W gazecie Biesiada Literacka z grudnia 1880 r. ukazał się artykuł pt. Jan Zachariasiewicz. Nikt się pod nim nie podpisał, ale moim zdanie warto do niego sięgnąć i przeczytać, jak hołd składa redaktor Janowi Zachariasiewiczowi. W XIX w. pisarz. Który spoczywa na krzywieckim cmentarzu był ogólnie bardzo i szanowany nie tylko w Polsce, ale też i Europie. Był uznawany, co do rangi zaraz po JI.Kraszewskim. Niestety dziś w środowisku badaczy polskiej literatury nie jest on znany, ceniony i promowany. Póki, co trzeba zadowolić się jego uznaniem w czasach, gdy żył.
Piotr Haszczyn [luty 2026]
Od dawna i od nas należał się hołd jednemu z najzasłużeńszych polskich powieściopisarzy Janowi Zacharyasiewiczowi; korzystając więc z drukowania obrazka, poświęconego J. I. Kraszewskiemu, dajemy portret jego autora, z krótką wzmianką o zasługach literackich.
Zasługi Zacharyasiewicza są obywatelskie i literacko za obywatelskie cierpiał, za literackie został nagrodzony sympatią i wziętością. Jako Galicjanin całą swą młodość oddał na usługi swej prowincji; ogarniając duchem kraj cały, czerpał głównie ze stron rodzinnych, ze swego najbliższego otoczenia przedmioty do swych utworów; malował przeważnie stosunki galicyjskie; wznosił się na stanowisko moralizatora pobudzany ideami, jakie Galicjan pchały pomyślnie lub fatalnie na różne tory.
Zanim oddal się zupełnie powieści, redagował różne pisma we Lwowie; redakcja mu się jednak nie wiodła, brak mu było może rzutkości, wyczerpującej wszystkie siły człowieka zwanego redaktorem, była o kapitałów, brak wytrwałości do zwalczenia ówczesnego smoka galicyjskiego, zwanego obskurantyzmem.
Dziś niepowodzenie wydawnicze zadowalania się mniejszymi ofiarami, ale za czasów redaktorstwa Zacharyasiewicza smok połykał redaktorów, spół pracowników, wydawców wyprawiając jednych do urzędów, innych do handlu, innych do życia brukowego; z ocalałych naliczylibyśmy dziś zaledwie kilku dziennikarzy, kilku beletrystów, pomiędzy którymi najpoczytniejsze miejsce zajmuje autor Renaty.
I Zacharyasiewicz mógłby był pójść za przykładem innych, bo posiadając stopień uniwersytecki, starać się o jaką urzędową posadę, wolał jednak iść dalej ciernistą drogą literata polskiego. Nie tylko talent wrodzony skłonił go do tego wybory, ale uczucia obywatelskie, oburzone bezprawiem jakie wówczas w Galicji działały, uczucie wymagające zadośćuczynienia za różne krzywdy, wyrządzone przez różnych w sprawie, którą Zachariasiewicz zacnem sercem ukochał.
Ta obywatelskość widnieje prawie we wszystkich jego utworach, które przez to są przeważnie tendencyjne z piętnem romantyzmu, jednak w tym dziele najmniej jest rzeczy doskonałych, chociaż niektóre chociaż niektóre, zwłaszcza drobne nowelki, do klejnocików literackich nie należą.
Ta tendencyjność szlachetna zrodziła mnóstwo powieści pulsujących życiem, nie starzejących się dzięki kunsztowności obrobienia: - na czele postawilibyśmy powieść Na Kresach, w której z zapałem patrioty i wprawą stratega autor wykrywa machiawelstwa niemieckiego tyraństwa.
W ten sposób Zacharyasiewicza zaszczepił prawie wszystkie kwestye obchodzące ogół polski lub wyłącznie Galicyą:- zaczepił świętojurców, zaczepił szwindlerstwo wiedeńskie, zaszczepił mnóstwo spraw domowych, familijnych wprawdzie tylko, ale trujących jadem, którym naród musi oddychać.
Pojęcie ekonomiczne Zacharyasiewicza są zdrowe; nie zaprząta on się mrzonkami, wyznaje postęp, potęguje materializm finansowy-potępiając materializm ducha.
Powieści Zacharynsicwicza należą do czytań przyjemnych i pożytecznych; ani jedna zdrożna myśl w nich niema pobłażliwego przytułku, ani jednym tonem zwątpienia lub odczarowania nic zdemoralizował czytelnika. Niema w jego utworach olimpijskich postaci, niema bohaterów niezwalczonych, ale są ludzie, od których losy kraju zależą. Geniuszom, owym potworom złego lub dobrego, Zacharyasiewicz nie zajrzał w oczy, ale za to stworzył obywatela, któremu kraj wszystko zawdzięcza lub przez którego zostaje wymazany z karty państwowej.
Szkoła doświadczenia, jaką talent Zacharyasiewicza przechodził, była ciężka i długa:- dwukrotnie zamknięty w ciemnicach austryackich więzień, studiował w nich literaturę europejską i własnego ducha. Myśl szybko w takich torturach dojrzewała, a potem świat, do którego lgnął gorącem, towarzyskim sercem, dał resztę.
Szereg powieści Zacharyasiowicza jest ogromny; niedorównywa wprawdzie zbiorowi Kraszewskiego, bo to rzecz niepodobna, ale stoi zaraz poza nim.
W tej chwili Zacharyasiewicz dotknięty jest ciężką chorobą oczu. Bawiąc w r. z. w Wenecji i przesiadując po całych dniach przy oknie wychodzącym na laguny, został rażony blaskiem pulsujących życiem, nie starzejących się dzięki kunsztowności wody płonącej od promieni słonecznych. Na szczęście, po chwilowej bezwładności oczu, nie ustaje w pracy literackiej - nie mogąc pisać dyktuje. Pierwszorzędni okuliści zapewniają, że choroba jest przemijającą, że czas i cierpliwość zwalczą ją zupełnie.
Jeśli doceniasz moją pracę postaw kawę Kliknij





