Krzywcza.eu - Dla wszystkich, którzy dobrze wspominają lata spędzone w Krzywczy.

17 stycznia 1968 r. w Życiu Przemyskim ukazał się artykuł Zbigniewa Wawszczaka pt. Wszystko o Babicach - o rewolucji, flisackim retmanie i o zabytkach. Ciekawy portret Babic i okolicznych miejscowości wart jest prezentacji.

Piotr Haszczyn [sierpień 2026]

 

WSZYSTKO O BABICACH

 

Kiedyś były ponoć miasteczkiem. Obecnie są siedziba Prez. GRN. któremu obok Babic podlegają wioski: Bachów i Skopów. W sumie gromada liczy 2 305 mieszkańców. W tym Babice — 800, Bachów — 915, Skopów — 590. Za najbogatszą i najlepiej wywiązującą się z obowiązkowych dostaw uważana jest wioska Bachów, następnie Skopów i Babice. W tej ostatniej 50 proc. gospodarstw prowadzą ludzie starzy, których dzieci nie poszły śladami ojców i wyemigrowały z rodzinnej miejscowości. Inną przyczyną dość niskiego poziomu gospodarki rolnej w Babicach jest teren górzysty, który nie pozwala na stosowanie w szerokim zakresie maszyn rolniczych. Podobne trudności terenowe ma również pobliski Skopów. We wszystkich trzech wioskach znajdują sięłka rolnicze, w Bachowie i Skopowie posiadają one po dwa ciągniki.

 

INWESTYCJE

 

Po wyzwoleniu do najważniejszych inwestycji na terenie gromady należą: w roku 1952 szkoła w Babicach — Połankach, wodociągi w Babicach (rozpoczęcie prac w roku 1953). w latach 1953/54 ulepszenie w czynie społecznym drogi w Babicach — Połankach. Elektryfikacja Babic około roku 1957, rozbudowa szkoły w Babicach w roku 1964, dom strażaka w Skopowie w roku 1966. ułożenie chodników i zaprowadzenie kanalizacji w Babicach w roku 1967.

W roku 1968 nastąpi elektryfikacja Bachowa, zaś Skopów z tą inwestycją musi zaczekać do roku 1970. W Babicach chętnie przystąpiono by do budowy domu kultury, lecz przedtem konieczne jest porozumienie z władzami konserwatorskimi, a nawet uzyskanie zezwolenia z Ministerstwa Kultury i Sztuki. Gminna Spółdzielnia z Dubiecka włączyłaby się do kosztów budowy w zamian za umożliwienie jej zwiększenia ilości placówek handlowych. W roku 1968 opracowany zostanie kosztorys szkoły w Bachowie.

 

CIEKAWOSTKI

 

Mieszkańcy Babic posiadają 56 ha lasu stanowiącego mienie gromadzkie. Opowiadają, że ich pradziadowie w czasach pańszczyźnianych chodzili, jak to normalnie bywało. do lasu po susz, Któregoś dnia pan dziedzic doszedł do wniosku że bardziej mu się będzie opłacało jeśli odda chłopom w użytkowanie określoną część lasu. Wkrótce jednak zmienił decyzję, ale było już za późno. Chłopi skierowali protest do sądu. Procesowali się aż we Lwowie i — o dziwo! — proces wygrali. Kosztowało to jednak wiele wyrzeczeń. Każdy ciężko zapracowany, chłopski grosz wędrował do kieszeni pośredników i urzędników sądowych.

*

Najstarszym mieszkańcem Babic jest Franciszek Błoński urodzony w roku 1885, który podobno do dzisiejszego dnia nie zna smaku aspiryny.

*

„Etatowym” drużbą nazwać można Augusta Bargiela z Bachowa, który 30 razy był wodzirejem na weselach.

*

Najdłużej nie zmieniał miejsca pracy nadzorca drogowy Stanisław Płowy, który przepracował w swoim zawodzie 21 lat.

 

O rewolucji, flisackim retmanie i o zabytkach

 

W Babicach przetrwały w ustnej tradycji nazwy pewnych części wioski, które noszą miana dość oryginalne, a mianowicie: Rzym, Pasternik, Koci Zamek, a także pojawiła się dzielnica Nowy Świat, gdzie dopiero od niedawna stanęły zabudowania gospodarskie.

Codziennie rano śpiewaliśmy „Boże caria chrani”, a tego dnia zmiarkowaliśmy, że coś się stało, bo rankiem słychać było tylko jakieś okrzyki, wielkie wybuchy radości.. — Dziadek dobiera słowa powoli, z namysłem, jak gdyby szukał ich kędyś daleko. Bo rzeczywiście, odległości są tu niemałe w pojęciu geograficznym, a także w upływie pięćdziesięciu lat, które dzielą Franciszka Błońskiego od chwili, kiedy jako „plennyj” cesarsko-królewskiej armii znalazł się na stacji Bałagoje, gdzieś w rejonie Pskowa, Codziennie wraz ze swymi współtowarzyszami z „13 roboczej roty” udawał się do roboty na „żelazną drogę”.

A tego ranka właśnie, o którym wspomina dziadzio, już nikt nie popędzał ich do roboty. Żołnierze wytaszczyli gdzieś z magazynu beczkę wina i głośno wyrażali swą radość z powodu upadku znienawidzonego cara.

Tak się zaczęła rewolucja — konkluduje Błoński. Dziadzio jest malutki, zaledwie go widać zza stołu. Okrągły, łysawa głowa, pobrużdżona, blada twarz, wyblakłe oczy, w których migają iskierki uśmiechu. Kiedy weszliśmy do niskiej, drewnianej izby, dziadzio odłożył staroświeckie okulary, zamknął książkę pióra Kazimierza Przerwy Tetmajera i zaczął się bacznie przyglądać przybyszom. Rychło rozpoznał charakterystyczną sylwetkę przewodniczącego Początka, uśmiechnął się i łaskawiej spojrzał na mnie. A później się rozgadał. Opowiadał wiec, nie szczędząc drobiazgowych szczegółów, o swym pobycie w obozach jeńców imperium carskiego, chwalił swobodę, jaką im „plennym”, przyniosła rewolucja, wspominał jak wspólnie z miejscowymi , ludźmi urządzał w owym Bałsgoje koncert na rzecz wdów i sierot po poległych żołnierzach rosyjskich. Ale najmilsze sercu dziadka były wspomnienia z zabaw, na których wytańczył się ile sił starczyło ze ślicznymi dziewczętami rosyjskimi.

W czasie, kiedy dziadzio peroruje zapamiętale, rozglądałem się , po izbie. Na ścianach pod sufitem: tradycyjne oleodruki z wizerunkami świętych i zdjęcia rodzinne. Stare sprzęty, skrzynia ludowa z zatartymi śladami jakichś malowideł. Sympatyczny stary człowiek, stary dom.

Ale nie tylko u dziadka Błońskiego tyle starzyzny. W wielu domach, uznanych za zabytkowe, znajdują się również dawne meble, stare skrzynie. Te ostatnie nie tyle ludowe, co amerykańskie. Bo prawie z każdej chałupy w Babicach jechał ktoś do Ameryki, za chlebem. Pozostały nadgryzione przez „ząb czasu" kufry, świadectwo pewnego rozdziału historii, zresztą nie tylko nadsańskiego miasteczka, ale i całego kraju.

— W sam raz eksponaty dla jakiegoś tutejszego muzeum! — dochodzimy do zgodnego wniosku z przewodniczącym GRN, Tomaszem Początkiem, który towarzyszy mi w wędrówce po wiekowym miasteczku.

Ale to jeszcze dość odległa przyszłość. Wprawdzie gromadzi się już środki na dom kultury, w którym znalazłaby się sala widowiskowa, izba pamiątek i może ośrodek zdrowia. Rozpoczęcie budowy przewidywane jest dopiero za kilka lat, na razie trzeba załatwić ostatecznie lokalizację. Władze konserwatorskie doradzają, aby budować na środku obszernego rynku, który już dawno stracił swoje handlowe przeznaczenie i jest to chyba projekt do przyjęcia.

Przyznam się bez ogródek, że właśnie zabytki sprowadziły mnie tutaj. Kiedyś, jadąc z Przemyśla do Dubiecka, ujrzałem właśnie na rynku w Babicach taki oto obrazek: stary, walący się domek, z ogromną dziurą w gontowym dachu, tylko na bielonej, drewnianej ścianie uparcie trzyma się czerwona tabliczka z napisem: Ministerstwo Kultury i Sztuki, obiekt zabytkowy...

Przyjechałem do Babic po paru miesiącach od tamtego momentu. W grudniowy, pochmurny dzień wysiadam na rynku. Sytuacja w niczym nie uległa zmianie. Jedynie dziura w dachu jest coraz większa, a w Prezydium GRN przewidują, że skoro tylko spadną duże śniegi, to cały zabytek przestanie istnieć. Dom starej Prokopki należy do sporej gromadki spadkobierców, rozrzuconych po różnych stronach Polski. Podobno dogadali się oni między sobą i chcieli ruderę rozebrać, aby ją sprzedać. Ale nie wolno im tego uczynić, dom jest zabytkowy. Sytuacja taka nie jest w Babicach wyjątkowa. Podobnych domów, uznanych przez władze konserwatorskie za cenne obiekty, jest ponad 10. Niektóre trzymają się zupełnie dobrze, ale część spośród nich ledwie stoi.

Właściciele chcą budować nowe, obszerniejsze i trwalsze domy z cegły i pustaków. I tu potykają się o zakaz. Taki na przykład Jan Gąska. Pisał do Ministerstwa Kultury i Sztuki zażalenie. Właśnie nadeszła odpowiedź, która jednak niewiele wyjaśnia. Dach trzyma się jedynie na słowa honoru, wspierające go belki prawie zupełnie spróchniały Dach ten jednak kryje jedną z tajemnic tutejszego, tradycyjne go budownictwa. Gdy wraz z Gąską wspinam się po drabinie na stryszek, stwierdzam ze zdziwieniem, że nie ma tu tak istotnego elementu, jak komin. Gąska pokazuje mi wystający z podłogi niewysoki kwadratowy słup, otynkowany, z poczerniałym od sadzy otworem. To właśnie zastępuje komin, dym rozchodzi się po strychu i przez szpary w gontach wydostaje się na zewnątrz.

— To się nazywa u nas baba! Jako kompletny laik wpadam w jeszcze większe zdumienie. Bo tu właśnie, na stryszku Gąski, kiedy spomiędzy gontów przebłyskuje szparami ołowiane nie- bo, przypomniałem sobie, iż stare domki w Babicach nie mają kominów. Dlaczego jednak owe urządzenia; zastępujące kominy, nazywane są tutaj babami? Może ma to jakiś związek z nazwą miasteczka, która ma taki sam wspólny rdzeń.

Nie dysponując żadnym źródłem drukowanym, zetknąłem się na miejscu z rozmaitymi hipotezami, dotyczącymi początków osady. Proboszcz tutejszy poinformował mnie, że, jak wynika z lektury dawnych sprawozdań, Babice założył magnat Kmita; natomiast sekretarz Prez. GRN powołał się na miejscową tradycję, która początki osady wiąże z flisactwem. Od niepamiętnych czasów San wykorzystywany był tutaj jako dogodny szlak komunikacyjny. Z Karpat spławiano przede wszystkim drewno, podobnie zresztą, jak i dziś jeszcze. Kiedyś, przed wiekami, jeden z flisackich retmanów zatrzymał się wraz ze swymi ludźmi na wyniosłym brzegu Sanu, aby wypocząć. Miejsce to tak mu się podobało, że założył tu stałą osadę. Retman ów nazywał się Babicz, stąd Babice...

Miasteczko nie posiada tak bogatej historii jak pobliskie Dubiecko czy sąsiednia Nienadowa; nie spędził tu dzieciństwa Aleksander Fredro, ani też nie urodził się Ignacy Krasicki. Podobne są tylko przyczyny rozwoju osady. Leżała ona — tak samo jak Dubiecko i Krzywcza oraz inne miejscowości — w dolinie Sanu, przy starym trakcie węgierskim, tędy pędzono stada bydła. Jeszcze przed I wojną światową tu właśnie, w Babicach, odbywały się wielkie targi końmi. Później zmienił się układ dróg handlowych. Nie ma już dawnych jarmarków ,„Dzisiaj nawet nie bardzo tu wiedzą, kiedy Babice utraciły prawa miejskie. Po prostu były i nie ma. Ale rodowici babiczanie zawsze przecież uważają się za coś lepszego od chłopów, mieszkańców pobliskich wsi, gdyż osada posiada miejski układ urbanistyczny: na rynku założono w czynie społecznym chodniki, są tu również wodociągi. Zapewne potomkowie legendarnego retmana flisackiego Babicza, mając kłopoty z wodą, wpadli na pomysł, aby sprowadzić ją ze wzgórza, wyrastające go ponad miasteczko. Do 1954 r. w Babicach funkcjonował drewniany wodociąg. Społeczeństwo miejscowe idąc z postępem czasu postanowiło własnymi siłami unowocześnić go. Wydobyte drewniane rury — świder, służący do drążenia kloców, zachowany w dobrym stanie pretenduje do miana głównego zabytku przyszłej izby pamiątek. W ich miejsce założono żelazne. Teraz już można było doprowadzić wodę do poszczególnych domów. Ten wielki zryw społecznej inicjatywy upamiętniono na fotografiach, sporządzono duży album.

Konserwator wodociągów, Bolesław Pytlowany, prowadzi nas wraz z prezesem do swego domu. To ja zaproponowałem tę wizytę, chciałem bowiem obejrzeć łazienkę. Konserwator — to jedyny w Babicach —pracownik techniczny. Jego gospodarstwo prezentuje się interesująco: świeżo otynkowany domek, również nowo wzniesiony, solidny budynek gospodarczy. Taki właśnie domek, to ideał, o którym marzą mieszkańcy starych, zabytkowych domostw. Łazienka pana Bolesława jeszcze niezupełnie wykończona, ale najważniejsze, że jest ona bodajże pierwszą w prywatnym domu, nie licząc szkoły i plebanii.

Jeszcze pobieżna wizyta w szkolę. Chciano mi ją koniecznie pokazać. Idziemy więc obok białej bryty wczesnobarokowego, zapewne XVII wiecznego kościółka. Tuż obok -niego masywny gmach szkoły podstawowej. I tutaj dostrzec można inicjatywę społeczeństwa: szkołę wydatnie rozbudowano w czynie społecznym. Umieją tu widocznie mobilizować ludzi do pracy społecznej, ma w tym niewątpliwie swój udział spora, bo licząca 30 członków organizacja partyjną. Pobieżne oględziny dużej Sali gimnastycznej, klasopracowni, pozwalają mi rychło zrozumieć intencję gospodarzy, Chcieli się pochwalić swoją szkołą, panuje tu porządek: starannie wyfroterowane parkiety, czyste toalety z bieżącą wodą (zasługa wodociągów).

W oparciu o szkołę powstał niedawno zespół muzyczny i chór. Kieruje nim nauczyciel Zdzisław Kuncelman. Zespół ten to wielka nadzieja Gromadzkiej Rady Narodowej, która wsparła go zakupem instrumentów.

Jak gdyby dla kontrastu wstępujemy jeszcze do jednego ze starych domków na rynku. Ciasna izdebka już na pierwszy rzut oka zdradza ubóstwo jej mieszkańców. Izdebkę tę zajmuje wraz ze swą rodziną Leopold Mikuś, inwalida wojenny, mistrz koszykarski. Stracił nogi w czasie I wojny, dostaje rentę. Która jednak nie wystarcza na wyżywienie rodziny, więc dorabia sobie wyplataniem różnych koszyków. W paru domach widziałem oryginalne ramy na obrazy, umywalki, a nawet wiklinowe łóżka. To wszystko dzieło jego sprawnych rąk.

Po zapoznaniu się ze sprawami miasteczka doszedłem do przekonania, że problemem wymagającym natychmiastowego rozwiązania — są owe słynne zabytki. Rozumiem intencję urzędu konserwatorskiego, który przed laty sporządził rejestr zabytkowych, drewnianych domów. Nie mam zamiaru kwestionować urody spadzistych, gontowych dachów, oryginalny sposób wiązania zrębowego, charakterystyczne „baby” kominowe — przykład ginącej już architektury małomiasteczkowej. Niemniej jednak pierwotna koncepcja konserwatorska, zakładające zachowanie całego otoczenia rynku jest niemożliwa do utrzymania. Z tej prostej przyczyny. że wymagałoby to ogromnych nakładów. Uratować należy dwa, trzy obiekty. Nie łudźmy się, życie ma swoje prawa. Część domów zabytkowych uległa już zniszczeniu, po prostu rozpadła się być może nawet przy pomocy ich właścicieli, którzy zbudowali sobie na tym —miejscu nowe budynki. Taki los może spotkać również pozostałe.

Teraz zima, miasteczko jest senne i ciche, Warto przyjechać tu latem. Z wyniosłego brzegu, który- przenikają głębokie jary schodzi się do Sanu. Obok miasteczka, w kotlinie, rozciąga się obszerny park., otaczający dawny dwór.

Więc chyba przyszłość Babie leży w turystyce? Uroki tutejszego krajobrazu nie zawiodą najbardziej wybrednych, Warto zasugerować gospodarzom, aby więcej myśleli o korzyściach, jakie może dać miasteczku turystyka. Stoi w rynku stara karczma, w której sieni zajezdnej zmieściłoby się kilka samochodów. Kiedyś było tu rojno i gwarno, zaglądali kupcy, flisacy, przyjeżdżały z pobliskich —wsi wesela. Jedna z uliczek nazywa na jest do dziś „ulica przy muzyce", bo tamtędy właśnie ciągnęły barwne korowody weselne. Może udałoby się przywrócić pierwotne przeznaczenie starej karczmy, - choć flisacy i kupcy nie będą już z niej korzystali:

Turyści jednak — którzy odwiedzają coraz częściej nasz region — na pewno byliby zadowoleni z atrakcyjnego schroniska.

 

ZBIGNIEW WAWSZCZAK

Fot. T. Z.

Jeśli doceniasz moją pracę postaw kawę Kliknij

Linki

Blog Krzywcza Trzy Kultury Facebook - Krzywcza Trzy Kultury Facebook - Gmina Krzywcza Facebook - Hobbitówka

Parafia Krzywcza

Hobitówka

strona www

alt alt alt alt alt


 

 

 

 

Łatwy dostęp do innych przedsięwzięć internetowych, które są powiązane z Portalem Krzywcza Trzy Kultury oraz stron związanych z Krzywczą.