Krzywcza.eu - Dla wszystkich, którzy dobrze wspominają lata spędzone w Krzywczy.

Z miejscowości Ruszelczyce w latach 1945-47 wysiedlono 70 rodzin w tym 15 ruskich [ukraińskich] i 55 mieszanych, razem 316 osób. Na razie nie są znane informacje  w ilu turach się to odbyło, na pewno kilka razy i w różne rejony Polski. Dobrze udokumentowana jest wywózka 15 rodzin na wiosnę 1947 r. do Zabrostka Wielkiego i okolic tej miejscowości, a to dzięki publikacji pt. Co kryje się w pamięci naszych przodków, wydanej przez Polsko-Ukraińskie Stowarzyszenie Rozwoju wsi Zabrost Wielki w 2014 r. [Zdjęcie strony tytułowej obok]. Z tej książki zostały zaczerpnięte informacje prezentowane poniżej. Dla porządku geograficznego miejscowość Zabrost Wielki znajduję się na granicy polsko-rosyjskiej w pobliżu Węgorzewa. Można powiedzieć na końcu świata.

Tak wywózkę wspomina Eugeniusz Michacewicz wysiedlony wraz z rodzicami Stefanem i Anielą oraz siostrami Heleną i Janiną. Wspomina: w 1947 roku nas wywieźli. Przyjechał jakiś oficer z Krzywczy, a sołtysi ogłosili, ludzi powiadomili, żeby tam na ten plac alarmowy, taki rynek przyjść. Dla tego oficera zrobili taką ambonę on tam wszedł i nawija do ludzi. Że, tu jest zagęszczenie, tu jest dużo ludzi, tam są <<ziemie odzyskane>> wolne, no to trzeba będzie przyszykować się na ten wyjazd i ten dzień do wyjazdu. Kto nie ma swego pojazdu to podstawimy wozy, dla tych, co nie będziemy wysiedlać. No i ten dzień przyszedł, postawili, no i ładuj się. To co masz w walizkach jakąś tam kaszę, woreczek mąki. Więcej nie wolno brać, bo koń nie wytrzyma. Zawieźli nas do Przeworska. W Przeworsku była pierwsza stacja, no ja miałem gdzieś 12 roków, zimno, nas czworo dzieci pod jakaś pierzyną, trzęsiemy się z zimna, noc przespali dali jakiejś grochówki, podkarmili i dalej tymi konikami zawieźli, rozładowali. Ci co nas przywozili odjechali, a myśmy zostali na stacji Przeworsk. Tam była główna stacja do transportu. Naściągali wagony transportowo-towarowe i podstawili. Później wioskami ładowali, albo całymi rodzinami. Ile tam było tych rodzin to do jednego, czy tam dwóch wagonów, a druga wioska następne wagony. Także naładowali pociąg, ja nie wiem ile tam tych wagonów było, ja nie zdążyłem policzyć, bo tam i koń i krowa i ludzie. I kupę robił konik i człowiek pod siebie, bo nie było dziury nawet, żeby tam wsadzić. Ojca coś rżnęło w brzuchu, jakiejś biegunki, dostał, złapał. A taki z UB, było ich kilkunastu, którzy pilnowali, żeby ludzie nie uciekali z tych wagonów. Bo wagony muszą jechać tam gdzie nacelowane jest. tatuś narzekał, a ten za nogi ciągnie, ludzie złapali i wciągnęli z powrotem ojca. To był świr, chciał pod wagon wrzucić lub zabić. Jakoś ludzie wydarli ojca do środka. Ja jego poznałbym nawet w piekle i ten jego krzyk. Na którejś stacji, jakiejś wojskowej poprawili z tymi kiblami, zupy grochówki dali, no i każdy z jakimś garnkiem podchodził w kolejce i tam kucharz siknął te chochlę. Ja jakoś zgłodniałem, jechali my dzień, dobę, dwa, to już było dalej odjechane od Przeworska. Taka fajna zupa, a ja spragniony jeszcze raz poleciał boso, jak dostał tej zupki jeszcze raz i patrzę, a pociąg ciach rusza, a to na dwa parowozy z przodu i z tyłu, ja patrzę już jadą. Ja z tą zupa boso, a tu taki tłuczeń, jak na szynach ostry, Jezu po tych kamieniach biegnę. Ja mogłem do innego wagonu wsiąść, ale do swojego chciałem. Tak nogi pokaleczyłem, zupę porozlewałem. Dojechali do Warszawy chyba. Przed Warszawą to musiał być most zminowany [wysadzony], na Wiśle po wojnie. Jakiś most na palach na słupach. Szeroko nie było, a ten pociąg jechał tak tylko, tylko. Ludzie się modlili na różańcach na książeczkach. Kto mógł to się modlił, bo tak leciutko jechał, tak się kolebało, jakby się kolebło to tragedia, by była. Ale jakoś przejechało i Warszawę minęli. Później na stacjach dawali zupy i dotarliśmy do Giżycka. Pod rampę podwieźli, duża rampa wojskowa i tam kazali się rozładować z tych wagonów. No i tam tydzień siedzieli. W Giżycku też podkarmili tą zupą wojskową. Tam były takie skrzynie od artylerii niemieckiej. Tego stało dużo, działa zostawili i w skrzyniach była amunicja. Wszystkie te pociski były nakierowane na jezioro, które z pół kilometra od tej rampy było. I któryś tam rozwalił tego pociska, jak to chłop. A tam w środku jakieś skarpety nylonowe, a w tych skarpetach proch. To ten proch wysypywali, a że nie było w tych czasach żadnych skarpet baby się w nie ubierały. Tego prochu też tam usypali mogiłę. Ktoś rzucił peta na to. Jak nie hukło, pali się, a ja i Edzio i nie wiem kto tam jeszcze, kapali się w jeziorze. To my chodu z tego jeziora pod skarpę i pod dworzec, schowaliśmy się za ścianą dworcową, ale tu jakiś alarm powstał, wojska nabrały i gasić. Ja widziałem, jak chłopiec drżał, ale musiał iść bo rozkaz, gasić płomienie, żeby tego huku nie było i jakoś ugasili. Później jakiś fur nazbierali, transport taki, już wywieźli w te domy. Każda wioska, gdzieś tam i to rozsyłali, żeby w skupisku nie było zbyt dużo Ukraińców. Żeby zbyt dużo nie było w jednej miejscowości, żeby znów nie powstała rewolucja, dlatego dawali po parę rodzin.

Tyle wspomnień Edzia, który dokładnie zapamiętał te decydujące zdarzenia o następnych latach jego życia. W tym samy pociągu było 15 rodzin wywiezionych z Ruszelczyc:

Józefa Klimko,

Piotr i Maria Stepaniak,

Józef i Maria Klimko,

Antoni i Maria Klimko,

Jan i Katarzyna Bucik,

Barbara i Józef Bednarz,

Bazyli i Krystyna Paraniak,

Konstanty Konrat,

Paweł i Katarzyna Fedusio,

Józef i  Anna Fedusio,

Szczepan i Jarosława Banaś,

Józef i Jadwiga Klimko,

Hieronim i Anna Fedusio,

Florian i Katarzyna Fedusio,

Stefan i Aniela Michacewicz,

Wasyl i Helena Polnik.

Razem 30 osób plus dzieci to około 80 osób. Wśród wysiedlonych był Edward Klimko urodzony w 1931 r. w Ruszelczycach i jego żona Irena z domu Fedusio. Został skierowany do miejscowości Jakunówka. Ale po trzech miesiącach jego wuj Józef Klimko ściągną ich do domu w Zabroście Wielkim. Wspomina: Przyjechałem z siostrą Julką, matka i ojczymem Piotrem Stepaniakiem. Ściągnął nas z Jakonówki wuj Klimko, tam byliśmy dwa, trzy miesiące. Nie chcieli nas tu puścić. Na Brzozówce był wójt i nie chciał nas puścić.

Z Ruszelczyc wysiedlona został również Janina Wawryszko z domu Paraniak, urodzona 2 VII 1937 r. z rodzicami Bazylim i Krystyną przyjechali również do Brzostka Maria Paraniak i siostra Krystyna oraz Anna Kurasz.

Na następnych strofach książki publikowane są wspomnienia zarówno te zapamiętane z Ruszelczyc, jak i te które są dokumentacją życia już na Nowej Ziemi.

Ale to nie wszystko. Janina Romanowska wspomina inny transport: Otóż wywieziono od nas z okolicznych wiosek ludzi na tzw. Zachód, na zaludnieni ziem poniemieckich w województwie olsztyńskim. Przeważnie szły ofiarą małżeństwa polsko-ruskie lub tez ci, których jako nieżyczliwych wskazał sołtys. Tak mi się zdaje w 1946 r. wywieziono z Ruszelczc kilkanaście rodzin, miedzy innymi Michała Kołodzieja z żoną, była moją kucharką Rózią Wiśniewską z pięciorgiem dzieci [piąte urodziło się tam]. Tam dostał pusty dom, stodołę, a potem ile zaorze, ale na to trzeba mieć konia. Nie wiem jakim sposobem to zdobył, czy mu dano jakąś pomoc rządową, ale dziś po wychowaniu dzieci posiada sześć krów i parę młodzieży, dwa konie, szesnaście świnek, motor, kosiarkę, grabarkę i inne narzędzia (…).

Tyle wspomnień, ale skąd Janina Romanowska miała tak dokładne informacje? Otóż korespondowała z Michałem Kołodziejem. Z korespondencji wynika, że ten transport ostatecznie wylądował w Jedwabnem [w pobliżu Łomży], skąd były adresowane listy. Kilka takich posiadam w swojej elektronicznej bazie. Oto jeden z nich:

Ciekawe ile rodzin zostało wywiezionych w tym transporcie oprócz rodziny Kołodziejów. Może kiedyś uda się dodać kolejne strofy do tej historii.

Piotr Haszczyn [maj 2022]

Zapraszamy na blog  - http://krzywcza.blogspot.com/

Linki

Blog Krzywcza Trzy Kultury Facebook - Krzywcza Trzy Kultury Facebook - Gmina Krzywcza Facebook - Hobbitówka

Parafia Krzywcza

Hobitówka

strona www

alt alt alt alt alt


 

 

 

 

Łatwy dostęp do innych przedsięwzięć internetowych, które są powiązane z Portalem Krzywcza Trzy Kultury oraz stron związanych z Krzywczą.