Krzywcza.eu - Dla wszystkich, którzy dobrze wspominają lata spędzone w Krzywczy.

Relacja Józefa Barana z dnia 8.03.2013. Wywiad przeprowadził p. Hubert Seńczyszyn

Gdy rozpoczęła się wojna miałem 10 lat, mieszkałem na Woli Krzywieckiej, cieszyliśmy się z wojny, była to dla nas atrakcja. Jeszcze w sierpniu byłem z tatą na folwarku u dziedzica w Krzywczy. A ten wystawił radio, by sobie ludzie posłuchali audycji. Jak to jest, że z takiej małej skrzynki słychać taki głos, gdzie ten człowiek siedzi, czy w środku, czy za ścianą? Aż zapytałem taty, gdzie ten chłop siedzi i mówi; będzie wojna nie damy ani guzika, jesteśmy silni. Tato powiedział, że to radio, ale co to jest, kto to mówi, skąd ten głos leci nikt na ten czas nie miał pojęcia. W Krzywczy na ten czas był posterunek policji, kościół, synagoga, cerkiew greko katolicka. Żydzi na początku nie spodziewali się tego, co ich czeka, był to naród bardzo mądry. Każdy z nich umiał czytać, pisać i handlował, żaden Żyd nie zajmował się żadną krową, żadnym koniem ani polem, mieli natomiast rzeźnie, warsztaty, sklepy czy też piekarnie. Ten naród nie był taki mściwy jakiś albo ciemny, ale był prześladowany przez ludzi. Była prowadzana nienawiść taka przez innych wobec Żydów, a to dzieci chłonęły od ławki szkolnej, był to po prostu inny świat niż dziś. Jak teraz człowiek patrzy na to, nie ma pojęcia dlaczego tak się działo. Jak wojsko przyszło, były go tłumy, naszego polskiego (13 września). My się strasznie cieszyliśmy się, że będzie wojna. Niektórzy żołnierze i dowódcy mówili do naszych matek, spakujcie sobie łaszki, resztę gdzieś schowajcie, zabezpieczcie się bo może być to mała sprzeczka. Każdy wiedział, że będzie wojna, mój ojciec był też na wojnie nie było go wtedy w domu, bo miał 40 lat w tym czasie. Zdawało nam się, że z tego nic nie będzie, ale rano coraz to więcej wojska było, wszyscy chodzili z karabinami bagnetem po zakładanym na nich, hełmach, plecaki takie wielkie mają na plecach. My się cieszyli z wojny jak cholera, myśleliśmy, że wojna będzie taka jak na obrazkach, że będą na koniach i szabelkami ciąć, a my się będziemy przyglądać, jak to wyglądać będzie. My taką wojnę sobie wyobrażaliśmy, a nie o żadnej takiej strzelaninie. Nasi okopali się, a później największy opór był na górach krzywieckich, bo dlatego że tutaj była ta droga na Przemyśl. Tam nasi mieli na dwie albo trzy godziny przytrzymać napór Niemców i miała przyjść pomoc wielka, naszego wojska. I ci żołnierze i dowódcy byli tak dzielni, że ten opór tam postawili, gdzie oni nie mieli szans utrzymania się tam żadnego. Bo ja panu powiem dlaczego, bo nasza armia nie była tak uzbrojona w broń maszynową, ja tak mówię, że my się cieszyli że mają takie piki duże na karabinach (bagnety), plecaki duże, a to było wszystko męczące dla tego wojska. Ale to dzielne chłopaki byli i okopali się. I gdzieś my tam mieli pójść z jednym kolegą chleb jakiś zanieść tym żołnierzom, bo oni tam kuchni nie mieli czy coś. Już my byliśmy na tej górze i wtedy pierwszy pocisk padł, jak się pod nami ziemia zakołysała, takie uczucie było to my zaczęliśmy z tej góry uciekać przez jakieś krzaki potoki szukać schronienia. A to właśnie było pierwsze działko rąbało bo jechał jakiś patrol niemiecki od strony Babic. Ludzie potem mówili, że wielka była celność tego pocisku. I jak zaczęły od tej pory kule gwizdać, a moja matka pozbierała resztę dzieci bo nasz sześcioro było i razem z 2 innymi rodzinami. Pod kanałem schowali się ludzie z proboszczem Soleckim, tyle ich tam było, że prawie cały ten tunel był zapchany bo nie wiedzieli, co się stanie, ale nic się złego nie stało, tam Niemcy krzywdy nie zrobili nikomu. I jak jest taki budynek koło kościoła tam Mierzwa mieszkał, i panna ożeniona z Józiem Mierzwą z Babic. Za nim dom Kopki, a za nim dom Pupki i tam była taka mała piwniczka postawiona przez tego gospodarza postawiona z cementu. I tam się nas wepchało ze cztery rodziny z dziećmi i tam żeśmy siedzieli, a te kule leciały w prawo i lewo. I tak koło godziny 5 albo 4 w każdym bądź razie nie wiem dokładnie bo nikt z nas zegarka nie miał bo to w tamtym czasie był wielki majątek. Naraz, jak tam siedzieliśmy zobaczyliśmy skierowane do nas dwie lufy karabinów i krzyk Hende Hoch, raus, a moja matka mówi, że to Niemcy. A my Niemców nie widzieli w ogóle my myśleli, że to jakieś dziwadztwa, czy to ludzie? jakieś zwierzęta my nie mieli pojęcia. I proszę pana wychodzimy, a oni raus raus, a moja mam za Austrii (tj. czasów przed I wojną światową) uczyła się trochę w szkole po niemiecku i ona parę słów zrozumiała o co chodzi. Oni krzyczeli ob es sich um Soldaten hier, a ona na to kleine Kinder. I wszyscy my wyszliśmy, jak patrzyłem na tych Niemców to strach zbierał, to ta krótka broń maszynowa, taśmy naboi dwa granaty za pasem, chłopy, jak dwa diabły, rękawy zakasane oszczyrzone. Dla nas to był postrach, w tym momencie jak myśmy wszyscy stali koło tego wyjścia obok nas pizdła bomba, czy coś to tak strasznie wyrwała dół, a ten podmuch, jak dmuchnął to wszyscy my się znaleźli, jak te piórka na ziemi, i zanim my stanęli tych wojaków koło nas już nie było. I przyszło nam wrócić do tej piwniczki się znów schować, a wieczór się zbliżał wojska niemieckie przeszły w kierunku na Przemyśl.

Z naszymi rannymi i poległymi żołnierzami było tak. Tym żołnierzom na drugi dzień wykopali dół mieszkańcy wioski, na tej górze, gdzie obecnie znajduje się krzyż. I tam zniesiono wszystkich tych rannych żołnierzy, a oni skończyli tam życie bo nie mieli pomocy żadnej, zginęło 23 albo 24 żołnierzy i jeden oficer. Tam i na cmentarzu posługę pełnił ks. proboszcz Solecki. Wiem tylko tyle, że na wiosnę następnego roku było gestapo u nas, a ks. poszedł z nimi, a oni pozwolili przenieść zwłoki na cmentarz, tam wykopano dół i złożono zwłoki zwiezione na furmankach. Na pobojowisku cały sprzęt wojskowy zabrali Niemcy i nie dopuścili do niego żadnych cywili. Natomiast prawdopodobnie bo tylko zasłyszałem i tego nie potwierdzam, że 3 albo 4 chłopów z Bachowa pozbawiali trupy butów, mundurów, wszystko biorąc do worka. Bo to wszystko bose chodziło, wtedy była wielka wartość tego buta tej szmaty, dzisiaj to obecne pokolenie nie ma pojęcia jaka to była bieda w tym czasie. Słyszałem także że Niemcy ich przegonili, a może nawet rozstrzelali, bo tam u Niemców zastrzelić człowieka to nie było żaden problem. I tak za dwa cztery dni zaczęły czołgi jechać, a my byli tacy przerażeni bo to takie potężne było to wojsko na czołgach w ciemnych mundurach rękawy pozakazywane ze śpiewam radością, Hali Halo (popularna piosenka niemiecka lat wojny). Nasze to wiem Pan to nie było tak uzbrojone wojsko, byli dzielne chłopaki, ale co z tego, życie oddali tylko, a Niemcy byli tak uzbrojeni, że aż strach było patrzeć na nich. I od tego się zaczęło. Ja do dziś powtarzam: od powietrza, głodu ognia i wojny wybaw nas Panie.

Zapraszamy na blog  - http://krzywcza.blogspot.com/