Uncategorised
Siedem dusz popłynęło Sanem
- Szczegóły
Podróżowanie drogą z Dynowa do Przemyśla w okresie tuż po II wojnie światowej było bardzo niebezpieczne. Szczególnie wieczorem przy drodze gromadziły się bandy rabusiów, którzy podróżnych zabijali i dzieli się ich dobytkiem. Proceder ten nasilił się, gdy ludzie wracali do swoich domów po pracach przymusowych w Niemczech z nadzieją ułożenia sobie życia i spotkania z długo nie widzianą rodziną. Szczególnie niebezpieczne miejsca to tzw. Parasol w okolicach Bachórca oraz Góra Koryteńska, gdzie zginęli: Henryk Magnuszewski i Feliks Bochniak z Krzywczy, Antoni Fudali z Nienadowej, Karol Kazienko z Babice. W okolicach Krzywczy przy drodze zginął Jan Pindaczek z Krążek oraz p. Lach ze Skopowa. Te osoby są znane, ale wiele osób bezimiennych również poniosło śmieć podczas podróży o nich będzie ta opowieść wstydliwa, ale znana starszym mieszkańcom Babic.
Gdzieś ok. 1945 r. grupa 7 Polaków, których tożsamość jest nieznana, wracała z robót w Niemczech drogą z Dynowa do Przemyśla. Zaczynał zapadać zmierzch, zatrzymali się w gospodzie w Babicach, właściciel doradził podróżującym, by jechali do Krzywczy bo tam bezpieczniej. Grupa poruszała się 2 furmankami, które na granicy Babic i Ruszelczyc zostały zaatakowane za Zawadą, gdzie San najbliżej biegnie koło drogi [kilkadziesiąt metrów od obecnego krzyża na cmentarzu cholerycznym w Ruszelczycach]. Wszyscy zostali zabici przez babicką grupę rabusiów, którzy konie wozy i mienie zarekwirowali, a zabitych wrzucili do Sanu. Konie znalazły „schronienie” w stajni po przeciwnej stroni kościoła. Siedem dusz popłynęło Sanem, a ich kości może leżą, gdzieś na dnie rzeki lub jakaś uczciwa dusza wyjęła ich i pochowała – tego nie wiemy.

Orientacyjne miejsce zdarzenia
Nazwiska osób, które dokonały tej zbrodni są znane mieszkańcom Babic, gdyż całe zajście z pagórka obserwował pan P., jednak za swój czyn nigdy nie ponieśli odpowiedzialności chociaż podobno w tej sprawie toczyło się śledztwo.
Nie mają mogiły nie mają upamiętnienia. Niech ten tekst przywróci im pamięć. Może życie dopisze dalsze strofy tej opowieści – Siedem dusz popłynęło Sanem.
Piotr Haszczyn [styczeń 2026]
Jeśli doceniasz moją pracę postaw kawę Kliknij
Administrator portalu
- Szczegóły
Rafał Włodek pochodzi z Krzywczy. Jest nauczycielem informatyki oraz pasjonatem nowych technologii, które wykorzystuje zarówno w pracy zawodowej, jak i przy tworzeniu i rozwijaniu portali internetowych poświęconych lokalnej historii i dziedzictwu kulturowemu.
Aktywnie działa społecznie jako strażak ochotnik w OSP Sufczyna, angażując się w pomoc lokalnej społeczności. Zainteresowanie historią regionu łączy z nowoczesnymi narzędziami, dbając o to, by pamięć o przeszłości była dostępna i zachowana w formie cyfrowej dla kolejnych pokoleń.
Wieża widokowa na Kijowie
- Szczegóły
Etymologia nazwy Kijów pochodzi prawdopodobnie od Kija, a nie stolicy Ukrainy. Jest to podjazd z Krzywczy w kierunku Reczpola, który kończy się szczytem o nazwie Kijów [350 m.n.p.m – nowy pomiar, stary 355 m.n.p.m.], i przysiółkiem związanym terytorialnie częściowo z Krzywczą, a częściowo z Wolą Krzywiecką o tej samej nazwie. Pierwszy raz ta nazwa została użyta w zachowanym dokumencie w połowie XVIII w. czyli jeszcze przed budową Nowego Traktu Węgierskiego obecnie drogą wojewódzką nr 884. Jeszcze 40 lat temu nikt z Krzywczy podjazd pod górę nie nazywał Górą Krzywiecką, mówiło się zawsze Kijów, ale kłamstwo powtarzane wielokrotnie staje się prawdą. Dziś tylko zasiedziani Krzywczanie i osoby, które dawno temu wyjechały z miejscowości określają to miejsce jako Kijów. Góra Krzywiecka znajduje się za Reczpolem tuż za rezerwatem Brzozy Czarnej i kończy się szczytem o wysokości 373 m.n.p.m.
Na zboczu Góry Kijów w Krzywczy w listopadzie 2024 r. rozpoczęto budowę wieży widokowej o wysokości całkowitej 37,5 metra. Fundamenty wieży znajdują się na wysokości 330 m.n.p.m, a taras widokowy na wysokości 35 m. Tak więc okolicę oglądamy z wysokości 365 m.n.p.m. Łamana forma konstrukcja jest wykonana ze stali obita elementami drewnianymi. Wieża powstaje z inicjatywy Urzędu Gminy Krzywcza w ramach projektu partnerskiego „Budowa, przebudowa i remont infrastruktury turystycznej na terenie Związku Gmin Turystycznych Pogórza Dynowskiego”. Koszt inwestycji 1 377 390,90 zł, w tym promesa: 919 893,55 zł, wkład własny: 457497,35 zł.
Oprócz wieży widokowej ma zostać zrealizowane cztery zadania:
1.Przebudowa drogi gminnej nr 1 16236 R – droga otrzyma asfaltową nawierzchnię, powstanie też ścieżka rowerowa [To droga na Babią rzekę, Krzyż Jubileuszowy i dalej na Karczmę]
2.Rozbudowana zostanie infrastruktura turystyczna wokół krzyża Jubileuszowego w Krzywczy - powstać ma m.in. taras widokowy oraz elementy małej architektury (ławki, stojaki rowerowe itd.). Nie wiem czy władze pamiętają, że krzyż nie jest skończony - brakuje podstawy - według projektu miał być nią być Order Virtuti Militari wykonany z kostki.
3.Rozbudowa infrastruktury wokół wieży widokowej - planuje się m.in. budowę budynku gospodarczego z przeznaczeniem na obsługę wieży widokowej, magazynu energii elektrycznej, paneli fotowoltaicznych i turbiny wiatrakowej, montaż elementów małej architektury (ławki, wiata z grillem), stworzenie przyrodniczej ścieżki edukacyjnej, budowę zbiornika na wody opadowe wraz z kanalizacją deszczową, parkingu i wewnętrznych dróg komunikacyjnych oraz budowę oświetlenia terenu wraz z iluminacją świetlną wieży widokowej.
4.Przebudowany ma zostać fragment drogi wojewódzkiej nr 884, gdzie powstanie ścieżka pieszo - rowerowa oraz nowe zjazdy. Czas pokaże ile z tych zadań zostanie zrealizowane.
Przebieg prac:
Prace rozpoczęto w listopadzie 2024 r. od wylania fundamentów.

Prace montażowe elementów wieży rozpoczęto w styczniu 2025 r.





Montaż wszystkich elementów zakończono w lutym 2025


Wieżą widokowa została oddana do użytku 30 kwietnia 2025 r. Wstęp na wieże jest bezpłatny, ale inwestycja wg. powyższych planów jest nieukończona. Brak parkingu w znacznym stopniu utrudnia korzystanie z obiektu. Ale, jak pokazuje życie spragnieni widoków na Dolinę Sanu sobie radzą. Poniżej Regulamin korzystania z Wieży widokowej na Kijowie.

Opowieści pt. Tajemnice Kijowa wprowadzą nas w historyczne tło związane z miejscem, w którym znajduje się wieża widokowa. KLIKNIJ
Linki do materiałów filmowych i zdjęć wykonanych z Wieży Widokowej na Kijowie mojego autorstwa.
Cztery pory roku

ZDJĘCIA
Album zdjęć Zima






Filmy:
Piotr Haszczyn [grudzień 2025 r.]
Jeśli doceniasz moją pracę postaw kawę Kliknij
List Stefani Korasiewicz
- Szczegóły
Niedawno otrzymałem od pana Ludwika Noworolskiego za pośrednictwem państwa Wójcików niezwykłą pamiątkę - list wysłany z Krzywczy 110 lat temu. Za ten dar składam mu serdeczne podziękowanie. Gdy brałem go do ręki nie wywołał we mnie żadnych emocji. Otworzyłem go, ale nie zacząłem czytać gdyż pismo było dość ciężkie do czytania. Więc go odłożyłem na kilka dni. Po zeskanowaniu koperty jak i treści nabrał on innego wymiaru.

Ale czy wiekowy list opowie nam swoją historię? Czy poznamy losy bohaterów korespondencji? No właśnie ile może nam powiedzieć taki dokument? Aż się zdziwiłem jak dużo.
List wysłano 16 [Miesiąc wysyłki na stemplu pocztowy zmazany] 1915 r. z Krzywczy. Napisała go Stefania Korasiewicz do Kazimierza Malawskiego żołnierza 2 kompani zapasowej, 18 pułku piechoty C.K. armii stacjonującej w Krakowie. Prawdopodobnie był napisany i wysłany w przerwie między I, a II oblężeniem Twierdzy Przemyśl.

Na uwagę zasługuje koperta – trochę brudna, niekompletna, ale to prawdziwe dzieło sztuki z elementami patriotycznymi. Jej wnętrze ma niebieski delikatny wzór, a na zakładce herb Powstania Styczniowego. Na podzielonej tarczy na trzy części na jednej Orzeł – godło Polski, Pogoń – godło Litwy oraz Michał Archanioł godłu Rusi. W środku wizerunek Matki Bożej z dzieciątkiem Jezus. Nad herbem korona, a poniżej linia melodyczna hymnu Polski. W tak niesamowity sposób będąc pod zaborami propagowano elementy patriotyczne, nie zapominano o Polsce i tych, co o nią wywalczyli w powstaniach narodowych.

Na jej awersie oprócz zwyczajowego adresu znaczek listu poleconego poczty w Krzywczy nad Sanem oraz stempel poczty w Przemyślu.
Na rewersie trzy znaczki o nominale 10 halerzy i 1 za 5 halerzy Kaiserliche Königliche Österreichische Post [Poczta Cesarsko- Królewska Austrii], z 1908 z wizerunkiem cesarza Franciszka Józefa I oraz stempel poczty w Krakowie. Znaczki na powiększeniu robią wrażenie, widać rękę mistrza, który wykonał je metodą stalorytniczą.
Ale przejdziemy do treści listu. Po jego analizie można stwierdzić, że jest to list od dziewczyny do chłopaka, którzy mieli się ku sobie. Ale kim są Stefania [Na zdjęciu obok ok. 11 lat] i Kaziutek jak pieszczotliwie określa swojego chłopaka Funia. Tak zdrobniale nazywali Stefanię [Ste - Funia], członkowie rodziny Korasiewiczów. Informacje o tej familii znalazłem kilka lat temu na prostej stronie internetowej, które teraz bardzo się przydają.
Zapewne z powodu, że Korasiewicze byli skoligaceni z Bukowskim, a Ci ostatni byli przed laty właścicielami Średniej Mieczysław Korasiewicz osiadł ze swoją żoną Marią z domu Zimmer [pochodziła z rodziny niemiecko-austriacka] najpierw w dworze w Woli Krzywieckiej, a następnie w Średniej. Mieczysław zarządzał lasami i majątkiem ziemskim Bolesława Jocza i dlatego mógł mieszkać w dworkach, które nie były używane przez rodzinę Joczów, a za pensję mógł wychowywać dzieci na wysokim poziomie. Był również zapalonym myśliwym oraz hodował i tresował psy myśliwskie, co w tym czasie było bardzo dochodowe. Posiadał piątkę dzieci: Józefę urodziła się 27.01.1901 r., w Woli-Krzywieckiej, Mariana (ur.1902-zm.1970), Annę, Stefanię, i Adama (ur.1905-zm.1973).
Na razie nie wiadomo kiedy urodziła się Stefania autorka listu, ale wydaje się, że w chwili kiedy go pisała zbliżała się do pełnoletności. A sam list zawiera kilka ważnych informacji. Po pierwsze, że pan Jocz przyjeżdża bo ma tu beczkę dobrego czerwonego wina – więc to na pewno chodzi o dwór w Średniej potwierdza to również, że Stefania w chwilach wolnych gra na fortepianie. Druga ważna informacja jest taka, że przez dwa dni bawił w Średniej Ludwik Hartffelder ranny w rękę, którego historię znam dlatego, że przed 1939 r. był związany z podprzemyskim Ostrowem. Zaś do Korasiewiczów przyjechał z tej okazji, że przed wybuchem I wojny światowej był guwernantem ich dzieci, a być może dwudziestoletni młodzieniec również zalecał się do Funi. W latach przed II wojną światową Ludwik był kierownikiem i nauczycielem szkoły w Ostrowie, a wcześniej kierownikiem szkoły w Ujkowicach. Urodził się w Nowojowie 9 sierpnia 1885 r. pow. Nowy Sącz, a następnie był jak wspomniano nauczycielem. Brał udział w I wojnie światowej oraz w walkach o Niepodległość Polski w 1918 r. Za swoją działalność został odznaczony w 1933 Krzyżem Niepodległości.
W liście Stefania [Na zdjęciu poniżej w wieku ok. 18 lat], czule określa swoja sympatię: Kaziutek, Kaziuku, Kaziuńciu, Mój Kaziumaleńki (sic!). Zapewnia o swoich uczuciach i ich stałości:
„Stefcia grzeczna i namiętna w Kaziu”.

Jaki chłopak - żołnierz na wojnie nie chciałby przeczytać takich słów. No właśnie czy Kazimierz Malawski przeczytał te słowa? Może niekoniecznie. List się kończy słowami: Bądź wesół i zdrów całuję Cię Twoja (słowo nieczytelne) Stefa.
Po wojnie był ciąg dalszy tej historii, gdyż Stefania i Kazimierz zawarli związek małżeński. Nie pozostawili po sobie potomstwa. Gdzie mieszkali i jak ułożyło się ich życie na razie nie wiadomo, ale pozostał ten list, który stał się przyczynkiem do napisania tego artykułu i wspomnienia rodziny Korasiewiczów, którzy mieszkali w dworze na Średniej w początkach XX w.
Piotr Haszczyn [Listopad 2025]
Jeśli doceniasz moją pracę postaw kawę Kliknij
Pinińscy herbu Jastrzębiec
- Szczegóły
Ród Pinińskich swoje nazwisko wziął od miejscowości Pinino Dolne w ziemi dobrzyńskiej, które za 100 grzywien kupił Andrzej „Słup” Dołęga z Wierzbicka od szlachetnej Magdaleny dnia 26.11.1379 r. syn Myślibora Dołęgi, marszałka łęczyckiego w 1335 roku, sędziego dobrzyńskiego w 1345 roku. Więc Myślibora należy uważać za protoplastę rodu Pinińskich herbu Jastrzębiec [Obok zdjęcie herb rodziny]. Zajmował on zaszczytne urzędy starosty łęczyckiego (1392) i sędziego dobrzyńskiego (1364 – 1413). Pinino przechodziło drogą spadkową przez wiele pokoleń. W XVII w. cześć Pinina należało do Stanisława, który za zasługi dla ojczyzny, został obdarowany przez króla innymi licznymi nadaniami ziemi. Z II małżeństwa z Anną Jasińską Stanisław Piniński miał dwóch synów Pawła i Józefa.
Józef Piniński w 1716 roku wydzierżawił dobra Malawa z Malawką i Wilkowyją od Jerzego ks. Lubomirskiego oraz Pawłokomę od Wapowskich. To zapewne zdecydowało, że przeniósł się na dzisiejsze Podkarpacie. Tu też w Husowie k. Łańcuta, po śmierci swoich dwóch poprzednich małżonek, ożenił się w 1723 z Zofią z Uleńca Uleniecką herbu Przerowa, która w wianie wniosła mężowi Cieszacinek, Kisielów, Ożańsk, Babicę k. Rzeszowa z przyległościami oraz Pruchenka. W 1726 r. Józef Piniński ufundował epitafium ku pamięci swoich dwóch poprzednich zmarłych żonach w kościele oo. Pijarów w Rzeszowie. Był również w 1722 r fundatorem kościoła w Malawie. Z małżeństwa z Zofią Uleniecką Józef miał dwóch synów Stanisława Pinińskiego zwanego również ‘de Brzóze’ oraz Jerzego Pinińskiego.
Jerzy po ojcu odziedziczył dobra Babica k. Rzeszowa w 1744 r. W tym też czasie ożenił się z Teklą Gumowską h. Topór, a po jej śmierci z Katarzyną Woszczycką h. Ślepowron. Odziedziczone dobra z pewnością przynosiły spore dochody skoro w roku 1767 r. kupił Bachów z przyległościami za 245 000 złp. W roku 1785 kupił od Michała Mniszcha klucz krasiczyński (Krasiczyn z zamkiem, Nahurczany, Tarnawce, Komara, Śliwnicę, Kupnę i cześć Chyrzyny) i klucz rokietnicki (Rokietnica Górna i Dolna, Tuligłowy). Od Szembeków i Wapowskich kupił Krasice i Korytniki za 140 000 złp. Rok później w 1786 dokonał zakupu Babic n/Sanem ze Skopowem za 95 000 złp od Antoniego Gorzkowskiego. Należy wspomnieć, że babka Jerzego - Maryanna z Wolskich Uleniecka cześnikowa podolska była żoną Wojciecha Grabińskiego (od którego miejscowość nabył Gorzkowski), więc Babice można powiedzieć wróciły w rodzinne ręce. W przeciągu kilkudziesięciu lat Jerzy Piniński stał się jednym z największych ziemian w Polsce. Z pewnością swoją fortunę zawdzięczał przede wszystkim dobremu gospodarowaniu w swoich posiadłościach. Sam klucz krasiczyński i rokietnicki obejmował areał 9 500 ha i obejmował 2 miasta i 12 wsi, a posiadał jeszcze miasteczko Babice oraz Bachów i Bystrowice. W roku 1778 Jerzy wraz z bratem Stanisławem otrzymali dziedziczny tytuł hrabiowski od cesarzowej Marii Teresy, który został potwierdzony w roku 1780 przez cesarza Józefa II.
Ma Jerzy hrabia Piniński w historii Babic miejsce szczególne ponieważ z roku 1791 pochodzi akt fundacji babickiego kościoła. Grunt pod nową świątynię zakupiła jego żona Katarzyna, a żeby było jeszcze miejsce na cmentarz sąsiadujący grunt ofiarował miejscowy mieszczanin Franciszek Gałgan. Budowę zapewne rozpoczęto zaraz po podpisaniu aktu fundacji, gdyż jak informuje w opisie dóbr parafialnych z roku 1805 ks. Grzegorz Dąbkowski: Kościół pod tytułem ss. Trójcy, całkiem nowy, w roku 1792 wymurowany, pod dachówką wypalaną. Nie wiadomo czy hrabia Jerzy doczekał konsekracji kościoła, gdyż zmarł w 5.12.1793 r. i został pochowany w krypcie pod basztą boską w Krasiczynie. Także na razie nie jest znana data poświęcenia świątyni. Fundacja oprócz budowy obejmowała także wyposażenie wnętrza kościoła, na które złożyły się ołtarz główny, dwa ołtarze boczne z obrazami, ambona w kształcie okrętu oraz pojedyncze obrazy. Dwa z nich są szczególne, gdyż przedstawiają
podobizny fundatorów budowli: św. Jerzego i św. Katarzyny [Na zdjęciach obok]. Hojność ofiarodawców, za cenę nieśmiertelności. Ich podobizny można w całej pięknej krasie oglądać dziś w XXI w. Przyjemność podwójna, gdyż obrazy zniszczone zębem czasu zostały odnowione z inicjatywy ks. proboszcza Stanisława Siuzdaka przy wydatnym finansowaniu potomków fundatorów pana Stanisława i Piotra Pinińskich. Jeszcze w połowie XIX w. obrazy nie wisiały na ścianie lecz był eksponowane w ołtarzach. Także inne obrazy związane są z rodziną. Obraz św. Tekli poświęcony pierwszej żonie hr. Jerzego. Ołtarz św. Józefa poświęcony ojcu i synowi fundatora świątyni, ołtarz św. Stanisława - bratu, obraz św. Franciszka (portret Franciszka Ksawerego Zachariasza Michała Nepomucena Pinińskiego) i Jana Nepomucena synowi. Św. Eustachy to patron syna Franciszka Pinińskiego. Z dużą pewnością można stwierdzić, że co najmniej trzy z wymienionych obrazów są portretami Pinińskich. Wszystkie wymienione obrazy powstały w latach 1772 – 1780. Niektóre z nich stanowiły wyposażenie starego, drewnianego kościoła. Jest to odkrycie o tyle ważne, że do tej pory sądzono, że wymienione obrazy powstały wraz z powstaniem kościoła. Również obraz św. Floriana, który od wielu już lat nie jest eksponowany w babickiej świątyni, jest również z fundacji Pinińskich i pochodzi z XVIII w. Do tej pory przypuszczano, że jest to malowidło XIX wieczne.
Drugim miejscem, w którym fundatorzy odcisnęli swoją pieczęć jest chrzcielnica. Na niej znajduje się połączony herb kolatorów, h. Jastrzębiec (Jerzego Pinińskiego) na jednej połowie tarczy, na drugiej h. Ślepowron (Katarzyny Woszczyckiej) dół tarczy zdobi order św. Stanisława, którego kawalerem hr. Jerzy Piniński został w roku 1792. Order Świętego Stanisława był polskim orderem rycerskim w latach 1765-1831, ustanowiony przez króla Stanisława Augusta Poniatowskiego jako order jednoklasowy. Następnie był to carski order rosyjski. Order nadawany był corocznie podczas majowych uroczystości ku czci św. Stanisława 8 maja w kościele św. Krzyża w Warszawie. Aby otrzymać order należało m.in. udowodnić szlachectwo przez podanie 4 herbów ze strony ojca (po mieczu) i 4 ze strony matki (po kądzieli). Herb najpewniej został wykonany w roku 1792 lub 1793 jeszcze przed śmiercią hr. Jerzego Pinińskiego.
Na cokole chrzcielnicy widnieje nieco mylący napis Jerzy hrabia y Katarzyna Pinińscy Fundatorzy y Dziedzice Kościoła tego w 1794. Rok wyryty na chrzcielnicy oznajmia, że został on wyżłobiony w tym czasie i nic więcej. Sama chrzcielnica jest o wiele starsza i pochodziła z wyposażenia starego kościoła (być może była to również fundacja Pinińskich. Zdjęcie obok - herb z chrzcielnicy). Rok ten, zapewne wzięty przez ks. Józefa Karpińskiego jako data budowy kościoła, został umieszczony w tekście cegiełka na odbudowę świątyni z roku ok. 1886 i stał się źródłem błędu powtarzanego do dnia dzisiejszego.
Jak już wspomniałem w roku 1793 zmarł Jerzy Piniński i też rozsypała się wielka fortuna podzielona na żonę i potomstwo z dwóch małżeństw. Żona Katarzyna otrzymała Babicę k. Rzeszowa i w niedługim czasie ponownie wyszła za mąż za Jana Grabińskego h. Pomian. Zmarła w Babicy 3 III 1827, a została pochowana w Czudcu. Córka Petronella otrzymała dobra Bystrowice i cześć Dziadoszyc, Anna drugą cześć Dziadoszyc, Michał na krótko był właścicielem Bachowa z przyległościami, gdyż zmarł młodo ok. 1787. Z I małżeństwa Jerzy hr. Piniński miał jeszcze córkę Annę, która wyszła za mąż za Jana Adolfa Drohojowskiego h. Korczak, a po jego śmierci za Józefa z Bełżca Bełżyckiego h. Jastrzębiec.
Z małżeństwa z Katarzyną Woszczycką największą część otrzymał Józef, zamek w Krasiczynie i cały klucz krasiczyński (Nahurczany, Tarnawce, Krasice, Korytniki, Śliwnicę, Kupne i część Chyrzyny), który 5 X 1835 sprzedał Leonowi Sapiesze za cenę 180 000 zł. Po nabyciu Krasiczyna Sapiehowie wyjęli szczątki byłych właścicieli ze swoich pochówków pod Basztą Boską i położyli pod posadzką krypty. To samo kilkadziesiąt lat później uczyli moskale wyrzucając szczątki Sapiehów.
Córka Marianna otrzymała Bachów z przyległościami. Kajetan klucz rokietnicki. Zaś najmłodszy z braci o 5 imionach Franciszek Ksawery Zachariasz Michał Nepomucen (ur. 7 IX 1783) otrzymał Babice. W 1821 r. ożenił się z Domicellą Maryanną Korziak wyznania luterańskiego. Z tego związku miał czterech synów Eustachego Stanisława i Leonarda Franciszka Ksawerego, Antoniego i Wiktora. Gdy zmarł Kajetan Piniński Rokietnice przeszły po połowie na Eustachego i Leonarda, który odkupił część Eustachego i sam został właścicielem Rokietnic.
Franciszek hr. Piniński brał udział w powstaniu listopadowym jako ochotnik. Z wojny wrócił ranny, co było przyczyną jego śmierci 23 IX 1835 r. Jak się wydaje został pochowany w babickim kościele. Babice odziedziczyli jego najstarsi synowie Eustachy i Leonard (po równej części), którzy sprzedali te dobra Eustachemu hr. Dembińskiemu ok. roku 1850, który w jakimś sensie był związany z Pinińskimi, gdyż po śmierci Franciszka stał się opiekunem jego synów, a następnie właścicielem Babic.
Leonard hr. Piniński ożenił się z Julią Teresą de Nikorowicz. Jego potomkowie stali się najbliższymi krewnymi dynastii angielskiej Stuartów.
Eustachy po sprzedaży Babic zamieszkał w Wiedniu, gdzie zajmował się pracował nad udoskonalaniem materiałów wybuchowych i nie ożenił się. Antoni zaś był majorem, a Wiktor rotmistrzem w armii CK.
Uściślenie wielu szczegółów związanych z posiadaniem przez ród Pinińskich Babic nad Sanem było możliwe dzięki wspaniałej pracy pt. Genealogia Rodu Pinińskich herbu Jastrzębiec oraz innych opracowaniach pan Piotra Pinińskiego na podstawie, której powstał niniejszy artykuł.
Piotr Haszczyn [listopad 2025]
Jeśli doceniasz moją pracę postaw kawę Kliknij
Hej, babickie Sokoły
- Szczegóły
W przeddzień kolejnej rocznicy Święta Niepodległości warto przypomnieć, jak i kiedy kształtowała się świadomość walki o Niepodległą Polskę. Bo nie przyszła ona sama, została organicznie wypracowana przez wiele lat w takich miejscowościach, jak Babice, Krzywcza czy Reczpol. Gdzie istniała organizacja Strzelecka, a wcześnie inne organizacje paramilitarne. Ale od początku.
Jeszcze przed I wojna światową, Bronisław Prugar [Późniejszy generał Bronisław Prugar –Ketling], jako student prawa, przyjeżdżał do Babic, gdzie czasowo między egzaminami przebywał u stryja ks. Wojciecha Prugara. Włączył się on do prac społeczno - patriotycznych w miasteczku, amatorskiego zespołu teatralnego, organizacji rocznic narodowych itp. Założył też z chłopców w wieku szkolnym Drużynę Bartoszową.

Na zdjęciu członkowie Ochotniczej Straży Pożarnej na tle sikawki konnej
z ks. Wojciechem Prugarem i Bronisławem Prugarem drugi od lewej
29 listopada 1913 r. [W rocznicę wybuchu Powstania Listopadowego], powstało w Babicach Gniazdo Sokole. Tak to wydarzenie relacjonuje gazeta Ziemia Przemyska:
Babice nad Sanem 2/12 1913. (Kor. wł. – Kronika własna).
W sobotę dnia 29 listopada, odbyło się w naszem miasteczku uroczyste otwarcie gniazda sokolego połączone z obchodem 83 letniej rocznicy powstania z r. 1830.
Na uroczystość przybyli delegaci z sąsiednich gniazd sokolich jak: z Przemyśla, Krzywczy i Dubiecka, telegramy z życzeniami pomyślnego rozwoju, przesłał Najprz. ks. Biskup Bandurski, Związek sokoli Lwów, Okręg czwarty PrzemyśI, Związek wojsk polskich w Ameryce i t. d.
O godz. 10 rano odprawił miejscowy proboszcz ks. Wojciech Prugar solenne nabożeństwo, w czasie którego wygłosił piękne kazanie na temat zadań i celów organizacji wojskowych polskich, znany przyjaciel Sokoła ks. dr Stefan Momidłowski z Przemyśla. Po nabożeństwie odbyło się poświęcenie sokolni i ćwiczenia stałych drużyn sokol., w których wielką sprawność wykazał oddział konny drużyny w Babicach przy zrywaniu kokard. Pamiętny dla nas dzień ten zakończył uroczysty wieczorek, w którego program weszło:
1) Słowo wstępne ,,0 tworzącej się armii polskiej” wygłoszone przez prezesa dha Stanisława Radomyskiego,
2) Deklamacja: "Wywóz więźnia" Orłowskiego,
3) Za sztandarem! obrazek dram. J. S., odegrany przez miejscowych amatorów.
Z zadowoleniem przyznać muszę, że uroczystość ta wzbudziła wielkie zainteresowanie wśród ludności wiejskiej, która dość licznie zebrała się w kościele parafialnym, jakkolwiek był to dzień powszedni i roboczy.
Ciekawe fakty, które świadczą o wielkim zaangażowaniu i współpracy wielu środowisk. Na uwagę zasługuje fakt, że w tym czasie Gniazda Skole istniały już w Krzywczy i Dubiecku oraz wsparcie prominentnych osób i organizacji z kraju i zza granicy dla nowo powstałej organizacji w Babicach.

Honorata Koszil z d. Madejowska
Prawdopodobnie Drużyna Bartoszowa założona przez Bronisława Prugara została przekształcona w Gniazdo Sokole, ale być może funkcjonowała osobno. Tak o tym wspomina mieszkanka Babic Honorata Koszil z d. Madejowska: (…) Znów było już większe Towarzystwo. Tu już weszli: babicki dziedzic[Stanisław Radomyski] z praktykantem Maślanką., kierownik szkoły Łopatka, panienki też należały, nosiliśmy nazwy druhowie i druhny. Urządzaliśmy różne manifestacje na rzecz Polski, gdyż było to pod zaborem austriackim, wolno było się organizować. Sokół zreorganizował się w 1914 r. na Legiony. Jeszcze, co do komórki Legionów Polskich to sercem i mózgiem był p. Radomyski [Stanisław Radomyski- właściciel Babic] obywatel ziemski w Babicach, jako oficer wojsk polskich, był wielkim patriotą i demokratą, również bardzo hojny, gdy zarządził ćwiczenie, przeważnie w lasach, to za nim szedł furgon z beczką piwa, kiełbasą no i coś na rozgrzewkę. O chlebie już się nie mówi. Tak przygotowywał swoje wojsko, jak zaszła potrzeba wyprowadził na tą wojnę, poprzedzoną wielką uroczystością.
Była zamówiona msza święta, którą odprawił nasz proboszcz Prugar. Do mszy służył p. Radomyski i kierownik szkoły. Radomyski w kontuszu szlacheckim, podczas ewangelii reprezentowali szablę na znak, jak będą bronić ojczyzny. Po nabożeństwie wyszła procesja z kościoła, lecz już bez księdza proboszcza, udała się na Babicką górę, tam gdzie przedtem zafundował p. Radomyski Krzyż, który jeszcze do dziś tam stoi, na pamiątkę Konstytucji 3 Maja. Tam wygłosił mowę patriotyczną, aż ludzie popłakali się, po tych ceremoniach, wyjechali zdobywać Polskę. A, czy sam w nim brał udział nie wiadomo. Może tylko wyprowadził do koncentracji, bo w 1915 roku już był w Babicach, a w 1918 roku zachorował na hiszpankę, która wtedy zebrała wielki plon i umarł (…).
Gdy wybuchła wojna pierwsza światowa, nasza drużyna wynosiła około 20 osób. Komendantem został wspomniany wyżej dziedzic Radomyski. Na wyprawę gromadziliśmy się my dziewczęta na folwarku, szyłyśmy tam wyposażenie, jak na wojnę; plecaki, chlebaki itp. Z całym ekwipunkiem, wyruszyli na wojnę jako legioniści. W niedługim czasie przyszły zawiadomienia, że dwóch poległo, druh T. i druh D.
A końcem wojny 11 listopada 1918 r. wydarta została przez wiele środowisk Niepodległość, ale praca organiczna się nie skończyła. W takich miejscowościach jak: Babice, Krzywcza Reczpol czy Dubiecko istniały organizacje strzeleckie, które przygotowywały młodzież do walki o obronę niepodległości. O Strzelcach na terenie naszej gminy wiemy stosunkowo niewiele, ale może kiedyś znajdą się relacje na ten temat. Gdy trzeba było bronić suwerenności oni też nie wahali się stanąć w jej obronie.

Babicka Drużyna Strzelecka 1934 r. Widać po prawej prace na dachu kościoła 0 krycie blachą.
Prace wykonywano w 1934 r.
Tak w Babicach, organiczną pracą, wykuwała się Niepodległość Polski. Artykuł powyższy niech będzie hołdem dla społeczeństwa Babic i okolic za tą piękną kartę z ich historii. Niech też będzie przypomnieniem wielkiej pracy różnych środowisk w wychowanie patriotyczne młodzieży gotowej do poświęceń dla Polski.
Piotr Haszczyn [Listopad 2025]
Jeśli doceniasz moją pracę postaw kawę Kliknij
Wspomnienia majora Ostrowicza
- Szczegóły
Bardzo ciekawym uzupełnieniem przebiegu bitwy krzywieckiej są wspomnienia mjr. Tadeusza Ostrowicza dowódcy 3. Dywizjonu 11. Karpackiego Pułku Artylerii Lekkiej spisane w maju 1943 roku w Iraku, a opublikowane przez Kazimierza Fuglewicza w publikacji Wrzesień, wrzesień.
Stan osobowy kadry dowódczej 3.Dywizjonu w Kampanii wrześniowej przedstawiał się następująco:
|
III dywizjon |
||
|
dowódca III dywizjonu |
mjr Tadeusz Ostrowicz |
|
|
adiutant dywizjonu |
ppor. Jan Barański |
|
|
oficer zwiadowczy |
por. rez. Andrzej Świątkowski |
do 14 IX |
|
ppor. Jan Franciszek Rękawek |
||
|
oficer obserwacyjny |
ppor. rez. Tadeusz Witowski |
|
|
oficer łączności |
por. rez. Zdzisław Ratyński |
|
|
dowódca kolumny amunicyjnej |
NN |
do 11 IX |
|
por. rez. Andrzej Świątkowski |
od 14 IX |
|
|
dowódca 7 baterii |
kpt. Sergiusz Hałaniewicz |
17 IX ranny, w niewoli |
|
ppor. rez. Tadeusz Łastowski |
||
|
oficer zwiadowczy |
ppor. rez. Euzebiusz Wójcik |
|
|
oficer ogniowy |
ppor. rez. Tadeusz Łasłowski |
|
|
dowódca 8 baterii |
kpt. Tadeusz Bronisław Bommer |
|
|
oficer zwiadowczy |
ogn. pchor. Józef Czwordon |
|
|
oficer ogniowy |
ppor. rez. Jan Pioterek |
|
|
dowódca 9 baterii |
kpt. Adam Szpilczyński |
|
|
oficer zwiadowczy |
ppor. Stanisław Śliwiński |
|
|
oficer ogniowy |
por. Wiktor Wojciechowski |
|

mjr Tadeusz Ostrowicz
Dywizjon dotarł do Krzywczy przez Bachów i Chyrzynę przeprawił się przez San i przejeżdżając przez Krzywczę został rozlokowany w okolicach Brzozowej Góry na Karczmie, w czasach, gdy ta góra była na swoim miejscu. Kilka lat ten punkt fizjograficzny za zgodą Urzędu Gminy został przeniesiona w inne miejsce. Major Tadeusz Ostrowicz wspomina:
12 września: O świcie rozpoczynamy marsz w kierunku na wschód, zajmując stanowiska ogniowe w rejonie Bachowa. Bezpośredni marsz na Przemyśl przez Birczę – Olszany okazał się niemożliwy z wielu względów bezpieczeństwa oraz złych warunków drogowych. Pozostał więc kierunek na Babice lub przeprawa przez San i potem wprost na Przemyśl. W godzinach południowych meldowano patrole nieprzyjaciela, które po otwarciu ognia przez oddziały ubezpieczająco-osłonowe, wycofały się. Wysyłam patrol ppor. Wodzińskiego w celu rozpoznania przeprawy przez San. W godzinach przedwieczornych wracają, przynosząc wieść, że poziom wody w Sanie jest tak niski, że istnieje jedynie kwestia pokonania brzegów, które miejscami są spadziste i piaszczyste. Wieczorem zapada moja decyzja przeprawy w najbliższym miejscu od Krzywczy, w celu koncentracji i zorganizowania opóźniającej obrony przed naporem wojsk nieprzyjaciela, działających na szerokim odcinku z kierunku południowego i zachodu na Przemyśl, będący głównym celem przypuszczalnego ataku. Przygotowanie marszowe o godz. 21 i wymarsz w kolumnach bateryjnych, kolumna amunicyjna i tabory dywizjonowe na końcu. Pluton po dowództwem ppor. Pioterka, oficera ogniowego 8. baterii, ubezpiecza całą kolumnę idąc na końcu.
Dowódca 7. baterii, kpt. Hałaniewicz, melduje późnym wieczorem zaginięcie sześciu żołnierzy i dwóch wozów z taboru dywizjonu, które pozostawały pod jego pośrednim dowództwem.
13 września: Podczas wczorajszej odprawy w dowództwie dywizji, otrzymujemy rozkaz powstrzymania natarcia nieprzyjaciela na Przemyśl, szybkiego opanowania miasta i przejęcia dróg komunikacyjnych. W celu ukończenia ewakuacji należy powstrzymać napór nieprzyjaciela co najmniej o jeden dzień. Zadanie to dla 11. dywizji piechoty w sile dwóch pułków piechoty, 48. i 49., wspartych ogniem 11. PAL-u, bez dywizjonu. Na inne luźne jednostki liczyć nie można. Załoga Przemyśla, według zdania dowódcy dywizji płk. Prugar-Ketlinga, praktycznie nie istnieje. Dowództwo korpusu i oddziały garnizonu w części ewakuowane. Pozostałe oddziały liniowe znajdują się na innych odcinkach operacyjnych. Zadanie proste — powstrzymać marsz nieprzyjaciela wzdłuż drogi Babice – Krzywcza – Przemyśl, organizując silną obronę na wschód od miejscowości Krzywcza. Tak wyglądało to w dniu wczorajszym, kiedy dywizjon był w drodze na nowe stanowiska ogniowe. O świcie odnajduję baterie odpoczywające i przygotowujące się do przekroczenia Sanu w rejonie starego promu na południe od Krzywczy. Morale wszystkich bardzo wysokie, poziom dużego zmęczenia. Zarządzam zaraz odprawę oficerów dywizjonu, wydając odpowiednie rozkazy do rozpoznania stanowisk ogniowych oraz punktów obserwacyjnych. Ogólny kierunek strzału na miejscowości Krzywcza oraz na przeprawy na Sanie, wzdłuż drogi.
Stanowiska ogniowe rozpoznają oficer zwiadowczy dywizjonu por. Świątkowski oraz oficerowie ogniowi — baterii 7. ppor. Wizmur i baterii 8. ppor. Pioterek, z odpowiednimi komórkami zwiadu dywizjonu i baterii. Rejony wskazane w terenie — około 8 – 10 km na wschód od Krzywczy, pomiędzy drogą wiodącą do Przemyśla a Sanem. Pofałdowania terenu i zakrzaczenie ułatwiają wybór. Zalecam umocnienie działobitni oraz punktów dowodzenia. Punkty obserwacyjne: dywizjonowy w rejonie środkowego batalionu 48. pułku piechoty, przy dowódcy pułku, obok punkt obserwacyjny 7. baterii. Punkt obserwacyjny 8. baterii w lewo około 400 m, po lewej stronie drogi. Wysunięty punkt obserwacyjny batalionu osłonowego — w pierwszej linii obrony około kilometra przed nami w prawo. Wyznaczony na obserwację wysuniętego i równocześnie łącznikowego do piechoty, ppor. Czwordoń organizuje natychmiast ognie wstrzymujące i zaporowe, w porozumieniu z dowódcą batalionu osłonowego, mjr. Lityńskim z 49. pułku piechoty. Łączność z punktami i stanowiskami ogniowymi podwójna. Łączność między punktami obserwacyjnymi rokadą i do obserwatora wysuniętego, poprzez mój punkt obserwacyjny. Wszystkie patrole telefoniczne świetnie pracują, pomimo braku sprzętu.
W godzinach tuż przed południem przychodzą meldunki od obserwatora, ppor. Czwordonia, do piechoty, przy batalionie osłonowym, że na żądanie dowódcy batalionu, wraz z nim poszedł do przedniej kompanii, skąd będzie lepsza i bezpośrednia obserwacja, oraz zaczyna pierwszy ogień baterią 8., prawie na maksymalnym celowniku dla haubic 100 mm, na pojawiające się oddziały wyładowującej się piechoty na wschód od Krzywczy. Ogień trwa około pół godziny. Z uwagi na wzmożony ruch piechoty i podchodzące do przepraw na Sanie wozy z piechotą, bateria 7. zostaje podporządkowana ppor. Czwordoniowi, w celu prowadzenia wspólnego ognia. Bardzo skuteczny i skoncentrowany ogień wstrzymuje przeprawy przez San. Widać kilka zniszczonych wozów transportowych. Wszelki dalszy ruch ustaje. Ogień zaporowo- -wstrzymujący dezorganizuje ruch oddziałów nieprzyjaciela. Baterie 2. dywizjonu nie sięgają celownikami na przeprawy. O godz. 12.30 odzywa się artyleria nieprzyjaciela ze stanowisk na zachód od Krzywczy, widać nawet błyski. Nasze celowniki są na granicy. Niemcy zaczynają ponadto ostrzeliwać artylerią ciężką rejon obrony piechoty. Po przygotowaniu artyleryjskim, wyładowana piechota nieprzyjaciela zaczyna natarcie w sile batalionu na przednie oddziały osłonowe. Nasilenie ognia ciężkiej broni maszynowej oraz bezpośredni ogień artyleryjski wsparcia powodują powolne wycofywanie się na drugą pozycję obronną. Do strzelających już 7. i 8. baterii dołącza 2. dywizjon. Natarcie piechoty nieprzyjaciela załamuje się. Po półgodzinie następuje powtórne natarcie, które znów zostaje zatrzymane po godzinnej walce z przeważającymi siłami nieprzyjaciela. Na żądanie mjr. Lityńskiego i płk. Nowaka ponownie oddaję 7. i 8. baterię do dyspozycji ppor. Czwordonia, który wszczyna silny ogień na nowe siły nieprzyjaciela, podjeżdżające tuż do przeprawy na Sanie. Było to dla Niemców dużym zaskoczeniem i znów święcimy sukcesy.
Z uwagi jednak, że w międzyczasie poważne siły nieprzyjaciela pojawiają się na południe od przedniego batalionu, grożąc mu odcięciem, dowódca obrony odcinka płk. Nowak decyduje się na całkowite przesunięcie przedniego batalionu do odwodu, co następuje stopniowo, czego nieprzyjaciel nie zauważa i nie wszczyna natarcia. W czasie tego odskoku ppor. Czwordoń organizuje i nadal prowadzi ogień na przeprawy, niewidoczne z żadnego innego punktu obserwacyjnego poza punktem wysuniętym. W czasie zmiany punktu obserwacyjnego ppor. Czwordoń zostaje kontuzjowany bliskim wybuchem pocisku artyleryjskiego. Po opatrzeniu przez sanitariusza piechoty wraca na główny punkt obserwacyjny przy dowódcy obrony, przy prawym batalionie. Stamtąd na żądanie pułkownika Nowaka rozpoczyna całym dywizjonem ognie nękające na przedzierające się oddziały z południa, po sforsowaniu Sanu z południa, tak aby odciąć linię oporu piechoty od wycofania się dalszego na Przemyśl. Ciągły ogień od godz. 16 do 17 krzyżuje plany nieprzyjaciela, jednak duże siły pojawiają się już na drodze Krzywcza — wschód.
W międzyczasie dowódca obrony przenosi się do lewoskrzydłowego batalionu. Jestem z nim w bezpośrednim kontakcie. Z mego punktu obserwacyjnego prowadzę ogień 7. baterii na oddziały tuż przed nami nacierające. Bateria 8. osłania lewą stronę od drogi. Natarcie piechoty nieprzyjaciela, po uprzednim silnym ogniu artylerii, co najmniej kilku pułków, ogniu broni maszynowej i moździerzy, o godz. 17 zatrzymuje się i wydaje się, że nastąpiła konsolidacja bez prób ponowienia natarcia. Niewątpliwie duże straty są po obu stronach. Na pewno Niemcy nie liczyli się z takim oporem, niełatwym do zorganizowania w tak krótkim czasie. Ogień z naszej strony też nieco słabnie z uwagi na poprzednie duże zużycie amunicji w godzinach południowych. Trwa jednak w ramach lokalnych celów aż do zmroku i nawet zgodnie z otrzymanymi rozkazami aż do godz. 22, jako ognie na umówione cele, robiąc wrażenie, że nie nastąpi z naszej strony całkowite wycofanie. Przednie oddziały piechoty są nadal w styczności z nieprzyjacielem. Nasze punkty obserwacyjne są zagrożone i zostają zwinięte, bez możliwości zabrania kabla. Ogień jednak trwa w tym czasie.
Dywizjon 3. o godz. 22.30 zostaje poderwany do odmarszu na Przemyśl, co jest zaskoczeniem, bo wydawało się, że nadal pozostaniemy w przeorganizowanej obronie. Jak się później dowiedziałem na odprawie u dowódcy artylerii dywizyjnej, płk. Gruińskiego, musimy wycofać się przez Przemyśl, bo grozi nam całkowite odcięcie, a naszym zadaniem ma być przedostanie się do Lwowa, który ma się stać nowym bastionem oporu pod dowództwem gen. Sosnkowskiego, będącego już w rejonie na wschód od Przemyśla i zaczynającego organizować front z oddziałów w tym rejonie. Do Przemyśla mamy około 15 – 20 km, może mniej. Kiedy walka powoli ustawała, około godz. 19 zarządziłem odprawę oficerską na stanowisku 7. baterii, by przede wszystkim podsumować dzisiejszy dzień, nasz chrzest bojowy, który wygląda imponująco. Z grubsza przedstawiłem całokształt działania, co spotkało się z dużą ciekawością linii ogniowej. Dowódcy baterii mają to samo powtórzyć odpowiednio swoim żołnierzom przy najbliższej okazji. Zaczynam od strat całego dnia dzisiejszego: jeden łącznościowiec zabity, pozostał w przedniej linii podczas odskoku z ppor. Czwordoniem, drugi tamże ranny, kpr. W. Kuźniar, dowódca patrolu łączności, kontuzjowani także ppor. Czwordoń i jego podoficer strzelniczy. Trzy konie zabite — patrolu telefonicznego, i dwa niezdolne do dalszej służby — zwiadu 8. baterii. Udzielam pochwały wszystkim, którzy bez względu na pełnioną funkcję wypełniali swój żołnierski obowiązek.
Z polecania dowódcy obrony płk. W. Nowaka, mam przedstawić do najwyższego odznaczenia oficera łącznikowego, który cały czas działał przy przednich oddziałach i przy nim, a dzięki któremu załamywało się wielokrotnie natarcie nieprzyjaciela; dzięki odpowiednim ogniom osłonowo-niszczącym na przeprawy i koncentrację piechoty natarcie było wielokrotnie dezorganizowane, umiejętnemu manipulowaniu ogniami dywizjonu piechota w bardzo dużej mierze zawdzięcza, że nie została odcięta i nie poniosła takich strat jak oddziały nieprzyjaciela. Odczytuję notatkę otrzymaną od płk. Nowaka, udzielającą najwyższego uznania z wnioskiem o przedstawienie ppor. Czwordonia do krzyża Virtuti Militari, a obsługę punktu obserwacyjnego i łączności przy nim — do Krzyża Walecznych. Całość działania obserwacyjnego przy piechocie miałem możność obserwowania z mego punktu, podziwiając to wraz z innymi dowódcami piechoty. W późniejszym terminie z takim samym wnioskiem wystąpił dowódca batalionu mjr Lityński. O wysoce wyróżniającym się działaniu ppor. Czwordonia mówił na odprawie płk. Gruiński, dowódca artylerii dywizyjnej, mając informacje bezpośrednio od dowódcy obrony płk. Nowaka. Odpowiedni wniosek do dowódcy dywizji był sporządzony w sztabie artylerii dywizyjnej. Losów jego nie znam.
Za sprawne działanie na linii ogniowej wyróżniłem oficerów ogniowych, ppor. Wizmura i ppor. Pioterka. Dowódcy baterii, robiąc obrachunek z dnia dzisiejszego, wypowiedzieli się, by sporządzić wnioski o przyznanie Krzyża Walecznych również innym żołnierzom, którzy wybitnie się wyróżnili, nie tylko tym działającym w bezpośredniej styczności z nieprzyjacielem. Sprawa ta była później poruszana na odprawie u dowódcy artylerii dywizyjnej. Znalazła poparcie, przy omawianiu pierwszego pułkowego wniosku o przyznanie Virtuti Militari, wniosku o tyle cenniejszego, że dotyczył piechoty.
W rezultacie ustalono podać wnioski o przyznanie Krzyża Walecznych następującym żołnierzom: por. Barańskiemu, adiutantowi dywizjonu, pchor. Hallemanowi, pof. zwiad. 8. baterii, por. Witowskiemu, of. obs. dywizjonu, kpr. Kuźniarowi, dowódcy patrolu telefonicznego, kpr. Szczurkowi, pof. strz. 8. baterii, st. ogn. Kapelskiemu, szefowi 8. baterii, ppor. Wizmurowi, of. ogn. 7. baterii, ppor. Pioterkowi, of. ogn. 7. baterii, por. Świątkowskiemu, of. zw. dywizjonu, plut. Połdiakowi, pof. łączn., bomb. Frankowskiemu, obsł. telef. p. o. wys. Do tej listy należałoby dodać jeszcze: szefa 7. baterii, podoficera zw. dywizjonu oraz szefa kolumny zaopatrzenia dywizjonu, których nazwisk obecnie nie pamiętam.
O godz. 23 ruch 3. dywizjonu zostaje wstrzymany, aż do nadejścia nowych rozkazów z dowództwa pułku, które już ruszyło na Przemyśl. Jako oficera łącznikowego z dowództwem wyznaczyłem ppor. Wodzińskiego (…)
Redakcja Piotr Haszczyn [wrzesień 2025 r.]
Jeśli doceniasz moją pracę postaw kawę Kliknij
Przydrożne kapliczki w Kupnej
- Szczegóły
Krzyż przydrożny
Tuż za skrętem w prawo do centrum miejscowości Kupna, po lewej stronie drogi stoi krzyż, który istniał w tym miejscu już w 1914 r. i na pewno był drewniany. Na razie nie wiadomo z jakiej okazji był fundowany. Obecnie w tym miejscu na betonowym fundamencie stoi krzyż z metalowej rury wysokości ok. 2,5 m, ramiona ozdobione żelaznymi prętami. Na nim metalowy krucyfiks, pod nim bukiet ze sztucznych kwiatów.

Przydrożny krzyż
Za cmentarzem po lewej stronie drogi na betonowym fundamencie stoi krzyż drewniany o wysokości ok 2,5 m. Na nim pasyjka, ramiona krzyża ozdobione są sztucznymi kwiatami. Na razie nie wiadomo z jakiej okazji i kiedy był fundowany.

Kapliczka
Na rozstaju dróg prawie przy wyjeździe z Kupnej stoi bardzo ciekawa kapliczka, która mogła być wybudowana w okresie międzywojennym. Na razie nie wiadomo kto i z jakiej okazji ją fundował. Wyglądem architektonicznym nawiązuje do Światowida, starosłowiańskiego bóstwa. Kapliczka zbudowana jest na planie kwadratu. W czterech ścianach półokrągłe wnęki, w których przed remontem w 2011 r. były ramy okienne. W każdym z półokrągłych wnęk znajdowały się obrazy. Pierwotnie od drogi było obraz Matki Boskiej Częstochowskie, a obecnie figura Matki Boskiej Niepokalane. Konstrukcja kapliczka zakończona łamanym gzymsem zakończonym czterospadowym betonowym dachem, na szczycie, którego znajduje się metalowy krzyżyk.
Po remoncie kapliczka utraciła swój wiejski charakter. Fundament został obłożony kamieniem, nie wstawiono okien oraz wymieniono wszystkie istniejące w niej wizerunki. Całość pomalowana jest na kolor biały.


Piotr Haszczyn [2025]
Przydrożne kapliczki w Bachowie
- Szczegóły
Kapliczka za świetlicą przy drodze
Po lewej stronie drogi, jadąc w kierunku kościoła w Bachowie, przed dawnym sklepem, znajduje się kapliczka typu arkadowego nawiązująca swym stylem do kapliczki w Babicach, ale znacznie skromniejsza. Fundacja oraz czas powstania nie jest znane, ale po wyglądzie architektonicznym należy sądzić, że powstała przed 1939 r.
Na około metrowej podmurówce znajduje wnęka wsparta na dwóch kolumnach z przodu oraz ścianka z tyłu kapliczki. Prawdopodobnie w przeszłości ażurowa wnęka nie była oszklona zakończonymi półokrągło oknami z przodu i po bokach. Nad wnęką ozdobny gzyms, dach siodłowy kryty blachą dachówkową. Wewnątrz, na ścianie, znajduje się obraz Matki Boskiej Częstochowskiej z lat 80- tych XX w. oraz gipsowe figury po lewej Chrystusa Zmartwychwstałego i Serca Pana Jezusa po prawej Matki Bożej Różańcowej. Na betonowym fundamencie parkan z metalowych elementów okala całą kapliczkę.

Krzyż na rozstaju dróg przy drodze Iskań- Bircza
Po lewej stronie drogi zjeżdżając do Bachowa z drogi Iskań – Bircza za ogrodzeniem znajduje się drewniany krzyż o wysokości ok. 3 m na nim pasyjka, a nad nią wykonany z blach półokrągły daszek. Całość ozdobiona sztucznymi kwiatami. Fundacja oraz czas powstania nie są znane

Krzyż na grodzisku Stupnickim
Na dawnym grodzisku Stuplickim, a obecnie wzgórzu, gdzie znajduje się cerkwisko i cmentarz greckokatolicki, który znajduje się ok. 100 m od mostu nad rzeką Stupnicą, znajduje się krzyż drewniany o wysokości ok. 2 m na nim pasyjka, a nad nią półokrągły wykonany z blach daszek, który znajduje się blisko brzegu wzgórza. Frontem zwrócony w stronę Sanu, ogrodzony drewnianym płotkiem wysokości ok. 60 cm. Belki krzyża ozdobione sztucznymi kwiatami. Fundacja oraz czas powstania nie są znane.

Krzyż koło szkoły
Obok Szkoły Podstawowej na niewielki wzgórku stoi krzyż ufundowany w 1924 r. przez rodziny Lindów i Takczów w podziękowaniu za szczęśliwy powrót do Bachowa z I wojny światowej. Krzyż drewniany o wysokości ok. 3 m na nim pasyjka. Belki ozdobione na całej długości i szerokości sztucznymi kwiatami, a pasyjka okrągłym wieńcem. Całość otoczona drewnianym płotkiem o wysokości ok 60 cm na planie kwadratu.

Krzyż na rozstaju dróg na Krążkach
W przysiółku Bachowa Krążki na rozstaju dróg na niewielkie wysepce znajduje się krzyż drewniany o wysokości ok. 3 m na nim pasyjka, a nad nią półokrągły wykonany z blachy daszek zakończony ozdobnymi ząbkami. Ogrodzony drewnianym płotkiem wysokości ok. 80 cm. Belki krzyża ozdobione sztucznymi kwiatami. Fundacja oraz czas powstania nie są znane. Do dziś mieszkańcy Krążek [2025 r.], gromadzą się przy nim na śpiewanie majówek .

Kapliczka na Krążkach
Skręcając w prawo na drogę wiodąca do Iskani po lewej stronie drogi znajduje się kapliczka domkowa. Obiekt jest zbudowany prawdopodobnie z cegły, otynkowany na planie kwadratu o wymiarach ok.2,5m x 2,5 m. Z frontu drzwi jednoskrzydłowe zakończone na półokrągło, nad nimi gzyms. W szczycie mała wnęka w niej figura Matki Bożej. Dach siodłowy kryty zielona blachą dachówkową. [Artykuł w czasie pisania].

Piotr Haszczyn [2025]
Przydrożne kapliczki w Średniej
- Szczegóły
Krzyż koło p.Hyżych
Jadąc od Krzywczy po prawej stronie drogi, przy zabudowaniach p. Hyżych znajduje się krzyż z bardzo długą historią. Nie wiadomo kto go fundowała ani z jakiej okazji. Jest to dość osobliwy i niepowtarzalny w swoim wyglądzie krucyfiks o wysokości ok. 2,5 m na nim duża pasyjka obwiedzioną półokrągłą kapliczką. Daszek obity półokrągło blachą z dużymi ozdobnymi zębami. Na prezentowanych zdjęciach trzy krzyże z 2012 r., obecny oraz przygotowany nowy krzyż tuż obok starego.

2012 r.

2025 r.
Kapliczka Seca Pana Jezusa
O okolicach kościoła po lewej stronie drogi między trzema lipami stoi kapliczka wnękowa o wysokości ok.3,5 m. Na ok. metrowej podmurówce z kamienia ceglany korpus, wnęka oszklona otwieranym zakończonym półokrągło oknem, nad nim gzyms ozdobny. Dach siodłowy kryty czerwoną dachówką, na którego szczycie metalowy krzyż. Kapliczka została wybudowana w roku 1936 z okazji Kongresu Eucharystycznego, który odbywał się w Przemyślu. Wewnątrz oryginalny obraz Serca Pana Jezusa z tego okresu z dedykacją: Pamiątka. Poświęcenie Boskiemu Sercu Zbawiciela Gromady Średnia dokonanego 6 czerwca 1936 r. Przed obrazem figurka gipsowa Matki Bożej Niepokalanej. Po bokach na ścianie, po lewej stronie obrazek Anioła Stróża, po lewej obrazek Matki Bożej żywicielki [z kłosami w ręku], jako patronki rolników.

Kapliczka przed kościołem
Przed kościołem w Średniej znajduje się kapliczka skrzynkowa z figurą Matki Bożej Niepokalanej o wysokości ok. 50 cm. Ufundowana była prawdopodobnie ok. roku 1990. Na niskiej podmurówce znajduje się duża oszklona skrzynka wysokości ok.1 m, dach również oszkolny czterospadowy.

Kapliczka z figura Matki Bożej
Za mostem jadąc pod górkę po prawej stronie znajduje się następna kapliczka wnękowa o wysokości ok.4,5 m fundacji rodziny Tomaszewskich prawdopodobnie w okresie międzywojennym. Nie wiadomo z jakie intencji. Na ok. metrowej podmurówce ceglany korpus, wnęka oszklona otwieranym zakończonym lekko półokrągłym oknem, nad nim gzyms ozdobny. Dach siodłowy kryty czerwoną dachówką. Na szczycie mały krzyżyk. Wewnątrz pól metrowa gipsowa figurka Matki Bożej z dzieciątkiem trzymanej na lewej ręce, przed nią mniejsza figura Matki Bożej Niepokalanej.

Krzywa kapliczka
Wydarzeniem roku 1936 był Kongres Eucharystyczny, który odbył się w Przemyślu. Jedna z relacji opowiada o tym jak dziatwa szkolna z nauczycielką z Reczpola udała się wozami [oczywiście z kołami drewnianymi] na główną uroczystość do Przemyśla. Udział w uroczystości był ważny, ale po Kongresie zadaniem dla duszpasterzy i wiernych było rozwijanie kultu Serca Pana Jezusa. Stąd też prawie w każdej miejscowości, przy tej okazji, budowano kapliczkę, w której umieszczano obraz Serca Pana Jezusa z tekstem: Poświęcenie Boskiemu Sercu Zbawiciela Gromady i tu była nazwa miejscowości.
Taką kapliczkę wybudowano w Średniej w górnej części miejscowości, gdzie ludzie żyli w takiej zgodzie, że Rusin razem z Polakami ją wybudowali, jakbyśmy dziś powiedzieli Kapliczkę Ekumeniczną. Zakupili przy tej okazji obraz i poświęcili Gromadę Boskiemu Sercu Zbawiciela. Potwierdzeniem tego faktu jest informacja na karteczkach po prawej stronie obrazu w języku ruskim, po lewej w języku polskim.
Kapliczka w Średnie, typ - murowana wnękowa, wybudowana na planie kwadratu z kamiennym fundamentem i ceglaną nadbudową o wysokości ok. 2,5 m, zwieńczona dachem dwuspadowym, kryta czerwoną dachówką. Przez wiele dziesiątek lat kapliczka była otoczona kultem i opieką mieszkańców tej części miejscowości. Niestety lata płynęły, a dla ozdoby posadzono obok kapliczki świerki, które okazały się dla niej nieszczęściem. Korzenie jednego z nich podniosły ją na tyle, że coraz bardziej się przechylała. W 2019 r. Urząd Gminy z wójtem na czele obiecywał jej remont. Jednak Wojewódzki Konserwator Zabytków nie wyraził zgody na wybudowanie jej od nowa, ale jedynie na remont. Ten problem był ponad możliwości techniczne urzędu. Ale niespodziewanie we wrześniu powoli daszek kapliczki „z niewiadomych powodów” zaczął się walić, a 18 września 2021 "Krzywa kapliczka" w Średniej nie miała już dachu.

O tym fakcie informowałem w piśmie do Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków z prośbą o wyjaśnienie sytuacji. Ponieważ z uzyskanych informacji wynikało, że władze gminne są chętne do remontu, właściciel posesji nie robił przeszkód, ale Wojewódzki Konserwator Zabytków czyni w tej kwestii jakieś przeszkody [Remont, a nie budowa od nowa]. Nie wiem ile było w tym mojej zasługi, ale ostatecznie dość szybko zdecydowano, że kapliczka zostanie rozebrana i postawiona w innym miejscu.

Do prac przystąpiono pod koniec września 2021 r. kapliczkę rozebrano całkowicie. Jednak nie poszło łatwo. Okazało się, że poza dachem pozostała część była w bardzo dobrym stanie. Robotnicy nieźle się napracowali, by ją wyburzyć. Fakt ten potwierdza, że nie dokonano właściwej oceny stanu obiektu i zbyt pochopnie zdecydowano o jej rozebraniu. Ale stało się trudno.

Budową nowej kapliczki na podstawie obszernej dokumentacji podjął się pan Jan Klimko z Reczpol, a pomagali mu Ireneusz Sitniki i Piotr Iwaszko ze Średniej. Kapliczkę na betonowym fundamencie wybudowano przede wszystkim z pustaka. Użyto również część kamieni ze starej kapliczki. Ekipa Budowlana Urzędu Gminy Krzywcza wykonała prace budowlane bardzo solidnie z wiernym odtworzeniem poprzedniej konstrukcji. Zaś prace wykończeniowe, wykonał pan Marcin Wojdyło: tzn. tynkowanie, malowanie, konstrukcja dach, układanie kostki inne prace wykończeniowe. Trzeba dodać, że był wspomagany zachętą i pomocą fizyczną przez mamę panią Irenę Wojdyło, która też przez wiele lat opiekuje się kapliczką. Dach został pokryty odczyszczoną dachówką ze starej kapliczki, a efekt bardzo dobry – wierna replika starej kapliczki. Dla podkreślenia tego na tylnej ścianie obiektu napisano dwie daty 1936 [Napis na starej kapliczce] i 2021.

Na koniec trzeba podziękować Urzędowi Gminy w Krzywczy z panem wójtem na czele, że kapliczka stoi. Również należy podziękować budowniczym, że w szybkim tempie z wielkim zaangażowaniem i pietyzmem przystąpili do jej odbudowy i niech stoi jak najdłużej Ekumeniczna Kapliczka – Bogu na chwałę ludziom na pożytek. Za przekazane informacje i zdjęcia dziękuję pani Iwonie Świgoń.

Krzyż przy drodze
Po lewej stronie drogi od dawna znajduje się krzyż z ozdobnymi ramionach, kiedyś w bardziej ozdobnej formie, a obecnie w skromniejszej. Na nim pasyjka oraz kapliczka skrzynkowa. Wewnątrz dwie figurki Matki Bożej. Krzyż ustawiony w 1966 r. prawdopodobnie z okazji Milenium Chrztu Polski. Następnie nowy krzyż ustawiono w 1994 r. z napisem Pamiątka MB Wędrowniczej. Krzyż fundacji i przed domem rodziny Gaweł.

2012 r.

2025 r.
Kapliczka Serca Pana Jezusa na końcu miejscowości
Na granicy Średnie z Wolą Węgierską po lewej stronie drogi znajduje się niewielka murowana kapliczka typu wnękowego. kryta dachem siodłowym. We wnęce w 1998 r. był obraz Chrystusa ukrzyżowanego, a obecnie Serca Pana Jezusa, przed nim mała gipsowa figurka Serca Pana Jezusa. Kapliczka został wybudowana w latach 90 tych XX w. z fundacji rodziny Tenus.

1998

2025 r.
Kapliczka w lesie
Kapliczka ta znajduje się na terytorium Woli Węgierskiej, ale jest z fundacji Koła Łowieckiego działającego na terenach lasów w Średniej. Powstała ok. 1995 r. jest to kapliczka skrzynkowa wsparta na dwóch pniach drzewa, zakończona strzelistym dachem pokrytym blachą. Skrzynka z ozdobiona ornamentami snycerskimi, wewnątrz gipsowa figurka Matki Bożej Niepokalanej. Pod skrzynką napis: Święta Mario. Módl się za nami.
Kapliczka znajduje się na szlaku do wędrówki pieszej oznaczonym na zielona nazywano Przemysko-Bachórskim. Obok kapliczki wypoczynkowa wiata oraz kamień z tablicą upamiętniająca Leśniczego Leszka Nowaka.

1995
Piotr Haszczyn [2021 r., aktualizacja 2025]





