Krzywcza - Trzy Kultury

Krzywcza - pełna wspomnień...

  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size
Polish English French German Irish Russian Ukrainian
Krzywcza.eu - Dla wszystkich, którzy dobrze wspominają lata spędzone w Krzywczy.

Krajobraz po wojnie

Email Drukuj PDF

I Wojna światowa na naszym terenie powoli się kończyła. Jak pisze Władysława Jaroszyńska: (…) 13 maja 1915 roku Reczpol był już oswobodzony od nieprzyjaciela. Było to święto Wniebowstąpienia Pańskiego ostatnie patrole rosyjskie ustąpiły, a za chwilę pokazały się nasze wojska. Lud zebrał się w gromadki płakał z radości i dziękował Bogu, że pozwolił doczekać tak szczęśliwej chwili (…).

Janina Romanowska wraz z liczną rodziną wyjechała do Czech do miejscowości Hluk, która była posiadłością księcia Lichtenstaina, a u którego pracował krewny dziedziczki Ruszelczyc. W swoim pamiętniku wspomina: (…) Chyba już w czerwcu zaczęliśmy się przygotowywać do powrotu. Już w maju nadchodziły wieści o cofaniu się wojsk rosyjskich. Na wyjazd trzeba było otrzymać odpowiednie upoważnienie od władz, przedstawić różne świadectwa. Więc zaświadczenie, że mamy tam gospodarstwo i świadectwo szczepienia ospy i cholery, która panowała na terenach uwolnionych (raczej chyba był to tyfus). Zabieraliśmy ze sobą tylko to co najukochańsze, pozostawiając resztę u Reniostwa i pożegnawszy naszych kochanych gospodarzy i ich gościnne progi i zdobywszy bilety do Przemyśla ruszyliśmy w drogę. Konie sprzedaliśmy już przedtem. Maszynka spirytusowa i zapasy żywności wraz z rondelkiem powędrowały też z nami. Wagony były częściowo towarowe, częściowo osobowe. Nie pamiętam już trasy naszego powrotu, ale w każdym razie nie wracaliśmy poprzednia trasą, a droga trwała trzy doby.

Zatrzymywaliśmy się często po drodze, gdyż tory były zatarasowane lub zepsute na terenach walki, które zaczynały się od Krakowa. Był czerwiec, ciepły i pogodny, ale widoki były smutne. Wkoło rowy strzeleckie tuż przy torach trupy koni i smród okropny. By zdobyć żywność na tak długą drogę, nie zaopatrzeni odpowiednio pasażerowie – przeważnie urzędnicy, wybiegali z wagonów do pobliskich osiedli, by coś zdobyć, a pociąg stał cierpliwie gwiżdżąc na ich szybszy powrót. Moja maszynka i zapas spirytusu miała powodzenie w całym wagonie wśród towarzyszów podróży.

Gdy wreszcie dojechaliśmy do Przemyśla pociąg był zupełnie pusty, a był to pierwszy pociąg osobowy, który przybył po wojnie do Przemyśla. Toteż wojskowi pełnili służbę na stacji i patrzyli na nas ze zdziwieniem, gdy zaczęliśmy wyładowywać nasze manatki z wagonu. Dworzec był zniszczony o dorożce ani tragarzu nie było mowy. Znalazł się w końcu jakiś wózek ręczny, który odwiózł nasze rzeczy do hotelu „City” najwspanialszego w Przemyślu, ale będący teraz w opłakanym stanie. Pościel była brudna, wszy i pluskwy oblazły nas i gryzły niemiłosiernie. Zaraz rano nasi panowie zaczęli rozglądać się za jakąś furmanką do przywiezienia nas do Ruszelczyc. Znalazł się usłużny faktor, który wyszukał nam konia ogromnego perszerona i wózek resorowy. Rzeczy większe zostawiliśmy pod opieką hotelu, gdyż wszystko nie mieściło się na wózku i ruszyliśmy w drogę, witając z radością nasze kochane strony. Po drodze spotykaliśmy już znajomych chłopów z Ruszelczyc, którzy witali nas z radością i opowiadając o spustoszeniu jakie tam zastaniemy.

Już z Góry krzywieckiej zobaczyliśmy wijący się San i Ruszelczyce w dali i dziękowaliśmy Bogu, że nam pozwolił dobrnąć tu z powrotem do swoich, choć pustych kątów. Zajechaliśmy najpierw do Krzywczy do naszego kochanego proboszcza (ks. Władysława Soleckiego), który cały czas trwał na posterunku i zaprosił nas na noc. Zostawiwszy nasze rzeczy na plebanii na drugi dzień sami pojechaliśmy dalej z teściem. Zaraz od bramy folwarcznej przed czworakiem zatrzymała nas pozostała służba, witając serdecznie. Niestety brakowało wśród mieszkańców czworaków dużo mężczyzn, którzy jeszcze byli na froncie.

Strasznie się przedstawiał cały folwark, a nasz śliczny nowo postawiony dom był napełniony kupa śmieci, zgniłą słomą, szyby wybite, a pod oknami duże kupy gnoju, że sięgały do okien. Czekała nas praca oczyszczenia wszystkiego. Zaraz też zjawił się wójt Ciechowski, który jako starszy człowiek nie poszedł do wojska i opowiadał nam o okropnościach wojny.

Następnego dnia zaczęło się wywożenie nawozu z domu i wokół niego, którym użyźniono 2 morgi pola. Podobno uchodźcy tu mieszkający chorowali na biegunkę i tak obficie, całymi niemłóconymi snopami ze sterty ścielili, a że nie zmieniali tej słomy, a przychodzili inni, którzy na tą słomę dawali inną i tak dalej, aż urosły te góry gnoju. Trochę baliśmy się, aby zarazy nie wywołać, ale szczęśliwie nikt nie zachorował. Poczciwi ludzie pomogli nam w tym zadaniu, nawet odnalazły się dwa konie folwarczne i jeden źrebak przechowany przez gospodarzy we wsi, przyprowadzono nam też 6 krów przechowanych we wsi i wóz też się znalazł z całą uprzężą. Znalazły się też krzesła, 2 siatki z łóżek, ½ szafy bibliotecznej przepiłowanej, bo się całość w domu nie mieściła i tak po trochu uzbierało się trochę inwentarza i sprzętu. Wszystko to odwieźli nam ludzie dobrowolnie, tłumacząc się, że wzięli na przechowanie, by nie zniszczono. Jeszcze wtedy byli uczciwsi niż się okazało po II wojnie – młodsze pokolenie.

Teść mój pojechał do siebie na Kopań, by tam coś uporządkować, a my zostaliśmy sami. Nasz sąsiad Piotr Rzudidło ocalił nam prawie całą bibliotekę i materace włosiane z dwóch łóżek. Kucharka nasza Władzia zachowała portrety staroświeckie, tureckie po wuju Krajewskim, dywan i część naczyń kuchennych i to nam wszystko oddała. Oddano nam jeszcze trochę mebli przechowywanych u chłopów. Wszystko jednak było tak zniszczone, a co gorsza zapluskwione, bo pluskwy gnieździły się w futrynach okien i drzwi, poza tym jeszcze było pełno karaluchów. Nie śpieszyliśmy się więc z zakupem nowych mebli i urządzaniem mieszkania.

Powoli jednak nasze gospodarstwo zaczynało powracać do porządku. Zebraliśmy trochę zboża. Ludzie powoli zaczęli powracać do pracy. Powrócili i sąsiedzi do swoich majątków (…).

altPodobna sytuacja była w majątku Joczów - Krzywczy, Woli krzywieckiej i Średniej. Straty i zniszczenia był ogromne. W protokole zniszczeń wspomina się: (…) Tak oddziały kozackie, jak i wojsko rabowało, co w ręce wpadło – wojsko zaś regularne potrzebując do okopań materiału rozbijało budynki dworskie, zabierało urządzenia wewnętrzne – ludność cywilna, ewakuowana, pomagała w tym, że rozbijała zwłaszcza drzewo z budynków na opał (…). Szkody tylko w krzywieckim majątku oszacowano na 628 700 koron austriackich. Zniszczeniu, dewastacji lub uszkodzeniu uległy: dom mieszkalny w Krzywczy, oficyna - dom mieszkalny o zabudowanej powierzchni 513 m2, oranżeria [na zdjęciu] o pow. 250 m2, ekonomówka z kuźnią o zabudowie 193 m2, stajnia na konie - 828 m2, stajnia dla rogacizny o zabudowie 772 m2, chlewik - 80 m2, drewutnia 78 m2, piwnica 67m2, piwnica ogrodowa 100 m2, lodownik 70 m2, Stadnik/Stawik?[napisane nieczytelnie] 22 m2, Kiczal do młócenia (budynek) 110 m2 Szopa na zboże 1024 m2, Szopa 1291 m2, Spichlerz na zboże 228 m2, dom propinacyjny 612 m2 , parkan 975 m długi 2,15 szeroki, sztachety dębowe 105 m długi 1,20 wysoki, mieszkanie obsługi dworu i oficyny. W inwentarzu martwym i innym sprzęcie gospodarskim straty oszacowano na gospodarczy 10 000. Uszkodzeniu uległy pola i gleby leśnej, porozbijano ule, rekwizycja miodu, spaleniu uległy ule wraz z pszczołami. Zniszczano urządzeni oranżerii i kotły. Wojska austro - węgierski dopuściły się ponadto wiele innych szkód, jak spalenie tytoniu, zbieranie produktów rolnych z pola, rekwirowanie bydła i koni, bez wynagrodzenia, bez kwitów. W ręce wroga wpadło około 570 flaszek maliniska [prawdopodobnie nalewka malinowa], które zostało zużyte na miejscu.

Woli krzywieckiej straty były następujące: dom mieszkalny (folwark) o pow. 350 m2, inny budynek o pow. 112 m2, szopa 1316 m2, Spichlerz 162 m2, stajnia na bydło rogate 570 m2, stajnia końska 703 m3, piwnica 50 m2, płot 937 m długi, parobczarnia 192 m2, ogrodzenie sztachety dębowe 36 m długi, studnia. Szkody oszacowano na 80 500 koron austriackich.

Na obszarze dworskim Średnia zupełnie zniszczone, względnie częściowo rozebrany: dwór w Średniej o pow. 273 m2 - zniszczenia zewnątrz i wewnątrz, leśniczówkę w Celinowie 130 m2 - spalona doszczętnie, parobczarnia - częściowo uszkodzona, dwie szopy na zboże 1050 m2, spichlerz uszkodzony 173 m2, chlewik 56 m2 zupełnie rozebrany, kurnik 60 m2 częściowo zniszczony, stajnia przy gajówce na Celinowie 70 m2 - zupełnie spalona, stajnia końska 150 m2, stajnia bydlęca rozbite szyby, cegielnia 302 m2 znacznie uszkodzona, gorzelnia częściowo uszkodzona, leśniczówka 216 m2 zupełnie spalona, stajnia przy leśniczówce 270 m2 zupełnie spalona, szopa przy leśniczówce 32 m2 zupełnie spalona, chlewik przy leśniczówce 28 m2, drewutnia przy leśniczówce 32m2 zupełnie spalona. Zasypać trzeba było 3 500 m okopów i innych umocnień. Wyrąbano drzewa w lesie względnie uszkodzono. Wykopano ziemniaki i buraki ok. 1000q. Zrabowane zboże ok. 2 300q. Zrabowano inne rodzaje zbóż wartości 15 000 koron. Zrabowano względnie uszkodzona martwy inwentarz o wartości 20 000 koron. Zrabowano urządzenia wewnętrzne dworu i leśniczówki wartości 5 000 koron. Zabrano konie, krowy, kury, gęsie indyki z dworu i leśniczówki. Zabrano bezpowrotnie kilka koni oraz  wozów. Obliczono szkody na łączną kwotę 183 950 kor austriackich.

Ogółem straty w majątku krzywieckim oszacowano na 893 150 koron austriackich. Ile Joczowie dostali nie wiadomo, ale zapewne niewiele, gdyż z tak sporego inwentarze niewiele udało się odbudować. Krzywcza utraciła oranżerię, którą przebudowano na oficynę. Wiele budynków w majątku na Woli Krzywieckiej i Średniej, gdzie straty były duże, nigdy nie odbudowano. Niewielkie straty zanotowała gorzelnia w Średniej. Prawdopodobnie była zbyt cenny obiektem i możliwe, że w okresie wojny trwała tam normalnie produkcja wódki na potrzeby obu armii.

Jeśli straty w okolicznych majątkach był tak duże to zapewne wiele nieodwracalnych szkód poniosła inna ludność zamieszkująca ujęte w opracowaniu tereny. Wspominałem o chorobach zakaźnych, które nie ustąpiły wraz z zakończeniem wojny, a epidemie czerwonki wybuchały, co jakiś czas przez wiele następnych lat. Również ucierpiały inne budynki użyteczności publicznej dzieci nie chodziły do szkół. Tak ten powojenny czas wspomina reczpolska kronikarka: (…) z dniem 1 IX 1916 po rocznej przerwie w nauce obie nauczycielki - Władysława Jaroszewska i Janina Rząśnicka podjęły nauczanie dzieci w nader trudnych warunkach, gdyż Reczpol był w posiadaniu Moskali, a szkoła jeden z najporządniejszych budynków ich głównym siedliskiem, przez, co budynek uległ strasznej dewastacji: ogrodzenie zepsute i rozkradzione na opał, studnia na pompę zepsuta ogródki spustoszone ubikacje szkole rozebrane akta szkole środki naukowe i sprzęty szkolne uległy całkowitemu zniszczeniu (…).

Największe straty były jednak w substancji ludzkiej. Jak wspominała Janina Romanowska wsie opustoszały z mężczyzn zdolnych do noszenia broni. Wielu z nich zginęło lub nie wróciło do rodzinnych stron. Dramaty rodzin i pogorszenie się i tak trudnej sytuacji materialnej ludności zamieszkującej nasze tereny. Na koniec należy dodać, że I wojna światowa spowodowała o wiele większe szkody niż następna II wojna światowa, która również nie ominęła Krzywczy i okolic.

 

Piotr Haszczyn [Lipiec 2014]

Zapraszamy na blog  - http://krzywcza.blogspot.com/

Facebook Google Twitter Myspace Yahoo Blogger Digg Live Reddit Linkedin Icio Furl Techno Poleć na Gadu-Gadu Wykop Śledzik 7821217