Kolejna rocznica wywózki mieszkańców naszej gminy na Sybir. Ten straszny los spotkał również rodziny, które pochodziły z naszego terenu. Do dalekie Jakucji została wywieziona rodzina Pindów pochodząca z Babic. Jak to się stało możemy przeczytać we wspomnieniach Marii Szewczyk z d. Pinda. Wspomnienia zostały uratowane od zapomnienia dzięki p. Wilhelminie Skubisz.
Piotr Haszczyn [Luty 2026]
Wspomnienia Marii Szewczyk - Sybiraczki lat 80
Antoni Pinda ur. 10.06.1900 r. i Genowefa Pinda ur. 3.01.1909 r. z domu Rysiewicz córka Antoniny i Floriana. W 1928 r. mama wyszła za mąż. Urodziła 2 dzieci: Zbigniewa 17.03.1929 i Marię ur.1.02.1932. Moi rodzice mieszkali rodzicami z ojca do 1938 roku w Babicach. W tym że roku 1938 wyjechali na Wołyń prowadzić gospodarstwo rolne 40 morgów pola, które kupił mój wuj jako osadnik mieszkający we Lwowie. Zaraz po przyjeździe na Wołyń urodził się najmłodszy brat Jerzy 15.04.1938 r.
Mój ojciec z mamą prowadzili to gospodarstwo nie całe 2 lata. W 1939 r. zaczęła się zawierucha wojenna, moi rodzice chcieli spowrotem wrócić do Przemyśla już nie mogli. W 1940 r. przyszło NKWD i rozkołaczyli moich rodziców z tej ziemi i zostawili działkę przyzagrodową Dnia 29.06.1940 r. NKWD po raz wtóry przyszło o pierwszej w nocy zrobili rewizję w domu i powiedzieli do moich rodziców
-sobierajsia pojedesz na Sybir [zbieraj się pojedziesz na Sybir]
My dzieci małe 2 latka, 8 lat i 11 lat zaczęliśmy płakać. Załadowali nas na wóz i dowieźli do stacji kolejowej 6 km. Na stacji stały wagony towarowe. W wagonie było nas 4 rodziny. Po jednej stronie była półka, a po drugiej w wagonie były dwa okna zakratowane i muszla klozetowa i nic po za tym.
Jechaliśmy w nieznane półtorej miesiąca, przebyliśmy 12 tysięcy kilometrów. Przyjechaliśmy do miejscowości Ardan Jakucka SSR [Blisko Kamczatki], juz do końcowej stacji. Następnie załadowali nas na ciężarowe samochody i jechaliśmy 3 dni i 3 noce w głąb tajgi syberyjskiej 700 km. Zakwaterowano nas w bardzo dużym baraku, kilkanaście rodzin. Barak był zrobiony z okrąglaków, szpary były upchane mchem. Temperatura sięgała - 60 stopni na zewnątrz. Rodzice moi pracowali przy wyrębie lasu od świtu do późnego wieczoru. Starszy brat dostał się do internatu i chodził do szkoły ukończył 7 kl. szkoły podstawowej. Ja natomiast musiałam pilnować młodszego o 6 lat barta Jerzego. W 1943 r. mój ojciec zgłosił sie na ochotnika do armii T. Kościuszki - warunek był, że rodzina wróci do Polski. My z mamą zostaliśmy przesiedleni nad Wołgę do Saratowa. Mama pracowała w kołchozie jako dojarka. W 1945 r. mój tato wrócił z wojny do Babic i zatrzymał się u mojej babci. W 1946 r. we wrześniu wróciliśmy do Polski. Po powrocie mieszkaliśmy w Przemyślu.
Wspomnienia spisano 30 VIII 2012 r.
Jeśli doceniasz moją pracę postaw kawę Kliknij





