków zbliżających się wolno do ciężarówki. Jednak po chwili Kozacy zatrzymali się. Po raz pierwszy żołnierze z Przemyśla mogli ujrzeć żołnierzy wroga, którzy zaraz po zejściu z koni zaczęli strzelać do dzielnego pocztowca i jego załogi jak do celów na strzelnicy. W powietrzu rozległ się odgłos karabinowych strzałów, a nad głową przerażonego pocztowca świszczały rosyjskie kule.

Kiedy już się wydawało, że nadchodzi kres wyprawy i trzeba będzie zginąć w obronie cennego ładunku, lub też w najlepszym przypadku zakończyć dopiero co rozpoczętą wojenną przygodę w rosyjskiej niewoli, w panu Kosińskim obudził się duch Marsa. Ten wysłużony weteran C.K. Armii w randze wachmistrza szybko opanował strach. Widząc wystraszone twarze żołnierzy i ich oczy wpatrzone w niego, zrozumiał, że nie mogą dać się wystrzelać jak kaczki. Natychmiast kazał zatrzymać ciężarówkę, która wciąż jechała w stronę nadjeżdżających Rosjan. Następnie wykorzystując samochód jako osłonę przed kulami wroga przedostał się wraz ze swoim oddziałam pod wierzby rosnące przy szosie. Po czym gromkim głosem krzyknął do swoich wojaków:

- Macie mnie słuchać jak swego feldfebla na ćwiczeniach, bo inaczej zginiemy. Przeładować broń!

Potem Kosiński wydał rozkaz:

- sformować szereg i na mój rozkaz – ognia!

Kiedy Rosjanom wydawało się, że austriaccy żołnierze uciekli, pozostawiając samochód, zza drzew poleciał na nich grad kul. Jeden z Kozaków, trafiony karabinowym pociskiem, padł martwy na drogę. Po dłuższej wymianie ognia Kozacy widząc, iż zginął jeden z ich współtowarzyszy zaczęli wycofywać się. Kolejna kula zabiła konia. Rosjanie, jeszcze przez moment pewni zwycięstwa, pośpiesznie wycofali się z drogi i galopem uciekli z pola bitwy. Kosiński jeszcze przez chwilę wraz z żołnierzami rozglądał się wokół, wypatrując wroga, a potem wskazując głowę martwego kozaka leżącego na szosie rozkazał jednemu z żołnierzy:

- Przeszukać tego moskala, może ma jakieś ważne papiery lub mapę.

Żołnierz ostrożnie podszedł do ciała zastrzelonego Kozaka, haniebnie pozostawionego przez Rosjan. Po sprawdzeniu, czy aby martwy nieszczęśnik nie miał przy sobie jakiś dokumentów, żołnierz na polecenia Kosińskiego zabrał kozacki karabin i szablę, jako trofeum wojenne. (...)

.