Gdy dziś patrzę na dzwonnicę obok krzywieckiego kościoła, obraz Św. Rodziny i Matki Bożej Nieustającej, tabernakulum oraz plebanię, myślę o ks. Andrzeju Soleckim. Nie było w historii krzywieckiej parafii takiego proboszcza, który tak bardzo angażował się w poprawę warunków życia swoich parafian, ale też ludności ruskiej. Nasiąknięty pozytywistycznymi ideałami nie szczędził wysiłków na rzecz oświaty, rozwoju rolnictwa, budowania więzi społecznych, dobrych stosunków między Polakami i Rusinami oraz duchowieństwem greckokatolickim. Budował trwałe struktury organizacyjne, współpracował z ludźmi na płaszczyźnie gospodarczej oraz duchowej. Poznajmy sylwetkę tego kapłana, który tak wiele pozostawił po sobie nie tylko dziedzictwa materialnego, ale również duchowego i społecznego.

Andrzej Solecki [Na zdjęciu obok] urodził się 28 listopada 1859 roku w ówczesnej wsi Posada Dolna, należącej do parafii w Rymanowie (dziś będącej częścią tego miasta). Był synem Pawła Soleckiego, z zawodu kuśnierza, i Józefy z domu Nowotarskiej. Ochrzczony został w tym samym dniu przez ks. Władysława Zaradzkiego w Rymanowie. Rodzicami chrzestnymi byli Jan Kitarski i Katarzyna Solecka. Niewiele wiadomo o latach jego nauki przed podjęciem przez niego decyzji o zostaniu księdzem, ale na pewno musiał ukończyć szkołę podstawową i gimnazjum.
Andrzej Solecki przyjął święcenia kapłańskie 22 lipca 1884 roku w Przemyślu. Nowo wyświęcony ksiądz został skierowany do swojej pierwszej parafii w Rokietnicy. Pracował tam jako wikariusz od 1 września 1884 do 22 lipca 1885 roku. Następnie był wikariuszem w Jarosławiu i zarazem katechetą w tamtejszej szkole etatowej 4-klasowej męskiej. Najprawdopodobniej uczył w tej placówce w latach 1889–1894. W 1887 roku z powodu choroby przerwał na rok swoją pracę parafialną w Jarosławiu. W tym czasie należał do Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie.
W roku 1891 musiał być zauważony przez rodzinę Joczów, która prezentowała go na proboszcza Krzywczy, a biskup nie odmówił. W tym czasie biskupem tym był Łukasz Ostoja Solecki. Nie wiadomo, czy był on rodzinnie związany z ks. Andrzejem Soleckim – raczej łączyło ich tylko nazwisko. Procedura nominacji proboszczów w tym czasie była taka, że kolatorzy [Byli nimi właściciele ziemscy, którzy opiekowali się kościołem, tzw. patroni] prezentowali kandydata, a biskup zatwierdzał nowego proboszcza i kierował na placówkę.
W 1891 roku ks. Andrzej Solecki zaczął pełnić funkcję proboszcza w Krzywczy po ks. Antonim Biegańskim, o którym nie zachowały się źródła pisane.
Jako proboszcz podjął pracę nie tylko na płaszczyźnie duchowej, ale również społecznej. Pod jego opieką duszpasterską były następujące miejscowości: Krzywcza, Kupna, Chołowice, Mielnów, Reczpol, Ruszelczyce, Chyrzyna, Wola Krzywiecka, Średnia. Pracy duszpasterskiej było dużo, ale ks. Andrzej podjął pracę pozytywistyczną w całej parafii.
Jeździł na spotkania powiatowe, gdzie propagowano idee utworzenia Kółek Rolniczych, i był inicjatorem utworzenia tej organizacji w Krzywczy. Lata 90. XIX w. to okres masowego zrzeszania się chłopów z powiatu przemyskiego w celu podniesienia oświaty rolniczej oraz wspólnych zakupów maszyn i nasion. Kółko Rolnicze wraz z czytelnią zostało założone w 1891 r. W tym też czasie skupiało 20 członków. Przy kółku powstał wspólny spichlerz do przechowywania zboża – być może istniał on na terenie gruntów plebanii.
W opozycji do handlu w miasteczku, opanowanego przez Żydów, był inicjatorem utworzenia Sklepiku Katolickiego dla okolicznych mieszkańców.
Pod koniec XIX w. był pomysłodawcą powstania kasy Raiffeisena, która na zebraniu założycielskim 8 III 1908 r. została przemianowana na Kasę Stefczyka. Ks. Solecki został przełożonym zarządu tej kasy. Oprócz mieszkańców Krzywczy kasa służyła ludności zarówno polskiej, jak i rusińskiej z miejscowości: Chyrzyna, Kupna, Reczpol, Ruszelczyce, Wola Krzywiecka.
5 II 1898 r. był inicjatorem powołania czytelni ruskiej Proświty. Dzień ten poprzedziły msze św. zarówno w kościele, jak i cerkwi, i zgromadziły one wiernych i duszpasterzy obu obrządków. Na zebraniu założycielskim Proświty ks. Solecki wygłosił następujące przemówienie:
[…] Zabrał następnie głos ks. proboszcz miejscowy ob. łać. i rzekł do zgromadzonych Rusinów, w tej myśli: "To wszystko, co wam poprzedni mowca obiecywał, wy już macie i wypróbowaliście. Macie czytelnię, do której razem zgromadzaliście się, macie kółko rolnicze, macie katolicki sklepik, macie kasę pożyczkową, macie wspólny spichlerz zboża. To wszystko zakładaliście wspólnie, Polacy i Rusini bez najmniejszej różnicy lub separacyi tak, że nawet w domu ruskim, pod zarządem Rusinów te towarzystwa zostawały; dotychczas nikt zarzutu nie podniósł, że przy udziale Polków i składkami od Polaków przeważnie złożonymi te towarzystwa się zakładały i utrzymywały. Wieki was złączyły razem, pod jednym dachem mieszkacie, na jednym zagonie pracujecie wspólnie, że gdybyś chciał wycisnąć pot z tej ziemi, którą w pracy zrosiliście, nieodgadli byś, czy to jest pot Polaka czy Rusina, a nawet gdyby Was tu wszystkich zgromadzonych anatomicznie rozebrano, nie odróżnisz, która część polska, a która ruska, bo we krwi i kości jest wspólność i łączność Polaków i Rusinów. Dlaczegóż dziś zebraliście się sami Rusini? czegoście z waszych domów polskich żon, dzieci, krewnych, przyjaciół nie sprowadzili? chcecie się odłączyć, rozdzielić, to chyba wypędzicie z waszych domów żony polskie i dzieci polskie; wyrzekniecie się krewnych, wyrzucicie i wyzbądźcie się tego co w was polskiego jest, a wielu was zostanie czystych Rusinów?!! Proszę i zaklikam, nie dzielcie się, nie rozłączajcie, bo zgubę sobie i nam prędzej zgotujecie.
Podziękujcie Panom za czytelnię, ale powiedzcie, że razem z Polakami czytać będziecie, razem i wspólnie w towarzystwach będziecie działać, a Panów proście, aby was swym wpływem i rozumem do tej zgody i jedności zachęcali, bo prawdziwa oświata w miłości poczęta tylko owoc przyniesie […].
Mimo że Rusini niechętnie zapisywali się do czytelni, on sam również wszedł w skład Wydziału Proświty. Prawdopodobnie czytelnia nie istniała długo, gdyż ponownie ją założono w okresie międzywojennym.
Mimo tak dużej pracy pozytywistycznej na terenie parafii nie zaniedbywał swojej gospodarki, kościoła i wiernych. W 1899 r. wybudował murowaną plebanię w stylu neoklasycystycznym, która po przebudowie służy do dnia dzisiejszego. Na obszarze plebańskim wybudował również ok. 150-metrowy murowany budynek zawierający stajnie, stodoły, wozownię i inne pomieszczenia. Gospodarował prawie na 40 hektarach, co wymagało organizacji i codziennego zaangażowania. Te budynki budował ze swoich środków, bo w tych czasach proboszcz sam je finansował. Być może w tych przedsięwzięciach wspierali go Joczowie, właściciele majątku krzywieckiego.

Plebania przed rozbudową
Przy pomocy dworu dbał o dobry stan kościoła. W 1899 r. malarz Walerian Kryciński wykonał polichromie w prezbiterium, a od 1900 r. do dziś ołtarz główny w II kondygnacji zdobi jego obraz Św. Rodziny. Na froncie kościoła zamurowano okna, a w jego wnęce umieszczono figurę św. Jana Bożego, z fundacji dworu, którego nestorem rodu był Jan Jocz. Na cokole figury zachował się napis: Fundat.B.Jocz.

Obraz Św. Rodziny i figura św. Jana Bożego
W pierwszych latach XX w. zakupił do kościoła nowe tabernakulum, które służy do dziś.
W 1904 r. we współpracy z księżmi greckokatolickimi zorganizował imponujące wspólne misje parafialne, w myśl zasady „Dwa obrządki jedna wiara”. Oto ich opis zamieszczony w Kronice Diecezjalnej:
Niezwykłe misje parafialne zorganizował ks. Andrzej Solecki w 1904 r. trwające od 31 VIII do 8 IX włącznie. Pod kierownictwem oo. Redemptorystów z Mościsk rozpoczęły się nauką wstępną. Mimo zimna i deszczu udział wiernych w misjach był bardzo liczny. Przybyła ludność należącą do parafii obydwu obrządków, a także parafianie z Babic, Dubiecka i Birczy. Przychodzili słuchać nauk, spowiadać się. 12 księży spowiadało od rana do późnego wieczora przez 9 godzin, a wszyscy spowiadali się z całego życia, bo potrzeba tego była wielka. Pomagali też w spowiedzi księża obrządku greckiego z Krzywczy i Chyrzynki zaproszeni przez miejscowego proboszcza. Do spowiedzi i komunii przystąpiło 4000 wiernych, wśród nich 2000 Rusinów. Podczas komunii świętej po jednej stronie ustawiali się Rusini, po drugiej Polacy i otrzymywali komunię świętą od swoich. Następnie braterstwo kościelne obydwu obrządków, rozbudzone słowem misjonarzy, zjednoczyło wiernych u stóp Chrystusa w żarliwej modlitwie. A szkaplerz i różaniec św., które wielka liczba ludzi otrzymała, były poświęcone na mszy. Odbyła się również w kościele droga krzyżowa prowadzona przez o. Stykę, a na cmentarzu kościelnym wystawiono krzyż jako pamiątkę prowadzenia misji i jubileuszu. Zakończenie misji wypadło w dniu odpustu parafialnego Narodzenia NMP mszą św. z asystą ks. misjonarzy i przewodnictwem ks. Kanonika Jakuba, dziekana Kapituły Przemyskiej. Po nieszporach odjechali misjonarze, a lud zgromadzony w liczbie 10 000 odprowadził ich z rzewnym płaczem.
Pamiątką po tym wydarzeniu jest obraz MB Nieustającej Pomocy pozostawiony przez Redemptorystów na pamiątkę misji. Związany z odpustem Papieża Piusa X za wieczystą nowennę do MB Nieustającej Pomocy. Z tyłu obrazu jest pieczęć papieska i informacje na ten temat. Po sprowadzeniu tego obrazu istniał jego kult oraz związane z nim łaski, o czym świadczą zgromadzone wota (ponad 80 serc oraz wiele sznurów korali, również krzyżyki i pierścionki). Po kilkudziesięciu latach przerwy Nowenna została wznowiona z inicjatywy ks. Stanisława Sroki około roku 2000 i trwa do dziś. Obraz pierwotnie znajdował się w kaplicy po lewej stronie prezbiterium, od początku wieku przeniesiono go na mensę przed ołtarzem św. Józefa.

Obraz Matki Boskiej Nieustającej Pomocy
W dniu 16 XI 1906 r. przy licznym udziale parafian zawiązano w Krzywczy Związek Katolicko-Społeczny, do którego zapisały się 164 osoby. Przewodniczącym był Bolesław Jocz, właściciel miejscowości. Powołano także Radę Parafialną, która zbierała się trzy razy do roku, zostawiając wolny wstęp dla przysłuchujących się. Na tych zebraniach omawiano sprawy wychowania dzieci, opieki nad sierotami i wybrano osoby zaufane w każdej wiosce, by opiekowały się chorymi i zdawały relację Radzie. Rada Parafialna składała się z 25 członków. Uchwalono też wznowienie spółki oszczędności i pożyczek systemem Raiffeisena. Wysłano jednego członka Rady Parafialnej na kurs do prowadzenia kasy. W celu podniesienia dobrobytu staraniem Rady
W 1908 r. ks. Andrzej Solecki udał się na miesięczny urlop. W tym czasie właściciele Krzywczy – Joczowie dokonali rozbudowy dzwonnicy. Gdy proboszcz wrócił z wypoczynku, dzwonnica była już wyremontowana.

Dzwonnica
W sierpniu 1910 r. do Krzywczy zostały sprowadzone Siostry Franciszkanki Rodziny Maryi i posługiwały w parafii przez 77 lat. Nie wiadomo, czy był jeszcze wtedy w parafii, ale na pewno była to jego inicjatywa, pewnie we współpracy z Joczami.
Jego gorliwa praca zarówno na płaszczyźnie duchowej, jak i społecznej została dostrzeżona przez władze kościelne. W 1901 r. otrzymał Exspositorium Canonicale, od roku 1905 r. był dziekanem dekanatu przemyskiego zamiejskiego, obejmującego siedem parafii. Był nadzorcą duchownych w szkołach ludowych w tymże dekanacie (30 szkół). W 1905 r. odznaczony został przywilejem noszenia rokiety i mantoletu.
Duchowny działał charytatywnie, często składał ofiary pieniężne, m.in. na rzecz Towarzystwa Polskiej Bursy Ludowej w Przemyślu oraz Towarzystwa Powściągliwość i Praca.
W roku 1910 zostaje przeniesiony na probostwo w odległym Bieczu, gdzie został ciepło przywitany. Tam pracował gorliwie przez 16 lat, remontując kościół, rozwijając potencjał parafii, dbając o jej rozwój materialny i duchowy. Zmarł 3 lutego 1926 roku w Bieczu w wieku 66 lat. Pochowany został trzy dni później na tutejszym cmentarzu komunalnym.


Nagrobek ks. Andrzeja Soleckiego w Bieczu
O jego posłudze w Bieczu szeroko opisuje Grzegorz Augustowski w artykule pt. „Uratował dzwon Urban”, dostępnym pod adresem: https://bck.biecz.pl/asp/uratowal-dzwon-urban-,20,artykul,1,223#galeria/2025/ks.-andrzej-solecki-1
Oto fragmenty tego artykułu:
[…] Po 19 latach pełnienia posługi w Krzywczy, w 1910 roku ks. Andrzeja Soleckiego przeniesiono na probostwo do parafii Bożego Ciała w Bieczu. Czekano tam niecierpliwie na nowego pasterza po przeniesieniu ks. Leona Pastora do Parafii Trójcy Przenajświętszej w Leżajsku. Początkowo administratorem (od 22 lutego do 2 sierpnia 1910 roku) był ks. Zachariasz Rychel, który pracował w Bieczu jako wikariusz. Wreszcie 4 sierpnia 1910 roku nastąpiło uroczyste powitanie ks. Andrzeja Soleckiego w naszym mieście. Z tego wydarzenia zachowała się korespondencja prasowa. Oto jej treść: „Parafia biecka od paru miesięcy osierocona po przeniesieniu ks. Pastora na probostwo w Leżajsku, otrzymała nowego proboszcza w osobie ks. dziekana Andrzeja Soleckiego z Krzywczy nad Sanem. To osierocenie parafii, trwające w rzeczywistości parę miesięcy, faktycznie istniało już dłuższy szereg lat, jak to podniósł w swoim przemówieniu przewodniczący komitetu parafialnego, gdyż proboszcz poprzedni, ks. Pastor, zajęty sprawami „państwa i kraju” jako poseł, nie miał czasu na zajmowanie się swoją parafią. Nic też dziwnego, że parafianie z radością przyjęli wiadomość o zamianowaniu proboszczem ks. dziekana Andrzeja Soleckiego, który przez 18 lat spełniał żmudny urząd w Krzywczy nad Sanem. Przybywającego do Biecza proboszcza powitano tłumnie i uroczyście na dworcu. Przemówił burmistrz dr Katyński, odpowiedział w kilku słowach ks. proboszcz. Przed kościołem oczekiwał na przybyłego ksiądz administrator Rychel i w imieniu parafian wyraził radość, że dostają proboszcza, który zajmie się ich sprawami, bo będzie stale tutaj mieszkał i będą go te sprawy obchodziły. Następnie po wręczeniu kluczy od kościoła, wprowadził proboszcza do kościoła, który wypełnił się po brzegi. Nowy proboszcz wygłosił do parafian przemówienie i udzielił zebranym na mocy specjalnego upoważnienia księdza biskupa Pelczara błogosławieństwa. Z kościoła odprowadzili parafianie swego proboszcza do nędznej, ale odmalowanej plebanii, gdzie na zakończenie uroczystości przemówił imieniem komitetu parafialnego przew. ad. dr Maciejowski. Parafianie są zadowoleni, że dostali proboszcza światłego, zacnego i pracowitego, który się nimi zaopiekuje i który z nimi pracować będzie nie tylko nad podniesieniem moralnym, ale także i na polu społecznym; z powodu zaniedbania poprzedników, dużo jest tu do zrobienia.”
W czasie pełnienia urzędu proboszcza ks. Andrzej Solecki angażował się w liczne remonty zabytkowej bieckiej świątyni. Proboszcz poinformował Komisję Centralną Zabytków w Wiedniu, że w latach 1913–1914 wielki ołtarz został odczyszczony z brudu i zabezpieczony przed zniszczeniem przez „robactwo”, tabernakulum pozłocone odpowiednio do ołtarza, a mensa i kamienne schody obniżone o 16 cm, dzięki czemu obraz włoski w ołtarzu został w zupełności odsłonięty. Ponadto stalle w prezbiterium zabezpieczono sublimatem, odczyszczono z brudu, a zniszczone rzeźby odnowiono. Kolejnym przedsięwzięciem był remont dzwonnicy, który miał się rozpocząć w 1914 roku. Ks. Solecki zezwolił wyciąć takie drzewa z lasu parafialnego, które nadawałyby się na rusztowanie, a zazwyczaj nie pozwalał na wycięcie nawet małej gałęzi. Przygotowania trwały w najlepsze, ale prace nie zostały rozpoczęte z powodu wybuchu I wojny światowej. Kapłan wyjechał na jakiś czas z Biecza, ale wrócił po przełamaniu frontu. Działania wojenne w Bieczu i okolicy uniemożliwiły oczywiście jakiekolwiek czynności na polu konserwacji zabytków. Niemniej jednak starano się wykonywać prace zabezpieczające przed dalszą dewastacją, np. naprawiono podziurawiony przez kule dach kościoła.
W 1916 roku wojska austriackie konfiskowały dzwony kościelne. Zajęto się kilkoma bieckimi dzwonami, które zrzucano oknem pomiędzy wciąż stojącym rusztowaniem. Ten akt barbarzyństwa doskonale pamiętał bieczanin Władysław Salamon, który w swoich wspomnieniach pisał o dzwonach „Urban”, „Leon”, „Pius” i „Michał”. Dzwony znał dobrze, gdyż jako ministrant wielokrotnie na prośbę kościelnego dzwonił nimi podczas procesji lub pogrzebów. Tak pisał o wysiłkach ks. Soleckiego na rzecz uratowania dzwonu „Urban”: „Został tylko dzwon Urban i sygnaturka. Dzwon Urban jakoś został uratowany, bowiem ks. proboszcz Solecki wyjaśnił, że dzwon ten ma bardzo dużą wartość zabytkową, jest bardzo stary i byłoby niekulturalnie, aby taki naród jak austriacki w ten sposób obchodził się z wartościami starej kultury. To pomogło, gdyż ten oficer kierujący tą robotą miał się za człowieka kulturalnego”. Dzwon „Urban” pochodził z 1382 roku, ważył 1000 kg i był jednym z najstarszych zabytków ruchomych w Bieczu, Polsce i Europie. Zawieszony w gotyckiej dzwonnicy przy Kolegiacie, dzwonił ponad 500 lat. Najprawdopodobniej wskutek niewłaściwej eksploatacji, 17 maja 1950 roku w wyniku długotrwałego dzwonienia „Urban” pękł. Było to spowodowane naciągnięciem się rzemienia z zawieszonym sercem dzwonu, które uderzało w brzeg. Próby spawania zakończyły się niepowodzeniem, doprowadziły wręcz do dalszego pęknięcia. Obecnie poklejony dzwon ze znacznym ubytkiem i wytopieniem znajduje się w Muzeum Ziemi Bieckiej – w tzw. „Kromerówce”.
Wspomniane wcześniej rusztowanie, postawione z powodu planowanego remontu, stało bardzo długo i rozebrano je dopiero po zakończeniu I wojny światowej, a restaurację będącej w fatalnym stanie kopuły dzwonnicy kontynuowano od 15 sierpnia do 30 października 1923 roku. W miejsce zgniłych belek wstawiono nowe, całą kopułę pokryto gontami, a galeryjkę
W 1924 roku wykonano prace restauracyjne przy sygnaturze na kościele. Naprawiono wówczas blachę miedzianą i najprawdopodobniej umieszczono nowy krzyż z mieczami. Za czasów probostwa ks. Andrzeja Soleckiego dokonano również m.in. renowacji stacji Męki Pańskiej, które były umieszczone wokół kościoła w kapliczkach otaczających go. Duchowny postanowił odnowić je, a pracami zajęli się bracia Elijaszowie – plastycy i rzeźbiarze. Sprawił także piękne, srebrne, pozłacane, skośne, pięcioramienne lichtarze. Te świeczniki używane były wyłącznie przed Monstrancją w czasie uroczystości, a także przy Grobie Pańskim.
Ks. Andrzej Solecki wspomagał bieckie Sercanki, czyli siostry ze Zgromadzenia Służebnic Najświętszego Serca Jezusowego. Murowany budynek przeznaczony na Ochronkę dla biednych dzieci na Harcie, na przedmieściach Biecza, zakupiony został przez biskupa przemyskiego Józefa Sebastiana Pelczara, a gotowy do oddania był w październiku 1919 roku. Siostry zakonne stały się jego właścicielkami, ale oprócz Ochronki miała tam powstać szkoła kroju i szycia dla biednych wiejskich dziewcząt. Proboszcz Solecki pomagał w wyszukiwaniu stolarzy, murarzy i cieśli. Siostry przybyły koleją z Krakowa do Biecza 29 października 1919 roku. Były to trzy profeski i jedna probantka, czyli kandydatka do zakonu. Na stację kolejową w Bieczu duchowny wysłał po nie furmankę. Woźnica załadował skromne bagaże zakonnic, które wolały jednak iść pieszo. Posługę rozpoczęły następnego dnia. Ks. Solecki wraz z proboszczami okolicznych parafii, Ojcami Reformatami i innymi życzliwymi ludźmi wspierał Sercanki finansowo, bo ich początki były niezwykle trudne. Ochronka, czyli Dom Zgromadzenia Sercanek w Bieczu, rozpoczęła działalność 15 listopada 1919 roku. Proboszcz ogłosił z ambony o jej otwarciu i zachęcił do posyłania tam dzieci.
Warto dodać, że ks. Andrzej Solecki uczył krótko katechezy w 5-klasowej szkole żeńskiej w Bieczu, jak również wspierał I Biecką Drużynę Skautową im. Zbója Becza poprzez organizację tzw. „Ognisk”. W lipcu 1917 roku władze diecezjalne mianowały go wicedziekanem (poddziekanem) dekanatu bieckiego. Dziekanem został wówczas ks. Antoni Sos, proboszcz w Gorlicach. W marcu 1924 roku proboszcz Solecki awansował na stanowisko dziekana dekanatu bieckiego. Po rozgraniczeniu diecezji w 1925 roku pozostał w diecezji tarnowskiej. W Bieczu jako proboszcz spędził długich 16 lat.
[…] W 2023 roku, po blisko 100 latach od śmierci zasłużonego kapłana, jego znajdujący się naprzeciwko kaplicy cmentarnej grób, długo będący w kiepskim stanie, został pięknie odrestaurowany. Podobnie uczyniono z sąsiednimi nagrobkami ks. Tomasza Jaszczóra i ks. Stanisława Ziemiańskiego.
Historia ks. Andrzeja Soleckiego pokazuje sylwetkę kapłana, który rozumiał swoją posługę szerzej niż tylko jako sprawowanie obowiązków religijnych. W Krzywczy angażował się w rozwój rolnictwa, oświaty i lokalnych organizacji, wspierał inicjatywy gospodarcze oraz podejmował działania na rzecz współpracy Polaków i Rusinów. Dbał o kościół, plebanię i gospodarstwo, a jednocześnie budował instytucje, które miały służyć mieszkańcom.
W Bieczu kontynuował tę działalność. Podejmował prace konserwatorskie, troszczył się o zabytkową świątynię, wspierał osoby potrzebujące i inicjatywy społeczne. Szczególnym świadectwem jego zaangażowania pozostaje historia dzwonu „Urban”, którego wartość zabytkową potrafił dostrzec i skutecznie obronić w dramatycznych realiach I wojny światowej.
Materialne ślady jego pracy – plebania, wyposażenie kościołów, odnowione zabytki i organizacje społeczne – są dziś częścią historii Krzywczy i Biecza. Równie ważna pozostaje pamięć o jego działalności duszpasterskiej i społecznej, dzięki której ks. Andrzej Solecki zapisał się w dziejach obu miejscowości jako kapłan aktywny, zaangażowany i zatroskany o swoich parafian.
Serdeczne podziękowanie dla Grzegorza Augustowskiego za udostępnienie materiałów.
Źródła:
Augustowski Grzegorz. Uratował dzwon Urban
Echo Przemyskie, nr 12 z roku 1898, s. 2–3.
Haszczyn Piotr. ZARYS DZIEJÓW PARAFII W KRZYWCZY. 1398–1998.
Haszczyn Piotr. 77 lat służby Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi w Krzywczy.
Piotr Haszczyn [wrzesień 2026]





