Uncategorised
Cegiełka na odbudowę kościoła w Babicach
- Szczegóły
Jedna z najcenniejszych pamiątek po dawnych dziejach kościoła w Babicach jest ulotka – cegiełka na odbudowę świątyni parafialnej, która częściowo spłonęła podczas wielkiego pożaru miejscowości 17 kwietnia 1886 r. Wydana zapewne staraniem ówczesnego proboszcza ks. Józefa Karpińskiego, który w ten sposób zbierał finanse na odbudowę świątyni. Zachowało się kilka egzemplarzy tej unikatowej publikacji.
Na niej oprócz historii miejscowości i parafii oraz okoliczności pożaru i historii cudownego obrazu znajdują się dwie grafiki. Jedna przedstawia kościół z tego okresu druga cudowny obraz. I chociaż szczególnie obraz jest wykonany z barkiem podobieństwa do oryginału to są to najstarsze i najcenniejsze wizerunki babickiego kościoła.

Sama cegiełka doprowadziła do wzmożenia kultu obrazu, który był już silny wg. opisu bpa Sierakowskiego w 1744 r. Zapewne publikacja przyczyniła się do tego, że informacja o cudownym obrazie została umieszczona w Przewodniku Chrześcijanina Rzymsko-katolickiego w 1904 r. wśród około 50 sanktuariów maryjnych ówczesnej Polski. W XIX i początkach XX w. do miejscowości przybywali pielgrzymi z bliższych i dalszych okolic oddając się pod opiekę Matki Bożej Babickiej. Szczególnie dużo pielgrzymów przybywała w święto odpustu parafialnego 15 sierpnia na Wniebowzięcie Najświętszej Marii panny. Wtedy do miejscowości ściągały tłumy wiernych: z całej parafii oraz Krzywczy, Huciska, Nienadowej, Dubiecka, Piątkowej, Iskani i wielu innych miejsc. Z Tarnawki na odpust św. Trójcy ks. Proboszcz organizował pieszą pielgrzymkę do babickiego sanktuarium. Tradycja wielkich babickich odpustów oraz kultu wiernych czcicieli Marii w tym wizerunku z poza parafii, zachowała się do lat 70 - tych XX.

Grafika przedstawiająca cudowny obraz

Oryginał ulotki
Oto treść tej ulotki.
Prośba o jałmużnę na spalony Kościół.
Miasteczko Babice nad Sanem, położone na stromej dzielnicy brzegu, na granicy ziemi Sanockiej, należy do najstarszych osad Polski.
W tem to miasteczku zbudował Stanisław z Wiśnicza Kmita, wojewoda Ruski a starosta Przemyski, kościół, który od Macieja Drzewickiego, biskupa Przemyskiego, na dniu 15 Lutego 1508 roku podniesiony został do godności parafialnego. W miejsce tego, czasem i wiekiem podupadłego kościoła, zbudowali w roku 1794 Jerzy i Katarzyna hr. Pinińscy, wspaniały, murowany kościół w stylu odrodzenia, od Eustachego hr. Dembińskiego po roku 1860 odnowiony.
Z dopuszczenia Bożego ten blachą i dachówką kryty kościół, przy pożarze miasteczka dnia 17 Kwietnia 1886 roku zgorzał tak, że prawie wszystko, co ogień zniszczyć mógł: dachy, okna, organy i t. d. zgorzało, dzwony potopniały, facyata wspaniała i część sklepienia spadła; jeden tylko wielki ołtarz ocalał, pomimo, że obok położone okna w szczętem zniszczył ogień — bo tego ołtarza, jako tronu swego, na którym od blisko czterech wieków zasiada, broniła Najświętsza Panna, której obraz łaskami słynący w tym ołtarzu jest umieszczony.
Wśród płaczu i jęków, lud niezważając na niebezpieczeństwo, przystawiwszy drabiny, usiłował zdjąć i ratować ukochany obraz — lecz żadną siłą dokonać tego nie mógł. Z płaczem opuścił ukochaną świątynię. Ale jakaż radość niewypowiedziana ogarnęła serca wszystkich, gdy po stłumieniu pożaru wszedłszy do świątyni gruzami zawalonej, zobaczono nietknięty ołtarz i cudowny obraz!
Skąd pochodzi ten obraz, niewiadomo — wieki bowiem zatarły podania, a kilkakrotne pożary miasteczka i budynków plebańskich stały się powodem zatracenia starych dokumentów. W tych, które pozostały, a mianowicie z generalnej wizyty X. biskupa Szembeka, odprawionej 29 Sierpnia 1722 roku można wyczytać, że było 27 wotów, 3 korony, 31 dyamentów, perły, między temi czarne, serca, krzyże, nogi i t. d. srebrne i złote.
Wizyta zaś X. biskupa Sierakowskiego odbyta osobiście 8 Czerwca 1744 r. nazywa obraz cudownym, ubolewa, że niema spisu odebranych łask, nakazuje nadal spisywać takowe i wspomina, że roku 1743 niejaka Pazia Steciusiowa obrz. gr. ociemniała, a oddając się pod opiekę Najśw. Panny i słuchając Mszy świętej przed tym obrazem odprawionej, wzrok odzyskała. Dalej wylicza 30 z górą wotów, a między temi najnowsze od WWPP. Siarczyńskich i cześnikowej Podolskiej, Ulenieckiej — i wzmiankuje, że lud z bliższych i dalszych stron licznie się gromadzi, by czcić Najświętszą Pannę w tutejszym obrazie i łaski sobie wyjednać.
Przed niedawnym czasem hrabina Wanda Dembińska z Nienadowej, w swoich cierpieniach uciekając się pod opiekę Najśw. Panny w Babicach i doznawszy pociechy, w dowód wdzięczności ofiarowała wotum: krzyż ametystowy na złotym łańcuchu, który we cztery złożony, jako naszyjnik, przypięty jest na obrazie.
I my niegodni słudzy Twoi, Najświętsza Panno, pokornie prosimy Cię, do stóp Twych ze czcią padając, uproś u Syna Twego dla nas nędzarzy tę łaskę, byśmy niemogąc sami, z pomocą i ofiarnością braci, mogli odbudować to miłe Tobie mieszkanie — zniszczony kościół Babicki.
Piotr Haszczyn [październik 2026]
Jeśli doceniasz moją pracę postaw kawę Kliknij
Ks. Andrzej Solecki - kapłan, społecznik i gospodarz
- Szczegóły
Gdy dziś patrzę na dzwonnicę obok krzywieckiego kościoła, obraz Św. Rodziny i Matki Bożej Nieustającej, tabernakulum oraz plebanię, myślę o ks. Andrzeju Soleckim. Nie było w historii krzywieckiej parafii takiego proboszcza, który tak bardzo angażował się w poprawę warunków życia swoich parafian, ale też ludności ruskiej. Nasiąknięty pozytywistycznymi ideałami nie szczędził wysiłków na rzecz oświaty, rozwoju rolnictwa, budowania więzi społecznych, dobrych stosunków między Polakami i Rusinami oraz duchowieństwem greckokatolickim. Budował trwałe struktury organizacyjne, współpracował z ludźmi na płaszczyźnie gospodarczej oraz duchowej. Poznajmy sylwetkę tego kapłana, który tak wiele pozostawił po sobie nie tylko dziedzictwa materialnego, ale również duchowego i społecznego.

Andrzej Solecki [Na zdjęciu obok] urodził się 28 listopada 1859 roku w ówczesnej wsi Posada Dolna, należącej do parafii w Rymanowie (dziś będącej częścią tego miasta). Był synem Pawła Soleckiego, z zawodu kuśnierza, i Józefy z domu Nowotarskiej. Ochrzczony został w tym samym dniu przez ks. Władysława Zaradzkiego w Rymanowie. Rodzicami chrzestnymi byli Jan Kitarski i Katarzyna Solecka. Niewiele wiadomo o latach jego nauki przed podjęciem przez niego decyzji o zostaniu księdzem, ale na pewno musiał ukończyć szkołę podstawową i gimnazjum.
Andrzej Solecki przyjął święcenia kapłańskie 22 lipca 1884 roku w Przemyślu. Nowo wyświęcony ksiądz został skierowany do swojej pierwszej parafii w Rokietnicy. Pracował tam jako wikariusz od 1 września 1884 do 22 lipca 1885 roku. Następnie był wikariuszem w Jarosławiu i zarazem katechetą w tamtejszej szkole etatowej 4-klasowej męskiej. Najprawdopodobniej uczył w tej placówce w latach 1889–1894. W 1887 roku z powodu choroby przerwał na rok swoją pracę parafialną w Jarosławiu. W tym czasie należał do Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie.
W roku 1891 musiał być zauważony przez rodzinę Joczów, która prezentowała go na proboszcza Krzywczy, a biskup nie odmówił. W tym czasie biskupem tym był Łukasz Ostoja Solecki. Nie wiadomo, czy był on rodzinnie związany z ks. Andrzejem Soleckim – raczej łączyło ich tylko nazwisko. Procedura nominacji proboszczów w tym czasie była taka, że kolatorzy [Byli nimi właściciele ziemscy, którzy opiekowali się kościołem, tzw. patroni] prezentowali kandydata, a biskup zatwierdzał nowego proboszcza i kierował na placówkę.
W 1891 roku ks. Andrzej Solecki zaczął pełnić funkcję proboszcza w Krzywczy po ks. Antonim Biegańskim, o którym nie zachowały się źródła pisane.
Jako proboszcz podjął pracę nie tylko na płaszczyźnie duchowej, ale również społecznej. Pod jego opieką duszpasterską były następujące miejscowości: Krzywcza, Kupna, Chołowice, Mielnów, Reczpol, Ruszelczyce, Chyrzyna, Wola Krzywiecka, Średnia. Pracy duszpasterskiej było dużo, ale ks. Andrzej podjął pracę pozytywistyczną w całej parafii.
Jeździł na spotkania powiatowe, gdzie propagowano idee utworzenia Kółek Rolniczych, i był inicjatorem utworzenia tej organizacji w Krzywczy. Lata 90. XIX w. to okres masowego zrzeszania się chłopów z powiatu przemyskiego w celu podniesienia oświaty rolniczej oraz wspólnych zakupów maszyn i nasion. Kółko Rolnicze wraz z czytelnią zostało założone w 1891 r. W tym też czasie skupiało 20 członków. Przy kółku powstał wspólny spichlerz do przechowywania zboża – być może istniał on na terenie gruntów plebanii.
W opozycji do handlu w miasteczku, opanowanego przez Żydów, był inicjatorem utworzenia Sklepiku Katolickiego dla okolicznych mieszkańców.
Pod koniec XIX w. był pomysłodawcą powstania kasy Raiffeisena, która na zebraniu założycielskim 8 III 1908 r. została przemianowana na Kasę Stefczyka. Ks. Solecki został przełożonym zarządu tej kasy. Oprócz mieszkańców Krzywczy kasa służyła ludności zarówno polskiej, jak i rusińskiej z miejscowości: Chyrzyna, Kupna, Reczpol, Ruszelczyce, Wola Krzywiecka.
5 II 1898 r. był inicjatorem powołania czytelni ruskiej Proświty. Dzień ten poprzedziły msze św. zarówno w kościele, jak i cerkwi, i zgromadziły one wiernych i duszpasterzy obu obrządków. Na zebraniu założycielskim Proświty ks. Solecki wygłosił następujące przemówienie:
[…] Zabrał następnie głos ks. proboszcz miejscowy ob. łać. i rzekł do zgromadzonych Rusinów, w tej myśli: "To wszystko, co wam poprzedni mowca obiecywał, wy już macie i wypróbowaliście. Macie czytelnię, do której razem zgromadzaliście się, macie kółko rolnicze, macie katolicki sklepik, macie kasę pożyczkową, macie wspólny spichlerz zboża. To wszystko zakładaliście wspólnie, Polacy i Rusini bez najmniejszej różnicy lub separacyi tak, że nawet w domu ruskim, pod zarządem Rusinów te towarzystwa zostawały; dotychczas nikt zarzutu nie podniósł, że przy udziale Polków i składkami od Polaków przeważnie złożonymi te towarzystwa się zakładały i utrzymywały. Wieki was złączyły razem, pod jednym dachem mieszkacie, na jednym zagonie pracujecie wspólnie, że gdybyś chciał wycisnąć pot z tej ziemi, którą w pracy zrosiliście, nieodgadli byś, czy to jest pot Polaka czy Rusina, a nawet gdyby Was tu wszystkich zgromadzonych anatomicznie rozebrano, nie odróżnisz, która część polska, a która ruska, bo we krwi i kości jest wspólność i łączność Polaków i Rusinów. Dlaczegóż dziś zebraliście się sami Rusini? czegoście z waszych domów polskich żon, dzieci, krewnych, przyjaciół nie sprowadzili? chcecie się odłączyć, rozdzielić, to chyba wypędzicie z waszych domów żony polskie i dzieci polskie; wyrzekniecie się krewnych, wyrzucicie i wyzbądźcie się tego co w was polskiego jest, a wielu was zostanie czystych Rusinów?!! Proszę i zaklikam, nie dzielcie się, nie rozłączajcie, bo zgubę sobie i nam prędzej zgotujecie.
Podziękujcie Panom za czytelnię, ale powiedzcie, że razem z Polakami czytać będziecie, razem i wspólnie w towarzystwach będziecie działać, a Panów proście, aby was swym wpływem i rozumem do tej zgody i jedności zachęcali, bo prawdziwa oświata w miłości poczęta tylko owoc przyniesie […].
Mimo że Rusini niechętnie zapisywali się do czytelni, on sam również wszedł w skład Wydziału Proświty. Prawdopodobnie czytelnia nie istniała długo, gdyż ponownie ją założono w okresie międzywojennym.
Mimo tak dużej pracy pozytywistycznej na terenie parafii nie zaniedbywał swojej gospodarki, kościoła i wiernych. W 1899 r. wybudował murowaną plebanię w stylu neoklasycystycznym, która po przebudowie służy do dnia dzisiejszego. Na obszarze plebańskim wybudował również ok. 150-metrowy murowany budynek zawierający stajnie, stodoły, wozownię i inne pomieszczenia. Gospodarował prawie na 40 hektarach, co wymagało organizacji i codziennego zaangażowania. Te budynki budował ze swoich środków, bo w tych czasach proboszcz sam je finansował. Być może w tych przedsięwzięciach wspierali go Joczowie, właściciele majątku krzywieckiego.

Plebania przed rozbudową
Przy pomocy dworu dbał o dobry stan kościoła. W 1899 r. malarz Walerian Kryciński wykonał polichromie w prezbiterium, a od 1900 r. do dziś ołtarz główny w II kondygnacji zdobi jego obraz Św. Rodziny. Na froncie kościoła zamurowano okna, a w jego wnęce umieszczono figurę św. Jana Bożego, z fundacji dworu, którego nestorem rodu był Jan Jocz. Na cokole figury zachował się napis: Fundat.B.Jocz.

Obraz Św. Rodziny i figura św. Jana Bożego
W pierwszych latach XX w. zakupił do kościoła nowe tabernakulum, które służy do dziś.
W 1904 r. we współpracy z księżmi greckokatolickimi zorganizował imponujące wspólne misje parafialne, w myśl zasady „Dwa obrządki jedna wiara”. Oto ich opis zamieszczony w Kronice Diecezjalnej:
Niezwykłe misje parafialne zorganizował ks. Andrzej Solecki w 1904 r. trwające od 31 VIII do 8 IX włącznie. Pod kierownictwem oo. Redemptorystów z Mościsk rozpoczęły się nauką wstępną. Mimo zimna i deszczu udział wiernych w misjach był bardzo liczny. Przybyła ludność należącą do parafii obydwu obrządków, a także parafianie z Babic, Dubiecka i Birczy. Przychodzili słuchać nauk, spowiadać się. 12 księży spowiadało od rana do późnego wieczora przez 9 godzin, a wszyscy spowiadali się z całego życia, bo potrzeba tego była wielka. Pomagali też w spowiedzi księża obrządku greckiego z Krzywczy i Chyrzynki zaproszeni przez miejscowego proboszcza. Do spowiedzi i komunii przystąpiło 4000 wiernych, wśród nich 2000 Rusinów. Podczas komunii świętej po jednej stronie ustawiali się Rusini, po drugiej Polacy i otrzymywali komunię świętą od swoich. Następnie braterstwo kościelne obydwu obrządków, rozbudzone słowem misjonarzy, zjednoczyło wiernych u stóp Chrystusa w żarliwej modlitwie. A szkaplerz i różaniec św., które wielka liczba ludzi otrzymała, były poświęcone na mszy. Odbyła się również w kościele droga krzyżowa prowadzona przez o. Stykę, a na cmentarzu kościelnym wystawiono krzyż jako pamiątkę prowadzenia misji i jubileuszu. Zakończenie misji wypadło w dniu odpustu parafialnego Narodzenia NMP mszą św. z asystą ks. misjonarzy i przewodnictwem ks. Kanonika Jakuba, dziekana Kapituły Przemyskiej. Po nieszporach odjechali misjonarze, a lud zgromadzony w liczbie 10 000 odprowadził ich z rzewnym płaczem.
Pamiątką po tym wydarzeniu jest obraz MB Nieustającej Pomocy pozostawiony przez Redemptorystów na pamiątkę misji. Związany z odpustem Papieża Piusa X za wieczystą nowennę do MB Nieustającej Pomocy. Z tyłu obrazu jest pieczęć papieska i informacje na ten temat. Po sprowadzeniu tego obrazu istniał jego kult oraz związane z nim łaski, o czym świadczą zgromadzone wota (ponad 80 serc oraz wiele sznurów korali, również krzyżyki i pierścionki). Po kilkudziesięciu latach przerwy Nowenna została wznowiona z inicjatywy ks. Stanisława Sroki około roku 2000 i trwa do dziś. Obraz pierwotnie znajdował się w kaplicy po lewej stronie prezbiterium, od początku wieku przeniesiono go na mensę przed ołtarzem św. Józefa.

Obraz Matki Boskiej Nieustającej Pomocy
W dniu 16 XI 1906 r. przy licznym udziale parafian zawiązano w Krzywczy Związek Katolicko-Społeczny, do którego zapisały się 164 osoby. Przewodniczącym był Bolesław Jocz, właściciel miejscowości. Powołano także Radę Parafialną, która zbierała się trzy razy do roku, zostawiając wolny wstęp dla przysłuchujących się. Na tych zebraniach omawiano sprawy wychowania dzieci, opieki nad sierotami i wybrano osoby zaufane w każdej wiosce, by opiekowały się chorymi i zdawały relację Radzie. Rada Parafialna składała się z 25 członków. Uchwalono też wznowienie spółki oszczędności i pożyczek systemem Raiffeisena. Wysłano jednego członka Rady Parafialnej na kurs do prowadzenia kasy. W celu podniesienia dobrobytu staraniem Rady
W 1908 r. ks. Andrzej Solecki udał się na miesięczny urlop. W tym czasie właściciele Krzywczy – Joczowie dokonali rozbudowy dzwonnicy. Gdy proboszcz wrócił z wypoczynku, dzwonnica była już wyremontowana.

Dzwonnica
W sierpniu 1910 r. do Krzywczy zostały sprowadzone Siostry Franciszkanki Rodziny Maryi i posługiwały w parafii przez 77 lat. Nie wiadomo, czy był jeszcze wtedy w parafii, ale na pewno była to jego inicjatywa, pewnie we współpracy z Joczami.
Jego gorliwa praca zarówno na płaszczyźnie duchowej, jak i społecznej została dostrzeżona przez władze kościelne. W 1901 r. otrzymał Exspositorium Canonicale, od roku 1905 r. był dziekanem dekanatu przemyskiego zamiejskiego, obejmującego siedem parafii. Był nadzorcą duchownych w szkołach ludowych w tymże dekanacie (30 szkół). W 1905 r. odznaczony został przywilejem noszenia rokiety i mantoletu.
Duchowny działał charytatywnie, często składał ofiary pieniężne, m.in. na rzecz Towarzystwa Polskiej Bursy Ludowej w Przemyślu oraz Towarzystwa Powściągliwość i Praca.
W roku 1910 zostaje przeniesiony na probostwo w odległym Bieczu, gdzie został ciepło przywitany. Tam pracował gorliwie przez 16 lat, remontując kościół, rozwijając potencjał parafii, dbając o jej rozwój materialny i duchowy. Zmarł 3 lutego 1926 roku w Bieczu w wieku 66 lat. Pochowany został trzy dni później na tutejszym cmentarzu komunalnym.


Nagrobek ks. Andrzeja Soleckiego w Bieczu
O jego posłudze w Bieczu szeroko opisuje Grzegorz Augustowski w artykule pt. „Uratował dzwon Urban”, dostępnym pod adresem: https://bck.biecz.pl/asp/uratowal-dzwon-urban-,20,artykul,1,223#galeria/2025/ks.-andrzej-solecki-1
Oto fragmenty tego artykułu:
[…] Po 19 latach pełnienia posługi w Krzywczy, w 1910 roku ks. Andrzeja Soleckiego przeniesiono na probostwo do parafii Bożego Ciała w Bieczu. Czekano tam niecierpliwie na nowego pasterza po przeniesieniu ks. Leona Pastora do Parafii Trójcy Przenajświętszej w Leżajsku. Początkowo administratorem (od 22 lutego do 2 sierpnia 1910 roku) był ks. Zachariasz Rychel, który pracował w Bieczu jako wikariusz. Wreszcie 4 sierpnia 1910 roku nastąpiło uroczyste powitanie ks. Andrzeja Soleckiego w naszym mieście. Z tego wydarzenia zachowała się korespondencja prasowa. Oto jej treść: „Parafia biecka od paru miesięcy osierocona po przeniesieniu ks. Pastora na probostwo w Leżajsku, otrzymała nowego proboszcza w osobie ks. dziekana Andrzeja Soleckiego z Krzywczy nad Sanem. To osierocenie parafii, trwające w rzeczywistości parę miesięcy, faktycznie istniało już dłuższy szereg lat, jak to podniósł w swoim przemówieniu przewodniczący komitetu parafialnego, gdyż proboszcz poprzedni, ks. Pastor, zajęty sprawami „państwa i kraju” jako poseł, nie miał czasu na zajmowanie się swoją parafią. Nic też dziwnego, że parafianie z radością przyjęli wiadomość o zamianowaniu proboszczem ks. dziekana Andrzeja Soleckiego, który przez 18 lat spełniał żmudny urząd w Krzywczy nad Sanem. Przybywającego do Biecza proboszcza powitano tłumnie i uroczyście na dworcu. Przemówił burmistrz dr Katyński, odpowiedział w kilku słowach ks. proboszcz. Przed kościołem oczekiwał na przybyłego ksiądz administrator Rychel i w imieniu parafian wyraził radość, że dostają proboszcza, który zajmie się ich sprawami, bo będzie stale tutaj mieszkał i będą go te sprawy obchodziły. Następnie po wręczeniu kluczy od kościoła, wprowadził proboszcza do kościoła, który wypełnił się po brzegi. Nowy proboszcz wygłosił do parafian przemówienie i udzielił zebranym na mocy specjalnego upoważnienia księdza biskupa Pelczara błogosławieństwa. Z kościoła odprowadzili parafianie swego proboszcza do nędznej, ale odmalowanej plebanii, gdzie na zakończenie uroczystości przemówił imieniem komitetu parafialnego przew. ad. dr Maciejowski. Parafianie są zadowoleni, że dostali proboszcza światłego, zacnego i pracowitego, który się nimi zaopiekuje i który z nimi pracować będzie nie tylko nad podniesieniem moralnym, ale także i na polu społecznym; z powodu zaniedbania poprzedników, dużo jest tu do zrobienia.”
W czasie pełnienia urzędu proboszcza ks. Andrzej Solecki angażował się w liczne remonty zabytkowej bieckiej świątyni. Proboszcz poinformował Komisję Centralną Zabytków w Wiedniu, że w latach 1913–1914 wielki ołtarz został odczyszczony z brudu i zabezpieczony przed zniszczeniem przez „robactwo”, tabernakulum pozłocone odpowiednio do ołtarza, a mensa i kamienne schody obniżone o 16 cm, dzięki czemu obraz włoski w ołtarzu został w zupełności odsłonięty. Ponadto stalle w prezbiterium zabezpieczono sublimatem, odczyszczono z brudu, a zniszczone rzeźby odnowiono. Kolejnym przedsięwzięciem był remont dzwonnicy, który miał się rozpocząć w 1914 roku. Ks. Solecki zezwolił wyciąć takie drzewa z lasu parafialnego, które nadawałyby się na rusztowanie, a zazwyczaj nie pozwalał na wycięcie nawet małej gałęzi. Przygotowania trwały w najlepsze, ale prace nie zostały rozpoczęte z powodu wybuchu I wojny światowej. Kapłan wyjechał na jakiś czas z Biecza, ale wrócił po przełamaniu frontu. Działania wojenne w Bieczu i okolicy uniemożliwiły oczywiście jakiekolwiek czynności na polu konserwacji zabytków. Niemniej jednak starano się wykonywać prace zabezpieczające przed dalszą dewastacją, np. naprawiono podziurawiony przez kule dach kościoła.
W 1916 roku wojska austriackie konfiskowały dzwony kościelne. Zajęto się kilkoma bieckimi dzwonami, które zrzucano oknem pomiędzy wciąż stojącym rusztowaniem. Ten akt barbarzyństwa doskonale pamiętał bieczanin Władysław Salamon, który w swoich wspomnieniach pisał o dzwonach „Urban”, „Leon”, „Pius” i „Michał”. Dzwony znał dobrze, gdyż jako ministrant wielokrotnie na prośbę kościelnego dzwonił nimi podczas procesji lub pogrzebów. Tak pisał o wysiłkach ks. Soleckiego na rzecz uratowania dzwonu „Urban”: „Został tylko dzwon Urban i sygnaturka. Dzwon Urban jakoś został uratowany, bowiem ks. proboszcz Solecki wyjaśnił, że dzwon ten ma bardzo dużą wartość zabytkową, jest bardzo stary i byłoby niekulturalnie, aby taki naród jak austriacki w ten sposób obchodził się z wartościami starej kultury. To pomogło, gdyż ten oficer kierujący tą robotą miał się za człowieka kulturalnego”. Dzwon „Urban” pochodził z 1382 roku, ważył 1000 kg i był jednym z najstarszych zabytków ruchomych w Bieczu, Polsce i Europie. Zawieszony w gotyckiej dzwonnicy przy Kolegiacie, dzwonił ponad 500 lat. Najprawdopodobniej wskutek niewłaściwej eksploatacji, 17 maja 1950 roku w wyniku długotrwałego dzwonienia „Urban” pękł. Było to spowodowane naciągnięciem się rzemienia z zawieszonym sercem dzwonu, które uderzało w brzeg. Próby spawania zakończyły się niepowodzeniem, doprowadziły wręcz do dalszego pęknięcia. Obecnie poklejony dzwon ze znacznym ubytkiem i wytopieniem znajduje się w Muzeum Ziemi Bieckiej – w tzw. „Kromerówce”.
Wspomniane wcześniej rusztowanie, postawione z powodu planowanego remontu, stało bardzo długo i rozebrano je dopiero po zakończeniu I wojny światowej, a restaurację będącej w fatalnym stanie kopuły dzwonnicy kontynuowano od 15 sierpnia do 30 października 1923 roku. W miejsce zgniłych belek wstawiono nowe, całą kopułę pokryto gontami, a galeryjkę
W 1924 roku wykonano prace restauracyjne przy sygnaturze na kościele. Naprawiono wówczas blachę miedzianą i najprawdopodobniej umieszczono nowy krzyż z mieczami. Za czasów probostwa ks. Andrzeja Soleckiego dokonano również m.in. renowacji stacji Męki Pańskiej, które były umieszczone wokół kościoła w kapliczkach otaczających go. Duchowny postanowił odnowić je, a pracami zajęli się bracia Elijaszowie – plastycy i rzeźbiarze. Sprawił także piękne, srebrne, pozłacane, skośne, pięcioramienne lichtarze. Te świeczniki używane były wyłącznie przed Monstrancją w czasie uroczystości, a także przy Grobie Pańskim.
Ks. Andrzej Solecki wspomagał bieckie Sercanki, czyli siostry ze Zgromadzenia Służebnic Najświętszego Serca Jezusowego. Murowany budynek przeznaczony na Ochronkę dla biednych dzieci na Harcie, na przedmieściach Biecza, zakupiony został przez biskupa przemyskiego Józefa Sebastiana Pelczara, a gotowy do oddania był w październiku 1919 roku. Siostry zakonne stały się jego właścicielkami, ale oprócz Ochronki miała tam powstać szkoła kroju i szycia dla biednych wiejskich dziewcząt. Proboszcz Solecki pomagał w wyszukiwaniu stolarzy, murarzy i cieśli. Siostry przybyły koleją z Krakowa do Biecza 29 października 1919 roku. Były to trzy profeski i jedna probantka, czyli kandydatka do zakonu. Na stację kolejową w Bieczu duchowny wysłał po nie furmankę. Woźnica załadował skromne bagaże zakonnic, które wolały jednak iść pieszo. Posługę rozpoczęły następnego dnia. Ks. Solecki wraz z proboszczami okolicznych parafii, Ojcami Reformatami i innymi życzliwymi ludźmi wspierał Sercanki finansowo, bo ich początki były niezwykle trudne. Ochronka, czyli Dom Zgromadzenia Sercanek w Bieczu, rozpoczęła działalność 15 listopada 1919 roku. Proboszcz ogłosił z ambony o jej otwarciu i zachęcił do posyłania tam dzieci.
Warto dodać, że ks. Andrzej Solecki uczył krótko katechezy w 5-klasowej szkole żeńskiej w Bieczu, jak również wspierał I Biecką Drużynę Skautową im. Zbója Becza poprzez organizację tzw. „Ognisk”. W lipcu 1917 roku władze diecezjalne mianowały go wicedziekanem (poddziekanem) dekanatu bieckiego. Dziekanem został wówczas ks. Antoni Sos, proboszcz w Gorlicach. W marcu 1924 roku proboszcz Solecki awansował na stanowisko dziekana dekanatu bieckiego. Po rozgraniczeniu diecezji w 1925 roku pozostał w diecezji tarnowskiej. W Bieczu jako proboszcz spędził długich 16 lat.
[…] W 2023 roku, po blisko 100 latach od śmierci zasłużonego kapłana, jego znajdujący się naprzeciwko kaplicy cmentarnej grób, długo będący w kiepskim stanie, został pięknie odrestaurowany. Podobnie uczyniono z sąsiednimi nagrobkami ks. Tomasza Jaszczóra i ks. Stanisława Ziemiańskiego.
Historia ks. Andrzeja Soleckiego pokazuje sylwetkę kapłana, który rozumiał swoją posługę szerzej niż tylko jako sprawowanie obowiązków religijnych. W Krzywczy angażował się w rozwój rolnictwa, oświaty i lokalnych organizacji, wspierał inicjatywy gospodarcze oraz podejmował działania na rzecz współpracy Polaków i Rusinów. Dbał o kościół, plebanię i gospodarstwo, a jednocześnie budował instytucje, które miały służyć mieszkańcom.
W Bieczu kontynuował tę działalność. Podejmował prace konserwatorskie, troszczył się o zabytkową świątynię, wspierał osoby potrzebujące i inicjatywy społeczne. Szczególnym świadectwem jego zaangażowania pozostaje historia dzwonu „Urban”, którego wartość zabytkową potrafił dostrzec i skutecznie obronić w dramatycznych realiach I wojny światowej.
Materialne ślady jego pracy – plebania, wyposażenie kościołów, odnowione zabytki i organizacje społeczne – są dziś częścią historii Krzywczy i Biecza. Równie ważna pozostaje pamięć o jego działalności duszpasterskiej i społecznej, dzięki której ks. Andrzej Solecki zapisał się w dziejach obu miejscowości jako kapłan aktywny, zaangażowany i zatroskany o swoich parafian.
Serdeczne podziękowanie dla Grzegorza Augustowskiego za udostępnienie materiałów.
Źródła:
Augustowski Grzegorz. Uratował dzwon Urban
Echo Przemyskie, nr 12 z roku 1898, s. 2–3.
Haszczyn Piotr. ZARYS DZIEJÓW PARAFII W KRZYWCZY. 1398–1998.
Haszczyn Piotr. 77 lat służby Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi w Krzywczy.
Piotr Haszczyn [wrzesień 2026]
Wydarzenia roku 2026
- Szczegóły
13 września 2026 roku, o godz. 17 w 87. rocznicę tragicznych wydarzeń z września 1939 roku, spotkaliśmy się na cmentarzu w Krzywczy przy grobie żołnierzy, którzy 13 września 1939 roku polegli w obronie Ziemi Krzywieckiej.
W ciszy i zadumie oddaliśmy hołd tym, którzy w pierwszych dniach II wojny światowej stanęli do walki w obronie naszej ziemi i Ojczyzny.
Podczas spotkania odczytaliśmy nazwiska poległych żołnierzy, przywołując każdego z nich z imienia i nazwiska. W ich intencji wspólnie odmówiliśmy dziesiątkę różańca, a następnie zapaliliśmy znicz jako symbol naszej pamięci i wdzięczności.
To było skromne spotkanie, ale właśnie takie gesty mają ogromne znaczenie. Historia Krzywczy to nie tylko daty zapisane w książkach. To konkretni ludzie, ich losy, poświęcenie i miejsca, które mijamy każdego dnia.



Z radością dzielę się finalizacją swojej prawie 30 letniej pracy nad Historią Bitwy Krzywieckiej w dzień w 87 rocznicy tych wydarzeń.
Oddając w ręce czytelników tego e-booka, pragnę nie tylko ocalić od zapomnienia szczegóły taktyczne i przebieg starć z 13 września 1939 roku. Chcę przede wszystkim złożyć hołd tym, którzy na krzywieckiej ziemi przelali krew za wolność Ojczyzny.

18 kwietnia 2026 r. odwiedziła Krzywczę Lilja Bernheim, wraz z tłumaczem, amerykanka z University of Stirling w Szkocji, która zbiera na Podkarpaciu materiały do pracy doktorskiej. Oprócz historii miejscowości Lilje interesuje wątek ziół w życiu niegdyś wielokulturowej Krzywczy. Efekty jej pracy być może poznamy za kilkanaście miesięcy.

30 III 2026 odwiedziła Krzywczę Elżbieta Magnuszewska z córką i wnukiem oraz jej rodzina z Kalisza. Goście przybyli z Chicago w USA, aby dopełnić obowiązku pamięci o swoich przodkach, głęboko skrywanej w sercu pani Elżbiety. Na cmentarzu postawiony został pamiątkowy pomnik dla Henryka Magnuszewskiego ojca p. Elżbiety, który został zabity przez UPA podczas podróży na Górze Koryteńskiej tuż po wojnie.
Na tablicy pamiątkowej została wyryte słowa „Żyłem z Wami cierpiałem i płakałem a nikt nie był mi obojętny - wygnaniec z Kalisza” to parafraza wiersza J.Słowackiego „Testament mój”. Te słowa zostały napisane przez Henryka na odwrocie zdjęcia, które tuż przed śmiercią podarował rodzinie Wolańskich. Pomnik poświęcił proboszcz parafii ks. Janusz Wilusz w obecności delegacji mieszkańców Krzywczy. Wzruszenie, łzy spełniania, dopełnienie obowiązku pamięci były udziałem tej krótkiej uroczystości.
Pani Elżbieta odwiedziła również dom, w którym się urodziła w 1944 r. i gdzie jej ojciec otworzył Restaration H.Magnuszewski, a obecnie mieści się Punkt Apteczny. Od kilkunastu lat na tablicy umieszczonej na ścianie jest historia budynku wraz z czasem kiedy „wygnaniec z Kalisza” założył restaurację po której pozostało pamiątkowe zdjęcie. To kolejna moja „mapa do serca wspomnienia”.


W menu e-booki https://www.krzywcza.eu/index.php?option=com_content...
ukazała się publikacja wykonana pod kierunkiem p. Wilhelminy Skubisz pt. Przyśpiewki weselne wsi Babice i Skopów. Jest to zbiór kilkudziesięciu przyśpiewek zebranych przez uczniów Szkoły Podstawowej w Babicach w roku 1985 r. Starałem się, by publikacja była wierna oryginałowi doceniając wkład pracy i zaangażowanie w nią pani Wilhelminy Skubisz Strażniczki Babickiej Pamięci, która zmarła 1 lutego 2026 r., i której dedykuję to wydanie.

18 stycznia Prezentowane poniżej opracowanie historii Babic to przedruk z Encyklopedii do krajoznawstwa Galicji Antoniego Schnaidera z roku 1873. Autor był lwowskim badaczem historii. Marzeniem jego życia było opracowanie encyklopedyczne wszystkich miejscowości w Galicji. Przez wiele lat zbierał materiały i wydał drukiem miejscowości zaczynające się od A do B. Niestety publikacja nie spotkała się z szerokim zainteresowaniem czytelników z tego powodu popadł w depresję i ostatecznie popełnił samobójstwo.

O rewolucji, flisackim retmanie i o zabytkach
- Szczegóły
17 stycznia 1968 r. w Życiu Przemyskim ukazał się artykuł Zbigniewa Wawszczaka pt. Wszystko o Babicach - o rewolucji, flisackim retmanie i o zabytkach. Ciekawy portret Babic i okolicznych miejscowości wart jest prezentacji.
Piotr Haszczyn [sierpień 2026]
WSZYSTKO O BABICACH
Kiedyś były ponoć miasteczkiem. Obecnie są siedziba Prez. GRN. któremu obok Babic podlegają wioski: Bachów i Skopów. W sumie gromada liczy 2 305 mieszkańców. W tym Babice — 800, Bachów — 915, Skopów — 590. Za najbogatszą i najlepiej wywiązującą się z obowiązkowych dostaw uważana jest wioska Bachów, następnie Skopów i Babice. W tej ostatniej 50 proc. gospodarstw prowadzą ludzie starzy, których dzieci nie poszły śladami ojców i wyemigrowały z rodzinnej miejscowości. Inną przyczyną dość niskiego poziomu gospodarki rolnej w Babicach jest teren górzysty, który nie pozwala na stosowanie w szerokim zakresie maszyn rolniczych. Podobne trudności terenowe ma również pobliski Skopów. We wszystkich trzech wioskach znajdują się kółka rolnicze, w Bachowie i Skopowie posiadają one po dwa ciągniki.
INWESTYCJE
Po wyzwoleniu do najważniejszych inwestycji na terenie gromady należą: w roku 1952 szkoła w Babicach — Połankach, wodociągi w Babicach (rozpoczęcie prac w roku 1953). w latach 1953/54 ulepszenie w czynie społecznym drogi w Babicach — Połankach. Elektryfikacja Babic około roku 1957, rozbudowa szkoły w Babicach w roku 1964, dom strażaka w Skopowie w roku 1966. ułożenie chodników i zaprowadzenie kanalizacji w Babicach w roku 1967.
W roku 1968 nastąpi elektryfikacja Bachowa, zaś Skopów z tą inwestycją musi zaczekać do roku 1970. W Babicach chętnie przystąpiono by do budowy domu kultury, lecz przedtem konieczne jest porozumienie z władzami konserwatorskimi, a nawet uzyskanie zezwolenia z Ministerstwa Kultury i Sztuki. Gminna Spółdzielnia z Dubiecka włączyłaby się do kosztów budowy w zamian za umożliwienie jej zwiększenia ilości placówek handlowych. W roku 1968 opracowany zostanie kosztorys szkoły w Bachowie.
CIEKAWOSTKI
Mieszkańcy Babic posiadają 56 ha lasu stanowiącego mienie gromadzkie. Opowiadają, że ich pradziadowie w czasach pańszczyźnianych chodzili, jak to normalnie bywało. do lasu po susz, Któregoś dnia pan dziedzic doszedł do wniosku że bardziej mu się będzie opłacało jeśli odda chłopom w użytkowanie określoną część lasu. Wkrótce jednak zmienił decyzję, ale było już za późno. Chłopi skierowali protest do sądu. Procesowali się aż we Lwowie i — o dziwo! — proces wygrali. Kosztowało to jednak wiele wyrzeczeń. Każdy ciężko zapracowany, chłopski grosz wędrował do kieszeni pośredników i urzędników sądowych.
*
Najstarszym mieszkańcem Babic jest Franciszek Błoński urodzony w roku 1885, który podobno do dzisiejszego dnia nie zna smaku aspiryny.
*
„Etatowym” drużbą nazwać można Augusta Bargiela z Bachowa, który 30 razy był wodzirejem na weselach.
*
Najdłużej nie zmieniał miejsca pracy nadzorca drogowy Stanisław Płowy, który przepracował w swoim zawodzie 21 lat.
O rewolucji, flisackim retmanie i o zabytkach
W Babicach przetrwały w ustnej tradycji nazwy pewnych części wioski, które noszą miana dość oryginalne, a mianowicie: Rzym, Pasternik, Koci Zamek, a także pojawiła się dzielnica Nowy Świat, gdzie dopiero od niedawna stanęły zabudowania gospodarskie.
Codziennie rano śpiewaliśmy „Boże caria chrani”, a tego dnia zmiarkowaliśmy, że coś się stało, bo rankiem słychać było tylko jakieś okrzyki, wielkie wybuchy radości.. — Dziadek dobiera słowa powoli, z namysłem, jak gdyby szukał ich kędyś daleko. Bo rzeczywiście, odległości są tu niemałe w pojęciu geograficznym, a także w upływie pięćdziesięciu lat, które dzielą Franciszka Błońskiego od chwili, kiedy jako „plennyj” cesarsko-królewskiej armii znalazł się na stacji Bałagoje, gdzieś w rejonie Pskowa, Codziennie wraz ze swymi współtowarzyszami z „13 roboczej roty” udawał się do roboty na „żelazną drogę”.
A tego ranka właśnie, o którym wspomina dziadzio, już nikt nie popędzał ich do roboty. Żołnierze wytaszczyli gdzieś z magazynu beczkę wina i głośno wyrażali swą radość z powodu upadku znienawidzonego cara.
Tak się zaczęła rewolucja — konkluduje Błoński. Dziadzio jest malutki, zaledwie go widać zza stołu. Okrągły, łysawa głowa, pobrużdżona, blada twarz, wyblakłe oczy, w których migają iskierki uśmiechu. Kiedy weszliśmy do niskiej, drewnianej izby, dziadzio odłożył staroświeckie okulary, zamknął książkę pióra Kazimierza Przerwy Tetmajera i zaczął się bacznie przyglądać przybyszom. Rychło rozpoznał charakterystyczną sylwetkę przewodniczącego Początka, uśmiechnął się i łaskawiej spojrzał na mnie. A później się rozgadał. Opowiadał wiec, nie szczędząc drobiazgowych szczegółów, o swym pobycie w obozach jeńców imperium carskiego, chwalił swobodę, jaką im „plennym”, przyniosła rewolucja, wspominał jak wspólnie z miejscowymi , ludźmi urządzał w owym Bałsgoje koncert na rzecz wdów i sierot po poległych żołnierzach rosyjskich. Ale najmilsze sercu dziadka były wspomnienia z zabaw, na których wytańczył się ile sił starczyło ze ślicznymi dziewczętami rosyjskimi.
W czasie, kiedy dziadzio peroruje zapamiętale, rozglądałem się , po izbie. Na ścianach pod sufitem: tradycyjne oleodruki z wizerunkami świętych i zdjęcia rodzinne. Stare sprzęty, skrzynia ludowa z zatartymi śladami jakichś malowideł. Sympatyczny stary człowiek, stary dom.
Ale nie tylko u dziadka Błońskiego tyle starzyzny. W wielu domach, uznanych za zabytkowe, znajdują się również dawne meble, stare skrzynie. Te ostatnie nie tyle ludowe, co amerykańskie. Bo prawie z każdej chałupy w Babicach jechał ktoś do Ameryki, za chlebem. Pozostały nadgryzione przez „ząb czasu" kufry, świadectwo pewnego rozdziału historii, zresztą nie tylko nadsańskiego miasteczka, ale i całego kraju.
— W sam raz eksponaty dla jakiegoś tutejszego muzeum! — dochodzimy do zgodnego wniosku z przewodniczącym GRN, Tomaszem Początkiem, który towarzyszy mi w wędrówce po wiekowym miasteczku.
Ale to jeszcze dość odległa przyszłość. Wprawdzie gromadzi się już środki na dom kultury, w którym znalazłaby się sala widowiskowa, izba pamiątek i może ośrodek zdrowia. Rozpoczęcie budowy przewidywane jest dopiero za kilka lat, na razie trzeba załatwić ostatecznie lokalizację. Władze konserwatorskie doradzają, aby budować na środku obszernego rynku, który już dawno stracił swoje handlowe przeznaczenie i jest to chyba projekt do przyjęcia.
Przyznam się bez ogródek, że właśnie zabytki sprowadziły mnie tutaj. Kiedyś, jadąc z Przemyśla do Dubiecka, ujrzałem właśnie na rynku w Babicach taki oto obrazek: stary, walący się domek, z ogromną dziurą w gontowym dachu, tylko na bielonej, drewnianej ścianie uparcie trzyma się czerwona tabliczka z napisem: Ministerstwo Kultury i Sztuki, obiekt zabytkowy...
Przyjechałem do Babic po paru miesiącach od tamtego momentu. W grudniowy, pochmurny dzień wysiadam na rynku. Sytuacja w niczym nie uległa zmianie. Jedynie dziura w dachu jest coraz większa, a w Prezydium GRN przewidują, że skoro tylko spadną duże śniegi, to cały zabytek przestanie istnieć. Dom starej Prokopki należy do sporej gromadki spadkobierców, rozrzuconych po różnych stronach Polski. Podobno dogadali się oni między sobą i chcieli ruderę rozebrać, aby ją sprzedać. Ale nie wolno im tego uczynić, dom jest zabytkowy. Sytuacja taka nie jest w Babicach wyjątkowa. Podobnych domów, uznanych przez władze konserwatorskie za cenne obiekty, jest ponad 10. Niektóre trzymają się zupełnie dobrze, ale część spośród nich ledwie stoi.
Właściciele chcą budować nowe, obszerniejsze i trwalsze domy z cegły i pustaków. I tu potykają się o zakaz. Taki na przykład Jan Gąska. Pisał do Ministerstwa Kultury i Sztuki zażalenie. Właśnie nadeszła odpowiedź, która jednak niewiele wyjaśnia. Dach trzyma się jedynie na słowa honoru, wspierające go belki prawie zupełnie spróchniały Dach ten jednak kryje jedną z tajemnic tutejszego, tradycyjne go budownictwa. Gdy wraz z Gąską wspinam się po drabinie na stryszek, stwierdzam ze zdziwieniem, że nie ma tu tak istotnego elementu, jak komin. Gąska pokazuje mi wystający z podłogi niewysoki kwadratowy słup, otynkowany, z poczerniałym od sadzy otworem. To właśnie zastępuje komin, dym rozchodzi się po strychu i przez szpary w gontach wydostaje się na zewnątrz.
— To się nazywa u nas baba! Jako kompletny laik wpadam w jeszcze większe zdumienie. Bo tu właśnie, na stryszku Gąski, kiedy spomiędzy gontów przebłyskuje szparami ołowiane nie- bo, przypomniałem sobie, iż stare domki w Babicach nie mają kominów. Dlaczego jednak owe urządzenia; zastępujące kominy, nazywane są tutaj babami? Może ma to jakiś związek z nazwą miasteczka, która ma taki sam wspólny rdzeń.
Nie dysponując żadnym źródłem drukowanym, zetknąłem się na miejscu z rozmaitymi hipotezami, dotyczącymi początków osady. Proboszcz tutejszy poinformował mnie, że, jak wynika z lektury dawnych sprawozdań, Babice założył magnat Kmita; natomiast sekretarz Prez. GRN powołał się na miejscową tradycję, która początki osady wiąże z flisactwem. Od niepamiętnych czasów San wykorzystywany był tutaj jako dogodny szlak komunikacyjny. Z Karpat spławiano przede wszystkim drewno, podobnie zresztą, jak i dziś jeszcze. Kiedyś, przed wiekami, jeden z flisackich retmanów zatrzymał się wraz ze swymi ludźmi na wyniosłym brzegu Sanu, aby wypocząć. Miejsce to tak mu się podobało, że założył tu stałą osadę. Retman ów nazywał się Babicz, stąd Babice...
Miasteczko nie posiada tak bogatej historii jak pobliskie Dubiecko czy sąsiednia Nienadowa; nie spędził tu dzieciństwa Aleksander Fredro, ani też nie urodził się Ignacy Krasicki. Podobne są tylko przyczyny rozwoju osady. Leżała ona — tak samo jak Dubiecko i Krzywcza oraz inne miejscowości — w dolinie Sanu, przy starym trakcie węgierskim, tędy pędzono stada bydła. Jeszcze przed I wojną światową tu właśnie, w Babicach, odbywały się wielkie targi końmi. Później zmienił się układ dróg handlowych. Nie ma już dawnych jarmarków ,„Dzisiaj nawet nie bardzo tu wiedzą, kiedy Babice utraciły prawa miejskie. Po prostu były i nie ma. Ale rodowici babiczanie zawsze przecież uważają się za coś lepszego od chłopów, mieszkańców pobliskich wsi, gdyż osada posiada miejski układ urbanistyczny: na rynku założono w czynie społecznym chodniki, są tu również wodociągi. Zapewne potomkowie legendarnego retmana flisackiego Babicza, mając kłopoty z wodą, wpadli na pomysł, aby sprowadzić ją ze wzgórza, wyrastające go ponad miasteczko. Do 1954 r. w Babicach funkcjonował drewniany wodociąg. Społeczeństwo miejscowe idąc z postępem czasu postanowiło własnymi siłami unowocześnić go. Wydobyte drewniane rury — świder, służący do drążenia kloców, zachowany w dobrym stanie pretenduje do miana głównego zabytku przyszłej izby pamiątek. W ich miejsce założono żelazne. Teraz już można było doprowadzić wodę do poszczególnych domów. Ten wielki zryw społecznej inicjatywy upamiętniono na fotografiach, sporządzono duży album.
Konserwator wodociągów, Bolesław Pytlowany, prowadzi nas wraz z prezesem do swego domu. To ja zaproponowałem tę wizytę, chciałem bowiem obejrzeć łazienkę. Konserwator — to jedyny w Babicach —pracownik techniczny. Jego gospodarstwo prezentuje się interesująco: świeżo otynkowany domek, również nowo wzniesiony, solidny budynek gospodarczy. Taki właśnie domek, to ideał, o którym marzą mieszkańcy starych, zabytkowych domostw. Łazienka pana Bolesława jeszcze niezupełnie wykończona, ale najważniejsze, że jest ona bodajże pierwszą w prywatnym domu, nie licząc szkoły i plebanii.
Jeszcze pobieżna wizyta w szkolę. Chciano mi ją koniecznie pokazać. Idziemy więc obok białej bryty wczesnobarokowego, zapewne XVII wiecznego kościółka. Tuż obok -niego masywny gmach szkoły podstawowej. I tutaj dostrzec można inicjatywę społeczeństwa: szkołę wydatnie rozbudowano w czynie społecznym. Umieją tu widocznie mobilizować ludzi do pracy społecznej, ma w tym niewątpliwie swój udział spora, bo licząca 30 członków organizacja partyjną. Pobieżne oględziny dużej Sali gimnastycznej, klasopracowni, pozwalają mi rychło zrozumieć intencję gospodarzy, Chcieli się pochwalić swoją szkołą, panuje tu porządek: starannie wyfroterowane parkiety, czyste toalety z bieżącą wodą (zasługa wodociągów).
W oparciu o szkołę powstał niedawno zespół muzyczny i chór. Kieruje nim nauczyciel Zdzisław Kuncelman. Zespół ten to wielka nadzieja Gromadzkiej Rady Narodowej, która wsparła go zakupem instrumentów.
Jak gdyby dla kontrastu wstępujemy jeszcze do jednego ze starych domków na rynku. Ciasna izdebka już na pierwszy rzut oka zdradza ubóstwo jej mieszkańców. Izdebkę tę zajmuje wraz ze swą rodziną Leopold Mikuś, inwalida wojenny, mistrz koszykarski. Stracił nogi w czasie I wojny, dostaje rentę. Która jednak nie wystarcza na wyżywienie rodziny, więc dorabia sobie wyplataniem różnych koszyków. W paru domach widziałem oryginalne ramy na obrazy, umywalki, a nawet wiklinowe łóżka. To wszystko dzieło jego sprawnych rąk.
Po zapoznaniu się ze sprawami miasteczka doszedłem do przekonania, że problemem wymagającym natychmiastowego rozwiązania — są owe słynne zabytki. Rozumiem intencję urzędu konserwatorskiego, który przed laty sporządził rejestr zabytkowych, drewnianych domów. Nie mam zamiaru kwestionować urody spadzistych, gontowych dachów, oryginalny sposób wiązania zrębowego, charakterystyczne „baby” kominowe — przykład ginącej już architektury małomiasteczkowej. Niemniej jednak pierwotna koncepcja konserwatorska, zakładające zachowanie całego otoczenia rynku jest niemożliwa do utrzymania. Z tej prostej przyczyny. że wymagałoby to ogromnych nakładów. Uratować należy dwa, trzy obiekty. Nie łudźmy się, życie ma swoje prawa. Część domów zabytkowych uległa już zniszczeniu, po prostu rozpadła się być może nawet przy pomocy ich właścicieli, którzy zbudowali sobie na tym —miejscu nowe budynki. Taki los może spotkać również pozostałe.
Teraz zima, miasteczko jest senne i ciche, Warto przyjechać tu latem. Z wyniosłego brzegu, który- przenikają głębokie jary schodzi się do Sanu. Obok miasteczka, w kotlinie, rozciąga się obszerny park., otaczający dawny dwór.
Więc chyba przyszłość Babie leży w turystyce? Uroki tutejszego krajobrazu nie zawiodą najbardziej wybrednych, Warto zasugerować gospodarzom, aby więcej myśleli o korzyściach, jakie może dać miasteczku turystyka. Stoi w rynku stara karczma, w której sieni zajezdnej zmieściłoby się kilka samochodów. Kiedyś było tu rojno i gwarno, zaglądali kupcy, flisacy, przyjeżdżały z pobliskich —wsi wesela. Jedna z uliczek nazywa na jest do dziś „ulica przy muzyce", bo tamtędy właśnie ciągnęły barwne korowody weselne. Może udałoby się przywrócić pierwotne przeznaczenie starej karczmy, - choć flisacy i kupcy nie będą już z niej korzystali:
Turyści jednak — którzy odwiedzają coraz częściej nasz region — na pewno byliby zadowoleni z atrakcyjnego schroniska.
ZBIGNIEW WAWSZCZAK
Fot. T. Z.
Jeśli doceniasz moją pracę postaw kawę Kliknij
Jak w Krzywczy zakładano Proświtę
- Szczegóły
Artykuł z Echa Przemyskiego z roku 1898 opisuje, jak w Krzywczy zakładano czytelnię Proświta. Całodzienna uroczystość zgromadziła zarówno Polaków, jak i Rusinów zwykłych chłopów, jak również duchowieństwo obu obrządków. Na uwagę zasługuje postawa proboszcza rzymskokatolickiego z Krzywczy Andrzeja Soleckiego, który w latach swojej posługi w Krzywczy działał na polu polepszenia bytu społeczeństwa Krzywczy bez względu na wyznanie. W artykule zachowano oryginalną pisownię.
Piotr Haszczyn [sierpień 2026]

Zdjęcie ks. Andrzeja Soleckiego ze zbiorów pana Grzegorza Augustowskiego
Krzywcza, dnia 5. lutego 1898.
Dzień 5. lutego b. r. był świątecznym dla mieszkańców Krzywczy ob. gr. kat., gdyż z rana salwami z moździerzów zapowiedziano otwarcie czytelni ruskiej Proświty i przyjazd w tym celu pp. adwokata Kormosza i prof. Prejmy z Przemyśla. Ludność ruska z wszystkich wiosek zgromadziła się w świątecznym ubraniu na nabożeństwie w cerkwi, dawano salwy z moździerzów, że aż domy się trzęsły. Zgromadzenie miało się odbyć na plebanii ruskiej o godzinie trzeciej po południu, na które zaproszono w sam dzień i miejscowego proboszcza łacińskiego, a przybyli też i z. sąsiednich parafii ks. proboszczowie ob. gr. kat. z Chyrzynki i Skopowa i oczekiwali przybycia Panów z Przemyśla na otwarcie czytelni. Lud stał na rynku i ulicach, wyglądał przybycia tych Panów i obiecywał sobie, że to będzie coś w rodzaju wieców, a dając folgę swym uczuciom, gdy nadjeżdżali Panowie z Przemyśla, dwa razy na wiwat z moździerzów dał salwy. Możeby i do jakiej hecy narodowej przyszło, ale widzieli komisarza c. k. Starostwa i żandarmeryę miejscową po ulicy chodzącą, więc w spokoju zgromadzono się na ruskiej plebanii.
Przewodniczącym zgromadzeniu wybrano adwokata Kormosza, który w przemówieniu swem wykazywał cel i dobro strony założenia Czytelni. Wspomniał z naciskiem, że zgromadzać się teraz władze zabrania, że ludzie mając czytelnię mogą swobodnie naradzać się wspólnie nad tem, co im dolega, że w łączności silni będą, a nikt im zabronić zgromadzać się, ani do czytelni wstępu inoć nie może, nie będąc członkiem, bo nawet samego wójta za drzwi „wykinąć mogą”. Na to trochę za śmiałe powiedzenie c. k. komisarz zwrócił mówcy uwagę, że wójt w urzędowej misyi ma wstęp do czytelni, że wobec radykalnych prądów depcących powagą władzy wszelkiej, a w szczególności wójtów, niestosownie tak wójtów poniżać. Wykazywał dalej p. Dr. Kormost pożytki z czytelni, że przez nią oprócz oświaty i materialnie mogą byt swój polepszyć, zakładając sklepik, kasę pożyczkową i szpichlerze zboża. Słowa te trafiały do przekonania zgromadzonych, a pewniejszy, by skutek odniosły, gdyby zamiast obietnicy polepszenia bytu materialnego, rozdano z pareset reńskich na miejscu.
Zabrał następnie głos ks. proboszcz miejscowy ob. łać. [Andrzej Solecki] i rzekł do zgromadzonych Rusinów, w tej myśli: To wszystko, co wam poprzedni mówca obiecywał, wy już macie i wypróbowaliście. Macie czytelnię, do której razem zgromiadzaliście się, macie kółko rolnicze, macie katolicki sklepik, macie kasę pożyczkową, macie wspólny szpichlerz zboża. To wszystko zakładaliście wspólnie, Polacy i Rusini bez najmniejszej różnicy lub separacyi tak, że nawet w domu ruskim, pod zarządem Rusinów te towarzystwa zostawały; dotychczas nikt zarzutu nie podniósł, że przy udziale Polaków i składkami od Polaków przeważnie złożonymi te towarzystwa się zakładały i utrzymywały. Wieki was złączyły razem, pod jednym dachem mieszkacie, na jednym zagonie pracujecie wspólnie, że gdybyś chciał wycisnąć pot z tej ziemi, którą w pracy zrosiliście, nieodgadbyś, czy to jest pot Polaka czy Rusina, a nawet gdyby Was tu wszystkich zgromadzonych anatomicznie rozebrano, nie odróżnisz, która część polska, a która niska, bo we krwi i kości jest wspólność i łączność Polaków i Rusinów. Dlaczegóż dziś zebraliście się sami Rusini? czegoście waszych domów polskich żon, dzieci, krewnych, przyjaciół nie sprowadzili? chcecie się odłączyć, rozdzielić, to chyba wypędzicie z waszych domów żony polskie i, dzieci polskie; wyrzekniecie się krewnych, wyrzucicie i wyzbądźcie się tego co w was polskiego jest, a wielu was zostanie czystych Rusinów?!! Proszę i zaklikam, nie dzielcie się, nie rozłączajcie, bo zgubę sobie i nam prędzej zgotujecie.
Podziękujcie Panom za czytelnię, ale powiedzcie, że razem z Polakami czytać będziecie, razem i wspólnie w towarzystwach będziecie działać, a Panów proście, aby was swym wpływem i rozumem do tej zgody i jedności zachęcali, bo prawdziwa oświata w miłości poczęta tylko owoc przyniesie.
Słowa te trafiły do serc zgromadzonych i jednogłośnie odezwali się, że razem pozostaną, a rozłączać się nie myślą. Nie wiem czy tak samo zrozumieli założyciele czytelni, dość że żaden nie odezwał się z uznaniem i zachętą do jedności i wspólności, od których szczęście zawisło. Przemawiał jeszcze p. prof. Prejma i na myśli mając tylko ruską oświatę, w gorących wyrazach i uczuciowych przykładach do miłości ruskiej ziemi, ruskiej oświaty zachęcał.
Zaczęły się wpisy do czytelni Proświty; ani setna część z obecnych Rusinów nie wpisała się, ale cichaczem wynosili się z izby. Wpisywali się za przykładem swego proboszcza i Polacy obecni. Wybrano wydział, do niego ! ani jednego Polaka nie wzięto, dopiero musiał się upomnieć o to proboszcz łaciński, że w ten sposób nie pojmuje łączności i do zebranych się odwołał, którzy go do wydziału czytelni Proświty prosili wpisać. Za to chciał ks. proboszcz ruski wystąpić z wydziału, czego jednak nie przyjęto. W ruskiej czytelni Proświty jest przecież miejsce i dla Polaków, bo oświata różnicy narodowej nie zna, bo Towarzystwo Proświty przez Sejm zasilano funduszami, tak z polskich jak i ruskich podatków. Na zakończenie zgromadzenia podniósł ks. proboszcz łaciński gorliwość i trudy Panów czytelnie zakładających i prosili zebranych, aby zaśpiewano „Mnohaja lita“
Jeśli doceniasz moją pracę postaw kawę Kliknij
Czarniecki Michał
- Szczegóły
Jeżeli w Krzywczy komuś należy się pomnik to byłby to Michał Czarniecki. Jego działalność na rzecz wolnej Polski okupiona męczeństwem i śmiercią zasługują na najwyższe słowa uznania. Ale jego pamięć w społeczeństwie krzywieckim trwa. W 2014 r. przy pomniku Obrońców Krzywczy 1939 – 1946 umieszczono na tablicy pamiątkowej następującą inskrypcję:
Dowódca Placówki Armii Krajowej Krzywcza –Krasiczyn.
Zamordowany przez Niemców 1.05.1944
Michał Czarniecki.
Kilka lat temu na cmentarzu w Krzywczy w miejscu, gdzie spoczywa jego żona Weronika rodzina ustawiła tablicę pamiątkową o treści:
Michał Czarniecki ur.12.08.1901 zm.27.05.1944
Żołnierz, uczestnik walk w obronie Przemyśla i Lwowa w 1918 r. wojny Polsko-Bolszewickiej w 1920 r. Kampanii wrześniowej 1939 r.
Organizator i dowódca AK ps. :"Michał" "Rokita" placówki nr 4 Klara Krzywcza- Krasiczyn.
Rozstrzelany przez gestapo w więzieniu na Montelupich w Krakowie

Tablica na Pomniku Obrońców Krzywczy Pamiątkowa tablica na cmentarzu w Krzywczy
Ale poznajmy jego losy. Michał Czarniecki urodził się w Krzywczy 12 sierpnia 1901 r. w rodzinie Jakuba i Marii Czarnieckich. Jego matka pochodziła z niedalekiej Brzuski skąd pochodziła jego babka Maria Szewczyk córka Michała i Anny ur.12 września 1866 r. Około roku 1924 r. Michał żeni się z Weroniką Pantołą ur. 29 sierpnia 1902 zm. 14 lipca 1976. Z tego związku Elżbieta Janina ur.19 listopada 1925 r. zm.16 październik 2021 r. i Zbigniew ur. 5 czerwca 1927 r. zm. 15.05.2006 r. Początkowe Czarneccy mieszkali w Krzywczy w domu w północnej pierzei rynku [Obecnie na tej działce stoi sklep ogrodniczy].

Weronika Pantoła i Michał Czarniecki
Michał miał starszą siostrę Józefę ur.17.12.1890 r. zm. 08.04.1976 r., która ok. roku 1911 wyszła za mąż za dróżnika Jana Sobola syna Michała i Cecylii z d. Przybytowska ur. 6 czerwca 1886 r. Z tego związku narodzili się: Antoni, Józef, Bronisław, Stanisław, Janina, którzy mieszkali również w Krzywczy na Blichu.
Michał Czarniecki prawdopodobnie uczęszczał do szkoły powszechnej w Krzywczy. Trafił do wojska prawdopodobnie zgłaszając się na ochotnika. Jako 17 letni młodzieniec brał udział w walkach z Ukraińcami o Przemyśl i Lwów. Następnie brał udział w wojnie z bolszewikami 1919-1920. W 1928 r. został odznaczony Krzyżem brązowym zasługi – nadawany przez władze II RP za zasługi dla państwa. Niewątpliwe te zasługi musiały być duże i dobrze udokumentowane. W 1929 r. odznaczony Medalem Polska Swemu Obrońcy. Odznaczenie to było przyznawane osobom, które walczyły o niepodległą Polskę w latach 1918-1921. Nie są jednak znane okoliczności tej służby. W 1929 r. odznaczony został również medalem 10 lecia Odzyskania Niepodległości. Medal ten przysługiwał obywatelom, którzy w okresie od 11 listopada 1918 roku do 11 listopada 1928 roku pełnili nienagannie służbę państwową – wojskową, cywilną lub służbę samorządową. Otrzymał również odznaczenie Gwiazda Przemyśla.

Potwierdzenie otrzymania odznaczeń
Zapewne po wojnie bolszewickiej zostaje żołnierzem zawodowym, być może w Przemyślu. Od 1 stycznia 1933 r. zostaje przeniesiony do Grodna do 2 Dywizjonu Artylerii Przeciwlotniczej, gdzie pełni funkcje szefa 1 baterii w stopniu ogniomistrza [Odpowiednik sierżanta]. 1 IV 1935 r. awansowany do Starszego Ogniomistrza rzeczywistego artylerii. Otrzymuje pozwolenie na noszenia pistoletu pistolet Mab kaliber 7.65.
W Grodnie pełni służbę wojskową doskonaląc swoje umiejętności. Na szczególną uwagę zasługuje jego dbałość o kondycję fizyczną. W 1934 r. zdobywa brązową Państwową Odznakę Sportową, w 1937 srebrną, a w 1938 złotą odznakę nadaną przez Wojewódzki Komitet Wychowania Fizycznego i Przysposobienia Obronnego w Białymstoku. Aby, zdobyć taką odznakę należało się wykazać wszechstronną sprawnością. Test sprawnościowy składał się z następujących konkurencji: gimnastyka i pływanie do 100 m; skoki, biegi do 800 m, jazda na łyżwach do 500 m, rzut dyskiem, oszczepem, piłką, granatem, pchnięcie kulą, boks, szermierka, gry sportowe, marsze do 20 km, biegi do 5 km, wycieczki piesze do 3 dni, biegi narciarskie do 18 km, biegi łyżwiarskie do 10 km, jazda na rowerze do 20 km, rajd konny do 2 dni, pływanie do 1000 m, wioślarstwo i wycieczki wioślarskie do 1 dnia, gry sportowe, strzelanie.

Świadectwo uzyskania Złotej Odznaki Sportowej
W Grodnie mieszka wraz z żoną i dziećmi, które uczęszczają tam do szkoły, kształtują swoją młodość. Życie prywatne układa się bardzo dobrze. Ale zbliżała się wojną. 5 stycznia 1939 r. zostaje służbowo przeniesiony do 15 Dywizjon Artylerii Przeciwlotniczej. Dywizjon został sformowany w lutym 1939 r. w nowo oddanych koszarach w Wełnowcu w garnizonie Katowice (Okręg Korpusu Nr V), w składzie dwóch baterii 75 mm armat przeciwlotniczych półstałych wz. 1937 i jednej baterii motorowej 40 mm armat przeciwlotniczych wz. 1936. Dowódcą był mjr Roman Niemczyński. Tam przenosi się również jego rodzina. Tuż przed wojną Michał Czarnecki odsyła żonę z dziećmi wraz z bagażami do Krzywczy.

Zdjęcia ze służby wojskowej. Na pierwszym zdjęciu czwarty z prawej
Pod koniec sierpnia dywizjon rozlokowano w różnych częściach kraju. Bateria kpt. Ziobera (nr 157) została przetransportowana do Lwowa, gdzie wzięła udział w obronie miasta. Prawdopodobnie w tej baterii służył Michał Czarniecki, gdyż zachowały się informacje o tym, że walczył w obronie Lwowa.
Po zajęciu Lwowa przez Niemców prawdopodobnie próbował uniknąć aresztowania przebijając się na Węgry, ale został aresztowany przez sowietów wraz z innymi współtowarzyszami. Jeńców zapakowano do wagonów towarowych i prawdopodobnie wieziono do Katynia. Podczas przewozu udaje się mu w wagonie oderwać kilka desek i wraz z kolegą ucieka. Przez kilka tygodni unikając patroli rosyjskich przebija się w kierunku Przemyśla, a następnie udaje mu się dotrzeć do Krzywczy. Zarośnięty umęczony i zawszony wraca do rodziny, która troskliwie się nim zajęła.
Po krótkim odpoczynku nawiązuje kontakt z tworzącym się polskim podziemiem. Wstępuje w szeregi Związku Walki Zbrojnej i organizuje komórkę Armii Krajowej pl. Nr 4 Klara na terenie Gminy Krzywcza obejmująca swoim zasięgiem Krzywczę, Krasiczyn i Reczpol. Używa w konspiracji dwóch pseudonimów Michał i Rokita. Zostaje dowódcą tej placówki. W struktury podziemne zaangażował sporą część mieszkańców mających przeszłość wojskową z Krzywczy i innych miejscowości, a także miejscowych Policjantów „Granatowych”, gdzie na komisariacie był skład broni. W Krzywczy i okolicznych miejscowościach powstaje cała struktura. Punkt apteczny na Blichu u Horaków, który pod przykrywką świadczenia pomocy medycznej dla ludności miał pod opieką żołnierzy AK. U Męcińskich znajduje się skład granatów, na Woli Krzywieckiej i Średniej inne magazyny broni i miejsca koncentracji oddziału. W restauracji Henryka Magnuszewskiego znajduje się radiostacja, którą obsługuje właściciel.
Sam z rodziną przenosi się do Babic, gdzie mieszka w kamienicy tzw. Bobkierówce. Aby utrzymać rodzinę zatrudnia się jako pracownik w Liegenschafcie [Majątek ziemskie zarządzane przez Niemców], w Suwczynie, gdzie oprócz pracy prowadzi działalność wywiadowczą. Między innymi przekazano do Londynu informację o budowie przez Niemców stanowisk wyrzutni V-2 w okolicach Pruchnika.

Ostatnie zdjęcie z Babic prawdopodobnie z Wigilii 1943 r.
Na terenie placówki organizowane są szkolenia i działalność wywiadowcza oraz umieszczanie w niemieckich jednostkach organizacyjnych „swoich ludzi”, którzy niejednokrotnie pomagali ludności cywilnej przed aresztowaniem.
Pracując w Sufczynie bywał w domu okazjonalnie. 19 IV 1944 r. zapewne z donosu zostaje aresztowany w swoim mieszkaniu. Odbyło się to w godzinach nocnych. Oddział żandarmerii niemieckiej przyjechał z Przemyśla. Zatrzymał się przy wjeździe na rynek i zmusili jednego z mieszkańców, by wskazał im miejsce zamieszkania Michała Czarnieckiego. Następnie otoczyli budynek, weszli do mieszkania i aresztowali Go wyprowadzając w samej bieliźnie, a następnie przewieźli do Przemyśla do siedziby Gestapo. Tam był więziony, przesłuchiwany i torturowany przez kilkanaście dniu. Zapewne Niemcy nie mieli informacji, że Michał Czarniecki jest dowódcą palcówki Arami Krajowej „Klara”.
W dniu 10 V 1944 r. odbyła się rozprawa sądowa w przemyskiej siedzibie Gestapo, w której na śmierć skazano kilkanaście osób, prawdopodobnie był wśród nich Michał Czarniecki. „Uzasadnienie” wyroku; „za aktywną działalność w organizacji powstańczej”. W dniu 17 maja 1944 r. rozwieszono listę zakładników, którzy zostali skazani na śmierć. Następnie zostali oni przewiezieni pociągiem do Krakowa do więzienia Montelupich. Ogłoszenie Gestapo z dnia 24 maja donosiło, iż „za akt sabotażu – próbę wysadzenia mostu na Sanie pod Dubieckiem i zranienie trzech żołnierzy, zostało rozstrzelanych 20 osób z listy z dnia 17 maja 1944 r., ale Michał Czarniecki zginął 27 maja 1944 r. Rodzina otrzymała z Krakowa depeszę o jego śmierci.

Lista zakładników
Członkiem AK był również jego syn Zbigniew, który brał udział w bitwie z wycofującymi się Niemcami pod Korytnikami 25 VII 1944 r.
Jak wspominał mój Ojciec członek AK: „Gdyby Michał puścił farbę wszyscy byśmy wsiąkli”. Michał nie „puścił farby” zachował się, jak trzeba. Dzięki jego postawie mogłem się urodzić. Za to mu jestem wdzięczny.
Piotr Haszczyn [kwiecień]
Artykuł na podstawie informacji uzyskanych od:
Zbigniewa Czarnieckiego
Janusza Czarnieckiego
Jana Chorążykiewicza
Piotrowi Kosiorowskiemu dziękuję za przekazanie informacji oraz zdjęcia i dokumenty.
Ziemia Krzywiecka
- Szczegóły
Ziemia
Cmentarz w Krzywczy
- Szczegóły
Nekropolia krzywiecka jest jedną z najstarszych w Polsce, została założona w 1786 roku. Ze względu na budowę Traktu Cesarskiego, zlikwidowano cmentarz wkoło kościoła parafialnego. Świątynia została opasana murem, a szczątki zmarłych ekshumowano i przeniesiono na nowy cmentarz. Wchodziło się do niego przez most nad potokiem Babia Rzeka. Potok przed laty był sporych rozmiarów, wąwóz prowadzący na cmentarz stromy i śliski, więc przejście, szczególnie w czasie deszczu i okresie zimy nastręczało wiele kłopotów. Po zawaleniu się drewnianego, przy udziale całej parafii, w 1932 roku wybudowano most kamienny. W tym samym roku Gmina Krzywcza własnym kosztem zbudowała drewnianą kostnicę, która nie była używana i około roku 1995 została rozebrana. Na cmentarzu chowano wiernych obrządku rzymskokatolickiego z wszystkich miejscowości gminy należących do miejscowej parafii, a od końca XIX w. grzebano również zmarłych obrządku grekokatolickiego z Krzywczy.

Najstarsze nagrobki pochodzą z połowy XIX wieku, wśród nich, miejscowego ziemiaństwa: Starzeńskich h. Lis, Karoliny z Humnickich Dembińskiej h. Gozdawa oraz XX wieczne: rodziny Bocheńskich h. Bocheński, Joczów h. Godzięba, Makowieckich h. Sas, Romanowskich h. Boża Wola, Strońskich h. Doliwa. Zachowały się również nagrobki księży obydwu obrządków oraz nagrobek pisarza i dziennikarza Jana Zachariasiewicza, którego pierwotnie pochowany w grobowcu Joczów, a około roku 1951 przeniesiony do grobu ziemnego. Na cmentarzu zachowało się kilkanaście nagrobków, zwieńczonych żeliwnymi krzyżami o nieustalonej tożsamości. Ocalały również nagrobki miejscowych urzędników, Władysława Starzyńskiego i Tytusa Ossowskiego. W starej części cmentarza znajduje się zbiorowa mogiła 23 polskich żołnierzy, poległych w czasie walk z Niemcami o Krzywczę 13 IX 1939 r.

Cmentarz był kilkakrotnie powiększany. Po raz pierwszy raz zwiększono jego areał w 1951 r. do 1,30 ha, następnie w latach 80–tych XX i w 2014 r. Obecnie zajmuje powierzchnię 3,58 ha. W 1995 r. wybudowano kaplicę cmentarną. W 2015 r. wykonano remont nawierzchni alejki głównej cmentarza, a w 2016 r. remont generalny mostu oraz drogi dojazdowej do bramy głównej cmentarza.

Od 1998 r. zarząd nad cmentarzem sprawuje Urząd Gminy w Krzywczy. Od roku 2013 r. corocznie prowadzona jest kwesta na renowację zabytkowych nagrobków.
Piotr Haszczyn [ marzec 2026]
Link powiązany - Zabytkowe nagrobki krzywieckiego cmentarza
Jeśli doceniasz moją pracę postaw kawę Kliknij
500 lecie parafii Babice - Film
- Szczegóły
Już w 1481 r. istniała w miasteczku Babice kaplica pod wezwaniem św. Katarzyny z drzewa dębowego, którą ufundował Stanisław Kmita z Wiśnicza, wojewoda ruski. Kaplica była uposażona m.in. w: 1,5 łanu roli, dochody z browaru babickiego, dziesięciny od mieszczan, sadzawkę, łąki. 13 XII 1507 r. Stanisław Kmita uposażył nową babicką parafię, łącząc dochody parafii w Stupnicy z uposażeniem kaplicy św. Katarzyny. Biskup przemyski, Maciej Drzewicki, prawdopodobnie erygował parafię 15 II 1508 r., bo w tym dniu odbyło się wprowadzenie nowego proboszcza Klemensa, wikarego z Przemyśla.
7 września 2008 r. w kościele parafialnym w Babicach odbyła się uroczysta msza święta z okazjo 500 rocznicy utworzenia w miejscowości parafii, która została utrwalona na poniższym filmie edytowanych w trzech częściach.
Piotr Haszczyn [luty 2026]
Jeśli doceniasz moją pracę, wpłać dowolną kwotę. Kliknij
Duch Sanu i o strażnikach dwóch brzegów
- Szczegóły
Od wieków rzeka San, która przepływa przez Gminę Krzywcza tworzy jej historię. Funkcje tej rzeki na przestrzeni dziejów zmienią się. Kiedyś była żywicielką, miejscem pracy, pralnią, łazienką dla zwierząt i ludzi dziś pozostała miejscem rekreacji i ostatnich przepraw promowych.
Niezmiernie dziękuję panu Januszowi Młynarskiemu za przypomnienie pracy Przewoźników z Babic oraz nadesłanie bardzo cennej ikonografii.
Piotr Haszczyn [2026]
Tam, gdzie San majestatycznie meandruje wśród zielonych wzgórz Pogórza Przemyskiego i Dynowskiego, otulając swoimi wodami malownicze Babice i Krzywczę, czas płynie nieco innym rytmem. To tutaj rzeka od wieków wyznacza puls życia mieszkańców. San – czasami spokojny i lustrzany, innym razem groźny i rwący – jest niemym obserwatorem naszej historii.

Przewóz w Babicach lata 50-60 XX w.
Widział wojny i pokój, słyszał modlitwy i śmiech, a przede wszystkim był świadkiem ciężkiej, codziennej pracy ludzi, którzy związali z nim swój los. Rzeka San od wieków toczy swoje wody przez tę piękną Gminę. Jest niemym świadkiem historii. Dziś San płynie spokojnie, ale jego nurt wciąż pamięta dźwięk naprężanych lin, uderzenia wioseł o taflę wody i głosy przewoźników i mieszkańców.

Najstarsze zdjęcie promu, lata po II wojnie światowej, poddane koloryzacji.
Dziś, 12 lutego 2026 roku, jeden z tych głosów obchodzi swoje wielkie święto. Pan Bolesław Czech [Na zdjęciu obok], wieloletni przewoźnik z Babic i Krasiczyna, kończy 99 lat!
Z tej okazji chcemy przywołać historię człowieka, która łączy pokolenia i historię ludzi naszej ukochanej pięknej rzeki.
Dla Bolesława Czecha rzeka była czymś więcej niż żywiołem – była miejscem pracy i służby. Schedę po ojcu, weteranie I wojny Światowej Stefanie „ Madziar” Czech, przejął w lutym 1952 roku. „Bez papierów nie wolno” – wspominał po latach, opowiadając o egzaminach, które musiał zdać, by bezpiecznie przewozić ludzi, wozy i inwentarz.
Praca na promie w Babicach to nie był lekki kawałek chleba. Od 5:00 rano do 17:00, w świątek piątek i niedziele. Zmieniały się pory roku, poziom wody i nastroje rzeki a także nastroje ludzi, ale przewoźnicy – Bolek Czech, Włodek Sosa i ich koledzy – zawsze byli na posterunku dla pracy oraz zwykłej rozmowy.
San bywał kapryśny, a oni dla mieszkańców łączyli dwa brzegi, gdy nie było mostów. To na ich barkach spoczywała odpowiedzialność za bezpieczeństwo setek osób dzień w dzień rok w rok. Pan Bolesław wspomina niedzielę, gdy promy pękały w szwach, wioząc ludzi do kościoła – wtedy nie pobierano opłat, bo to była posługa dla wspólnoty. Bywało, że na pokład wchodziło osiemdziesiąt osób!
Gdy woda była za wysoka lub za niska na prom, w ruch szły łodzie i siła mięśni. „Trzeba jeszcze rzekę znać” – mawiał Pan Bolesław. I znał ją jak nikt inny. Przez 30 lat pracy w Babicach, a później w Krasiczynie, woda nigdy go nie pokonała.
Dziś, patrząc na archiwalne zdjęcia, z pamięcią swojej ukochanej żony Marii Czech z domu Martowicz, widzi świat, który przeminął, ale ducha tej rzeki i żywe wspomnienie tamtych czasów wciąż widać w oczach Pana Bolesława. Mimo 99 lat, jubilat zachowuje pogodę ducha i humor. Jak sam mówi: „Woda i świeże powietrze to samo zdrowie”. A na pytanie o przyszłość, odpowiada z uśmiechem: „Nigdzie się nie wybieram!”.
Panie Bolesławie! W dniu Pańskich 99. urodzin, w imieniu mieszkańców Gminy Krzywcza, składamy najserdeczniejsze życzenia. Dziękujemy za te wszystkie lata, kiedy łączył Pan brzegi i ludzi. Niech nurt Pańskiego życia płynie dalej spokojnie, w zdrowiu i w otoczeniu bliskich.
Wszystkiego najlepszego!
(Autor wnuk Janusz Młynarski, zdjęcia z archiwum rodzinnego, treści na podstawie wspomnień i artykułu z Życia Podkarpackiego)





