Krzywcza - Trzy Kultury

Krzywcza - pełna wspomnień...

  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size
Polish English French German Irish Russian Ukrainian
Krzywcza.eu - Dla wszystkich, którzy dobrze wspominają lata spędzone w Krzywczy.

Listy z Brzeżan

Email Drukuj PDF

W 1945 i 1947 roku ludność pochodzenia ruskiego i tych, którzy deklarowali narodowość ukraińską wywieziono z Krzywczy w różne strony. Część z nich została wywieziona na Ukrainę. Co robili i jak układały się ich losy możemy dowiedzieć się z listów Marii Birak z domu Gac, która z rodziną zamieszkała w Brzeżanach. Przez wiele lat korespondowała z moim ojcem Julianem. Część z listów się zachowała i można się z nich dowiedzieć o lasach krzywieckich Rusinów, o tym, jak układało im się życie, o wspomnieniach, o wschodniej serdeczności, starości i tęsknocie za miejscem, gdzie się urodzili i mieszkali...

 

W tekstach dokonano niezbędnej korekty ortograficznej, ale zachowano oryginalny styl i pisownię

 

Piotr Haszczyn

alt

Brzeżany 12 XII 1981

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

 

Moi drodzy przyjacieli, ja z łaski Pana Boga żyję i wam życzę zdrowia jak najlepszego; dożyli my tego miesiąca grudnia, bogato uciechy i radości; żyję po cichutku, ale mnie przez głowę wszystko idzie; dziecinne lata i później aż do teraz.

Jeszcze jestem sama w domu, jak mogą dzieci często przyjeżdżają, a syn choć wieczór przyjedzie; mówią żebym, gdzie chcę to mi wezmą, a ja czekam na tego wnuka, co jest przy wojsku w Polsce w Legnicy bo tyle sprzętów, tyle wszystkiego, a komu dam; już osiem lat minęło; jak umarł mój Paweł był on do wszystkiego pracowity, na nic nie narzekał, tylko, że ja zostałam; jedna córka w Drohobyczu nie pójdę tam bo nafta śmierdzi, do Lwowa do drugiej córki oni pójdą do roboty, a ja sama siedzieć; a ten mój dom to najlepiej w swoim kąciku. Brat Stefan też syna pochował, poszedł od nich na dom z centralnym utopieniem; drugi syn mieszka w mieści ma wszystkie udowolstwa, a córka Stefana jest nauczycielką od nich daleko – koło Stryja, a oni oboi ledwie łazi; ma ten łany sad, łąki; pole dał jednemu i drugiemu synowi po kawałku, a reszta sobie, a chowa kaczek do 30 sztuk, świnie dwie, krowę, a byczka wielkiego na 300 kg; myśli budować ; u nas co raz lepiej do cerkwi przedtem tylko starzy i kołhosniki chodzili, a teraz kto chce.

U nas mamy troszkę mrozu i śnieg pada i tak czas uchodzi; ja czytam trochę książki; nadchodzi czas świąteczny, czas wesołości i zabawy, czas wszystkiego pomyślenia i wstąpi na próg i Nowy Rok. Życzę wam dzieciom, wnukam szczęścia zdrowia i długich lat życia wasza życzliwa sąsiadka, zaśpiewajmy Wśród nocnej ciszy... kończę i całuję Marynia

 

Brzeżany 1 IV

Niech Będzie Pochwalony Jezus Chrystus!

 

Moi drodzy rodacy, jeszcze ważniejsi, jak rodzina; z powagą i z świętami pisze do was nie zapomniana jeszcze Marynia!

Ja z łaski Pana Boga żyję i gospodarzę, a zdrowie moje - jak to starość 70 lat mam, a Paweł jak umarł miał 76 lat, mógł żyć, choroba się uczepiała chłopa.

Teraz znów i lepiej żyć; ja kupiłam sobie worek mąki, a cukier jest – tylko kupuj. Nie jak dawniej – Julek sacharyną kawę słodziłeś i taka u nas gospodarka była, a nie wystarczało na wszystko; tylko przedtem młodzież i rodziców i starszych lepiej poważali; młodzież pracowała, teraz takie chłopy do słońca się opalają, a z roboty przyjdzie na staw idzie...

Kto mieszka na mojej babci Domie; czy Nusia sprzedała czy rozebrała to wszystko?

U nas wiosna; ale cały marzec trzymało, opóźniło się wszystko, będziemy sadzili w maju.

Julek jak już długo my wyjechali, ale co urodził się człowiek, tam wyrósł i zawsze myśl ciągnie do swego gniazdeczka i interesujesz się wszystkim.

Gajdzikowa, co Stasi Kwasiżurowej, że umarła i Walerka to ze szkoły moja koleżanka, a jak tam Stasia Matuszek? Nasz Śmiszko Wasyl z Lwowa, co roku na święta w zimie przyjeżdża na Stefana i na Wielkanocne święta też przyjeżdża. Jesienią ten dom we Lwowie dach zrzucili i do góry budowali kamienicę, co młodszy chce lepiej.

Nasza akuszerka też tu we Lwowie u swojej Stefki była i umarła, ale ona już i stara była, a jej siostra Julia Orłowska w Litatynie ze synem gospodarzy.

Jaka słodka moja z tobą rozmowa – kończę to swoje pisanie, może i opóźniłam się bo coś nie wiem kiedy wasza Wielkanoc, bo nasze święta 22 kwietnia. Życzę w tym roku i ze świętami Wielkanocnymi życzę od duszy – dużo szczęścia i zdrowia, święconego jajka my wszyscy doczekali i daj Boże jeszcze trochę lat pożyć przy dzieciach waszych.

 

Wesołego Alleluja!

Pisała Marynia

Całuję was wszystkich

Żyjcie zdrowi

Dowidzenia.

 

alt

Brzeżany 18 XII 1984

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

 

Drodzy moi przyjacieli choć raz w roku odzywam się do was, jak najlepszej swojej rodziny, co słychać u was, jak zdrowie wasze, ale to tak ja wiem po sobie, co rok człowiek starszy, a robić trzeba lepiej – a nie może, a robić musi; u nas ten rok wiosna była słotna, liato posucha, a jesień z początku deszcz, a później długo ciepło, a teraz śnieg przeprószył ziemię – troszka śniegu i mrozu trocha, ładny czas; u nas wszystko po staremu Lutyj Józef koło domu chodzi po mału, a ona gospodarzy, oboi w domu sami wnuki i syn Staszek pomaga, gdzie co – przychodzi; po sklepach u nas jest wszystko – kupić można, aby Pan Bóg dał spokoju w świecie, co raz zagrażają.

Rok za rokiem szybko zachodzi; już nadchodzą święta Bożego Narodzenia i naszych ludzi bogato  poumierało, jedni jeszcze z łaski Bożej żyją i też  wam składam wam życzenia – szczęścia zdrowia i długich lat życia zasyłam z dalekiej strony... Marynia

 

Julek, co mi się śni – to często w Krzywczy, jak tam Jula Benedyk – Nessel bo mi się śniła mieszkała na Chorążykiewicza Michała domie za rzeką pozdrów ją ode mnie; jeszcze raz winszuję szczęśliwego Nowego Roku i świąt, wesołej zabawy.

 

 

 

Brzeżany 6 III 1987

 

Drodzy moi przyjacieli!

 

Przeżyli my tę zimę i znów wiosna nastała, jeszcze u nas mróz trochę śniegu, ale co dzień bliżej ciepła i to przyjdzie. Święta pewno razem, bo nasze święta 19 kwietnia, ja zawsze rachuję nasze i wasze święta kiedy przypadają. Mego Pawła rodna siostra żyje w Kołobrzegu i często mi pisała różne modlitwy i nowenny to ja mam zatrudnienie i odmawiam.

List od was otrzymałam na sam nasz Nowy Rok – bardzo dziękuję za tak piękny list, jak bym u was była. Ja zapomniała napisać, że Tolek Śmiszko też umarł na jesieni; jak jechał do siostry Ksawerki to każdy raz do brata Stefana i do mnie przychodził. Została jeszcze Ksawerka to ona już poza osiemdziesiąt lat ma. Pisałeś, że twój syn się ożenił – i u mnie te dwa wnuki byli przy mnie, to starszy poszedł do wojska, a młodszy teraz kończy szkołę i teraz na wiosnę pójdzie do wojska.

14 lutego było wesele jego tak sobie spodobali; jej jeszcze się uczyć ten rok i drugi, a on teraz zakończył uczenie, ale do armii. Dwa lata go prosiłam, krzyczałam – nic nie pomogło i tak wesele my zrobili dobre, a ja też byłam choć nie mogę. Młodyj jechał w aucie, a goście weselni w autobusie, ja już mam i prawnuka; ma trzy lata, ale co mi stego, jak już nie mogę, ja durna za dużo robiłam, a teraz dobrze mi, dzieci przyjeżdżają nawożą mi wszystkiego; produktów, a ja płaczę bo nie mogę.

Brat Stefan jeszcze trochę gospodarzy; ma krowę, cieli, byka wielkiego, prosię i królów dużo. Sad wielki; tak jabłek miał, że i krowie dawał jeszcze, a jeszcze ma jabłka, trzyma, zrobił grubkę na ogrodzie i jak buraki nasypał i do teraz jego żona wynosi na bazar przedaje; teraz też ma wodę na podwórzu, tylko zdrowia i żyć. Lutowa została sama to wzięła sobie na kwaterę; płacą jej co miesiąc. Dzieci swój dom mają i nikt nie chciał do niej mieszkać.

Julek napisz co u Stefy Pawłowskiej. Ja do niej nie piszę; pisałam raz mi odpisała to ledwo ten list przeczytałam; litery nie mogłam złożyć; siostra Nusia pisała jeszcze z Krzywczy, a jak wyjechała tak czy chora ni może, czy co drugie – ona w tych latach co ja; ona coś na oczy chora.

Kończę tę listowną rozmowę, jak bym z tobą się widziała i rozmawiała, teraz życzę Ci takiego zdrowia jak miałeś – na Przymiarku Kartofli kopać przyszli my, a ty dodnia przyszedł i kartofli wydarł pół polia, bo tato pługiem wyorywał. Ja pamiętam wszystko; zasyłam szczęścia zdrowia wesołej wiosny i wesołych świąt Wielkanocnych

Życzę wam, twojej żonie i twojej rodzinie całuję was.

Marynia

 

 

6 VII 1987 Brzeżany

 

Naszy drogi przyjacieli!

 

List twój otrzymała bardzo dziękuję! Za pamięć, a teraz ja dłuższy czas wsemi w myśli czego ja jakiej nowości nie napiszę do was.

Wiosna u nas była opóźniona, mówią, że na trzy tygodni, sady choć, co zakwitło nie zapyliło się, bo much nie było i sadowiny nie widno; a teraz różnie bywa, pogoda i deszcz, teraz już dwa tygodnie gorąco; tamtego roku tak jabłek u brata Stefana i wszędzie, że krowi dawał całą zimę przedawał do teraz byli jabłka świeży, trzymał ich jak buraki w grubce; ja po mału żyję i robię, a moi dzieci przyjeżdżają i pomagają ogród obrabiać, drugi wnuk, co ze mną jest teraz pod jesień pójdzie do wojska; a teraz opiszę wam nasze cuda, co pokazali się za Drohobyczem, jak Borysław na wsi w Gruszowie i w hazeci też gdzie co opisali, ale piszą, że to i dawno tam takie było; 1855 roku – była w tym miejscu wierzba stara i poszli chłopy zerżnęli tę wierzbę, a w środku ona miała dupło, jak ją zerżnęli, a z tego dupła wybuchnęła woda. I tak ludzi do tej wody szli, zdrowi i chorzy i wszyscy uzdrawiali się; a potem ludzi mniej, w tej wsi zaszła chorość – cholera, dużo ludzi wymarło; wtem naród sam pobudował kaplicę i chorować przestali; to nad tą kaplicą też cuda pokazali się i zaczęli w niej odprawiać nabożeństwa, a teraz po wojnie zamknęli ją; i dalej i teraz zamknięta, policji tam pełno, a ludzi tysięcy cud widzą na balkonie tej kaplicy w powietrzu, ludzi sypią pieniędzy, drogie rzeczy, chustki wyszywanki różne i ręczniki; to wszystko zbierają na fan mira, ludzie nie rozganiają, zajechać autami blisko nie dają; zostawiają auta, a idą nogami jeszcze z 8 albo 10 kilometrów, a naród idzie, a teraz koło tej kaplicy ludzie mieszkali i była dziewczynka niema; wyszła rano na dwór i zobaczyła na balkonie kaplicy postać wróciła do domu i do mamy woła na głos; oni w oknie widzą postać, tak cała wieś się zleciała, pokazuje się jednym Matka Boska, drugim ludziom Matka Boska z Jezusem; dziewczynka miała 11 lat; wszyscy wiedzieli, że niema była a teraz mówi, a ten dom zamknęli, a rodzina poszła żyć do swojej siostry, a dziewczynka do szkoły poszła bo już mówi.

Pokrótce ci opisała, a znów opisze moja córka, Józa też tam jeździła widziała.

Kończę, żyjcie zdrowi, całuję was wszystkich Marynia

 

 

Brzeżant 15 XII 1987

 

Witam was wszystkich drogich domasznych przyjacielów – Ciebie, żonę i synów – Marynia

 

Z przychodem świąt Bożego Narodzenia zaczynam do Ciebie list pisać; list od Ciebie otrzymałam; mnie już ciężko pisać, przychodzą lata starość i brat Stefan też tak; prawda pracą my się zbogacili, ale już zdrowia nie ma.

O mnie moje dzieci dbają, ta co w Lwowie mieszka córka Zosia to co dwa tygodni przyjeżdża do mnie, co tylko to mi nawozi i masła mam ani w Krzywczy u mamy tego nie było – choć gospodarka była; u nas zaczęła się zima troszeczkę śniegu leży, ale na dzień słońce; może strasznej zimy nie będzie; ja też teraz trochę przechorowałam, ale chodzę; ta chimja rozchodzi się po całym świecie; a przy kim Wstegowa Julia była, gdzie przy tej Irci, co jej brat Pietro nasz sąsiad mieszkał, ten dom pewnie się zawalił bo staryj był; z naszych ludzi to akuszerka dawno w Lwowie u swojej córki Stefki umarła, a Władek Seneczko mieszka w Hodorowi, brat akuszerki umarł w lecie; a po Antku Moszko było dwa chłopcy; starszyj w Litatynie na gospodarce robi szoferem, a młodszy w Stryju na kolei, to z Ameryki ciotki posyłają pakunki, oba mają maszyny, bo im na maszyny tałony przysłali; mój starszyj wnuk, co przy mnie byli oba chłopcy; starszyj w wojsku na wiosnę przyjedzie albo zostanie służyć w Moskwie; a młodszyj teraz jesienią poszedł to jest w Polsce w Legnicy; naszy dzieci światami wysyłają, a dobrze że w Polsce... tam mojej niwistki rodzina jest, przyjeżdżali do mojej niwistki latem byli i u mnie bardzo dziwowali się, że ja tak po polsku mówię – nie zapomniała o was, wszystko się zmienia i u nas też; brat Stefan przychodził do mnie czytać twój list, mój szwagier Wasyl Śmiszko też nic już nie może robić; trocha do parku idzie przyjdzie w łóżku liga i tak każdemu starość przychodzi; Julek piszesz mi że zakonnic już nie ma, a co z domu zrobili – jaki muzej czy szkołę czy szpital.

Kończę to swoje pisanie dziękuję szczerze za pamięć o mnie życzę w tym Nowym Roku dużo zdrowia, lepszych lat życia i wesołych świąt Bożego Narodzenia życzy wam rodzina Gaców ja i brat Stefan; całuję was uprzejmie; Marynia.

Zapraszamy na bloga - www.krzywcza.blogspot.com

Facebook Google Twitter Myspace Yahoo Blogger Digg Live Reddit Linkedin Icio Furl Techno Poleć na Gadu-Gadu Wykop Śledzik 7821217